Powieści przyjmujące za cel opowiedzenie historii czysto życiowej i to takiej, która dla potencjalnego odbiorcy mogłaby wydawać się niezbyt interesująca – żeby nie powiedzieć „nudna” – nie mają łatwego życia. Jakie są szanse takiej książki, jeżeli czytelnik ma do wyboru wciągającą space operę Reynoldsa, przygodę w klimatach fantasy, czy jedną z pozycji prezentowanych w serii Uczta Wyobraźni? Co więcej, odnoszę wrażenie, że polski rynek literacki jest na tyle mocno napchany wszelkiego rodzaju wznowieniami, bestsellerami i ciągłymi „obiecującymi” debiutami, że o przeoczenie książki Cormaca McCarthy’ego – zwłaszcza takiej, która nie należy do grupy tekstów zekranizowanych – bardzo łatwo. Wielka szkoda.

Romans z powieścią „W ciemności” zacząłem jakieś trzy miesiące temu, ale pierwsze podejście zakończyło się totalną porażką. Po prostu: nie zaiskrzyło. Dałem się uwieść słowom wydawcy i spodziewałem się mrocznej, miejscami gotyckiej atmosfery lecz zapomniałem, że panu McCarthy’emu daleko do pisarza choćby dryfującego po wodach fantastyki. Droga była wypadkiem przy pracy; jej autor jest przede wszystkim twórcą literatury obyczajowej. Po uświadomieniu sobie tej – dość oczywistej teraz – prawdy sięgnąłem po „W ciemności” ponownie i udało się: książka mnie oczarowała. Wystarczyło zmienić podejście.

Bohaterami powieści jest rodzeństwo, brat i siostra. Pamiętając, że fabuła została osadzona na przełomie XIX i XX wieku, a miejscem wydarzeń jest amerykańska prowincja, można było wywnioskować, że prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia ze środowiskiem rolniczym. I będzie to słuszny tok rozumowania, ale tylko w połowie. Cormac McCarthy faktycznie zabiera czytelnika w podróż po świecie farmerów i małomiasteczkowych sklepikarzy walczących z druciarzami, ale ów świat należy postrzegać jedynie w kategoriach tła. Autor prezentuje wycinek tego wiejskiego społeczeństwa – tj. bezrolnych, parobków chwytających się każdej możliwej pracy – którego przedstawicielami są właśnie Holme i Rinthy, wspomniane rodzeństwo. Czy podchodzi do tematu rzetelnie? Jak najbardziej. Zaznaczyłem wcześniej, że pan McCarthy uważa się za twórcę literatury obyczajowej i to widać w każdym elemencie powieści. W ciemności nie oferuje czytelnikowi dynamicznej akcji, postacie nie grzeszą ani urodą ani intelektem, lecz są za to w stu procentach prawdziwe. Młody Holme to typowy parobek, który za kilka centów i ciepły posiłek gotów narąbać drwa na opał. Jego siostra także nie wymaga wiele od życia; no może oprócz zdrowia, silnych rąk do pracy i kromki chleba dziennie.

Idźmy dalej. Autor wykorzystując wędrówkę dwójki bohaterów dąży do zaprezentowania wzajemnych relacji pomiędzy światem a osobami pokroju Holma i Rinthy. Nie ogranicza się przy tym do wymiany pustych spostrzeżeń, przeciwnie. Każdą decyzję rodzeństwa stara się umotywować, podobnie jak decyzje innych w stosunku do nich. Dzięki temu czytelnik ma możliwość głębszego wniknięcia w klimat amerykańskiej prowincji z przełomu wieków. Ma szansę poznać tamten okres niejako od środka, zrozumieć postępowanie ówczesnych ludzi.

Wydawnictwo Literackie reklamowało książkę szyldem „mroczna powieść McCarthy’ego”. Nie do końca zgadzam się z tą opinią. Oczywiście, na upartego w powieści można wyszukać wątki „mroczne”, ale z drugiej strony to, co dzisiaj skłania nas do takiej opinii, w czasach opisywanych przez autora było czymś zupełnie naturalnym. „W ciemności” nie jest mroczną baśnią lecz powieścią o ciężkich czasach. Czy bieda bądź wykorzystywanie jednostek słabszych było na przełomie XIX i XX wieku czymś wyjątkowym? Nie. Co więcej, Cormac McCarthy udowadnia, że nawet w takim świecie jest miejsce na miłość i bezinteresowną pomoc. Czyż podobnego przesłania nie niesie ze sobą powieść „Droga”?

Podobnie jak i inne powieści tego autora, „W ciemności” czyta się bardzo przyjemnie. Choć jest to powieść stricte obyczajowa, osoby, które po nią sięgną, na pewno nie będą żałować. Przemyślana fabuła z ciekawym motywem głównym – wędrówka młodej kobiety szukającej swojego zaginionego synka – oraz porządny warsztat literacki gwarantują miłe chwile spędzone przy lekturze niniejszej książki.

Autor: Sylwester „Sharin” Kozdroj

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: Outer Dark
Tłumaczenie: Maciej Świerkocki
Data wydania: 26 stycznia 2011
Oprawa: miękka
Format: 123 x 197
Rok wydania oryginału: 1968
Liczba stron: 272

This entry was posted on poniedziałek, 30 maja, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.