Jak to dobrze, że wydawnictwa od czasu do czasu wznawiają wydane przez siebie książki. Daje to szansę spóźnionym czytelnikom natknąć się na utwór, który sprawi im wiele przyjemności. Tak było ze mną i serią o Fedrze nó Delaunay autorstwa Jacqueline Carey. W skład trylogii wchodzą „Strzała Kusziela”, „Wybranka Kusziela” i „Wcielenie Kusziela”. Całość została wznowiona w związku z wydaniem przez Mag kolejnego utworu rozgrywającego się w opisywanym przez amerykańską autorkę świecie. Swoją przygodę rozpoczęłam oczywiście od „Strzały Kusziela” i od pierwszej strony utonęłam w opowieści.

Historię przygód Fedry poznajemy z perspektywy bohaterki, która jest jednocześnie jej narratorką. Całość jest rodzajem pamiętnika, chronologicznie przedstawiającego dzieciństwo spędzone w Domu Nocy, dorastanie pod okiem patrona Anafiela Delaunaya, który szkoli dwoje swoich uczniów w sztuce miłości i szpiegostwa, następnie dramatyczne przygody rozgrywające się między innymi w mroźnej Skaldii, na wyspie Albie, a także w samej Terre d’Ange – ojczyźnie bohaterki.

Jedną z podstawowych zalet utworu Carey jest dobrze opowiedziana historia. Tajemnice, spiski, zdrady i przymierza, mnóstwo akcji, a wszystko to przedstawione sprawnym stylem, który wprawdzie miejscami ociera się o nadmierny sentymentalizm, ale z drugiej strony doskonale pasuje do charakteru opowiadającej swe przejścia Fedry. Są to cechy typowego czytadła, lektury, która nigdy nie miała być ambitnym dziełem sztuki, a po prostu przyjemną powieścią, dobrą rzemieślniczą robotą. Książka, mimo swej prostoty, skierowana jest do dorosłego odbiorcy, gdyż nie stroni w niej autorka od erotyki. Czegóż się jednak spodziewać, jeśli główna bohaterka jest utalentowaną kurtyzaną, w dodatku obdarzoną przez bogów specjalnymi zdolnościami w dziedzinie miłości cielesnej.

Czytanie powieści sprawiło mi tak wiele radości także z powodu bohaterów, dających się polubić, a ich los nie pozostał mi obojętny. Carey ma talent do kreowania postaci pierwszego i drugiego planu, a także epizodycznych. Są one wyraziste, zróżnicowane, zapadające w pamięć. Najważniejsza jest oczywiście Fedra, nazwana przez duejnę czyli zwierzchniczkę Domu Cereusa, do którego zostaje sprzedana przez własną matkę w wieku lat czterech – „niechcianym bękartem dziwki”. Uważana za niezdolną do służby bogini Naamie (co oznacza po prostu pełnienie roli kurtyzany) z powodu szkarłatnej plamki w oku, stanowiącej dla poszukujących idealnego piękna d’Angelinów skazę, okazuje się kimś wyjątkowym. Odkrywa to jej późniejszy nauczyciel, mistrz intryg – Anafiel Delaunay, kolejna ciekawa postać, który rozumie, że dziewczyna jest anguisette – naznaczoną przez strzałę Kusziela, wybranką boga, zdolną odczuwać rozkosz z zadawanego jej bólu. W rękach mistrza staje się ona doskonałym narzędziem, pomagającym w owianej tajemnicą misji. Inną ciekawą postacią jest Hiacynt, najbliższy przyjaciel bohaterki, półkrwi Cygan z zakazanym dla mężczyzn darem dromonde – przepowiadania. Fascynujący okazuje się młody strażnik dziewczyny – zaprzysiężony brat kasjelita – Joscelin, który pogardza swą podopieczną, ale związany przysięgą – „chronić i służyć” – stanie się jej cieniem. I jest równie piękna jak niebezpieczna Melisanda Szachrizaj, arystokratka, będąca przyjaciółką, a jednocześnie rywalką Delanaya. Wymienione przeze mnie postaci odgrywają kluczowe role dla fabuły, a jest jeszcze cały szereg władców, dworzan, wojowników i prostych mieszkańców odwiedzanych przez Fedrę krain, o których można by sporo napisać. Dowodzi to tylko talentu autorki w budowaniu bogatego świata przedstawionego, barwna plejada postaci zdecydowanie podnosi wartość powieści.

Na koniec chciałabym wspomnieć o miejscu wydarzeń, gdyż budzi ono we mnie mieszane uczucia. Jacqueline Carey osadziła bowiem swój utwór w alternatywnej wersji naszego świata, konkretnie Europy, w odmianie typowego dla fantasy średniowiecza. I tak ojczyzna bohaterki to odpowiednik Francji, Alba zaś stanowi odzwierciedlenie Anglii i tak dalej. Z jednej strony pozwala to czytelnikowi dość dokładnie wyobrazić sobie przedstawione miejsca, z drugiej nie wnosi nic nowego, odkrywczego, opiera się na schemacie i stereotypie.

Nie zmienia to faktu, że uważam „Strzałę Kusziela” za kawał dobrej powieści przygodowej, z erotycznym pieprzykiem, który swoją drogą budził u mnie czasem niepohamowane wybuchy śmiechu. Prawie siedemset stron fachowej roboty powoduje, że czytelnik nie może się oderwać od przedstawionych wydarzeń, a po odłożeniu książki wydaje usatysfakcjonowane westchnienie, by tęsknie rzucić okiem na tom drugi, o którym niebawem.

Autor: Monika „Urshana” Kałążna

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Kushiel’s Dart
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Data wydania: 26 stycznia 2011
Wydanie: II
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202
Rok wydania oryginału:
Liczba stron: 688
Tom cyklu: 1

This entry was posted on piątek, 15 kwietnia, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.