Siedemdziesiąt dwie litery Teda Chianga stanowią doskonałą ilustrację tezy, że nie należy oceniać książki po okładce, bowiem, niczym w baśni, za odpychającą fasadą kryć się może wartościowe wnętrze. W tym wypadku jedenaście opowiadań nagrodzonych łącznie dwunastoma (nie licząc nominacji) nagrodami. Tak liczne wyróżnienia dowodzą, że warto zainteresować się owym autorem. Przemawia za tym również jego dorobek – chociaż na przestrzeni dwudziestu lat opublikował zaledwie dwanaście opowiadań, ich poziom dobitnie wskazuje, iż pisarz stawia na jakość, a nie ilość.

Przede wszystkim forma doskonale koresponduje z treścią. Chiang bierze na warsztat tematykę niejednokrotnie już poruszaną, jak sztuczne podwyższanie ilorazu inteligencji (Zrozum) czy niemożność zrozumienia postludzkiej cywilizacji (Ewolucja ludzkiej nauki), ale odniosłem wrażenie, że nie robi tego, by udowodnić, iż temat nie został jeszcze wyeksploatowany, lecz po prostu pragnie przedstawić go po swojemu. Co ciekawsze, prezentuje zagadnienie minimalizując objętość, pozbywając się niepotrzebnych ornamentów i pozostawiając samo jądro. Nie odbija się to jednak na jakości utworów. W większość opowiadań kreuje całe światy, których niuanse czytelnik odkrywa krok po kroku. Najczęstszym motywem jest brak wolnej woli i determinizm w utworach opowiadających o podróży w czasie bądź przewidywaniu przyszłości (Historia twojego życia, Co z nami będzie, Kupiec i Wrota alchemika). Ogólnie, większość opowiadań w jakiś sposób podejmuje zagadnienie ludzkiej wolności.

Jak już wspomniałem, autor wykorzystuje różne gatunki wypowiedzi, starając się, aby forma ściśle współgrała z motywem przewodnim. Mnie najbardziej przypadło do gustu opowiadanie Co ma cieszyć oczy. Reportaż – stylizowane na tekst publicystyczny przedstawiający przebieg kampanii toczącej się na Uniwersytecie Pembleton wokół głosowania nad odgórnym nakazem używania ‘kalio’(rodzaju agnozji), jako formy walki z lookizmem – dyskryminacją ze względu na atrakcyjność. Mianowicie kaliognotyk, patrząc na ludzi, ma dostrzegać ich wygląd, nie odczuwając przy tym żadnych wrażeń estetycznych, dzięki czemu – zgodnie z założeniem osób wnioskujących o przyjęcie kalio – będzie zwracał uwagę na to, kim człowiek jest, a nie jak wygląda. Zyska również odporność na manipulację stosowaną w reklamach, usiłujących zwabić klientów urodą modeli. Reportaż prezentuje wypowiedzi osób zajmujących różne stanowiska wobec problemu: studentów zaangażowanych w kampanię, rodziców, profesorów, neurologów i zwykłe osoby starające się żyć w tym świecie. I niczym dobry reportaż zmusza odbiorcę do zadania sobie pytania, co o tym myśli, co zrobiłby na miejscu bohaterów.

Paradoksalnie, najbardziej utytułowane utwory zbiorku podobały mi się o wiele mniej niż wspomniany wyżej Reportaż czy Zrozum. Ani Piekło to nieobecność Boga, ani tytułowe Siedemdziesiąt dwie litery, nie wzbudziły mojego zachwytu. Piekło jest „zaledwie” dobrym opowiadaniem, a oczekiwania wobec niego, z uwagi na podjętą tematykę, miałem zdecydowanie większe. Natomiast Siedemdziesiąt dwie litery sprawiają wrażenie rozciągniętego na siłę, przegadanego; zdecydowanie lepiej czytało się krótsze formy z mniejszą ilością dialogów.

Wydanie można by uznać za ładne, gdyby nie okropna okładka. Na szczęście zawartość w pełni wynagradza ów koszmar estety. Ted Chiang jest bowiem solidnym rzemieślnikiem, wiedzącym, co wychodzi mu najlepiej. Siedemdziesiąt dwie litery stanowi bardzo dobry zbiór opowiadań, mogący zainteresować zarówno czytelników obeznanych z gatunkiem jak i dopiero się z nim zapoznających.

Już w trakcie lektury zrozumiałem, dlaczego każde kolejne opowiadanie Chianga jest wyczekiwane – jeszcze nie skończyłem jednego, a już zastanawiałem się, co zaoferuje mi kolejne, czym mnie tym razem autor zaciekawi. Dołączam więc do grona osób z wielką uwagą śledzących twórczość tego pisarza.

Autor: Tomasz „Tixon” Lisaj

Wydawnictwo: Solaris
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski i inni
Data wydania: 5 sierpnia 2010
ISBN: 978-83-7590-063-7
Oprawa: twarda
Format: 130 x 203
Liczba stron: 386

This entry was posted on środa, Lipiec 13th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.