Akcja drugiego tomu „Namiestniczki” przenosi czytelników nieco do przodu w czasie. Teraz Namiestniczką jest Salome, następczyni Enrissy, bohaterki tomu pierwszego. W przeciwieństwie do swej poprzedniczki nie jest ona silną i niezależną kobietą. Jest marionetką w rękach Wielkiej Rady. A w Imperium Anryjskim dzieje się sporo. Znowu rosną spiski, komplikują się intrygi. Ostrze wielkiej polityki skupia się na elfach i rosnącym zagrożeniu z ich strony. Stają się (zasłużenie) widocznym, zbiorowym czarnym charakterem. Wydawać mogłoby się, że wszystko zwiastuje nieuchronną katastrofę, która musi nadejść prędzej, czy później. I jest jeszcze pewna kluczowa przepowiednia…

I tyle na temat fabuły. Czytelnik tomu pierwszego chyba więcej nie potrzebuje. A i to „więcej” mogłoby popsuć niespodzianki i przyjemność czytania. Jeśli chodzi o wrażenia z lektury – te nie zajmą mi wiele miejsca. Nie oceniam drugiego tomu trylogii wcale lepiej, niż pierwszego. Jednak trzeba przyznać uczciwie, że pozbawiony jest ociężałości pierwszej części. Ale, jeśli przyjąć, że pierwsza powieść miała przedstawić świat i wprowadzić w niego czytelnika więc musiała być obszerniejsza i obfitująca w szczegóły, to brak ociężałości w części drugiej jest efektem konsekwencji autorki sprawnie realizującej swój plan. Choć w mojej ocenie drugi tom trylogii udowadnia, że mamy do czynienia z przeciętną fantasy. Ale jednak jest to fantasy aspirująca. Irytującej magii jest jakby mniej – to zawsze działa na korzyść. Autorka stara się zaskoczyć czytelnika – co czasami jej się udaje. Co więcej, może to za sprawą jej słowiańskiej… duszy, to zaskakiwanie czytelnika może mieć swój urok. Już w pierwszej części Wiera Szkolnikowa udowadniała, że ma sobie potencjał, ale rozmieniała go na drobne brnąc w skostniałe reguły gatunku bez żadnego ożywczego efektu (wspomniana magia, którą odbierałem jako infantylną porażkę). W tym tomie nadal można ten potencjał wyczuć. Ale, niestety, tylko wyczuć. Czegoś brakuje tej powieści, aby mogła „wystrzelić”. Nie wiem czego, niestety. Wiera Szkolnikowa potrafi być sprytna, zaskoczyć tu i ówdzie małym szczegółem, albo nawet ogółem (spełnienie się pewnej przepowiedni i jej skutki). Jednak może brak jej talentu, aby „rozgrzać” czytelnika emocjami bohaterów lub ich losami? Tak czy siak, ja ich losy przyjmowałem obojętnie, spiski także mnie nie emocjonowały. Znowu cieszyłem się w finale tylko z tego, że udało mi się dobrnąć do końca.

Reasumując, ocena tomu drugiego trylogii wpędza w mały paradoks. Jako kontynuacja opowieści z tomu pierwszego i kolejny fragment całości – jest ona nawet lepsza niż tom pierwszy: żywsza, jakby barwniejsza i ciekawsza fabularnie. Widać, jak wspomniałem, że autorka nie chce powielać ogranych schematów gatunkowych. Jednak brakuje jej nadal talentu, albo pomysłu, jak tchnąć w tą fabułę (czy ramy gatunku, w których ją upchnęła) świeżość, która wybije powieść na pewną niepodległość i poziom, które wyróżnią ją na trwałe z potoku takiej fantasy. Ostatecznie jednak, autorka w moich oczach zasłużyła swoimi staraniami na to, abym sięgnął po ostatnią część trylogii. Ale tak naprawdę chyba mnie nią nie zawojuje. Może jednak nabierze doświadczenia i dopiero kolejnych powieściach uda się jej już w pełni rozwinąć skrzydła?

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: Выбор наместницы
Tłumaczenie: Rafał Dębski
Data wydania: 24 maja 2011
ISBN: 978-83-7648-712-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 560
Tom cyklu: 2
Seria: Nowa Fantastyka

This entry was posted on środa, Lipiec 20th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.