Kolejna powieść Mieville’a na naszym rynku to bardzo przystępne, bogate, wciągające urban fantasy, przy którym nie nudziłem się wcale, chociaż utwór nie przełamuje żadnych barier gatunkowych. Fani dzikiej wyobraźni, jakiej pokaz dał autor w „Dworcu Perdido”, czy „Bliźnie” będą bez wątpienia zawiedzeni. „Kraken” to powieść tak typowa dla urban fantasy, że nie miałem wątpliwości co do przynależności gatunkowej. Oczywiście, nie oznacza to kopiowania stylu, czy chodzenia na łatwiznę, aby dostarczyć szybko spożywalny produkt literacki. W mojej ocenie China Mieville osiągnął już taki poziom, że nie musi nikomu niczego udowadniać. A tym bardziej cieszy mnie, że nie stał się on zakładnikiem swojego własnego stylu i wyobraźni, których pokaz dał we wspomnianych wcześniej powieściach.

Akcja rozpoczyna się jak zwykły kryminał z dziwną zagadką. Z Natural History Museum w Londynie znika olbrzymia, wypchana kałamarnica. Niedługo potem zostaje znalezione ciało zamknięte w słoju. W centrum tych wydarzeń znajduje się niepozorny, nijaki, główny bohater, Billy Harrow, kustosz. Chłopak żyje swoim nudnym życiem nerda, kiedy okazuje się nagle, że musi sprostać tajemnicom i siłom znacznie przekraczającym jego umiejętności i zdolności pojmowania. Odwiedzają go tajemniczy policjanci z tajemniczej jednostki, a potem wszystko zrobi się jeszcze bardziej zwariowane i dziwne. Taki jest punkt wyjścia. Szara zwyczajność londyńskiej ulicy stopniowo odkrywa swoje drugie, tajemnicze, pociągające, groźne i niepojęte oblicze, a jednym ze zbiorowych bohaterów (choć bez nadmiernej ekspozycji) staje się samo miasto. Wytrącony z równowagi swojej egzystencji Billy musi odnaleźć odpowiedzi na wszystkie zagadki i uratować świat zmierzający prostą drogą do apokalipsy. A wszystko przez wypchaną kałamarnicę olbrzymią. Brzmi to zabawnie, ale powieść jest poważna, mimo niezłych porcji humoru, także czarnego.

Trudno „zarzucać” Mieville’owi oryginalność. Zapożyczenia z Neila Gaimana w kilku miejscach wydają się oczywiste (Goss i Subby). Identyfikowanie nawiązań do Lovercrafta sobie podaruję, bo nie jestem takim znawcą, aby zaryzykować, choć założyłbym się i o takie inspiracje. Ale to w ogóle nie przeszkadza. Autor „Krakena” udowodnił już wcześniej, że nie wypadł sroce spod ogona i zna się na tym, co robi. Fantastyczny entourage jest zatem malowniczy i pociągający. Autor zasypuje czytelnika mnóstwem pomysłów i jeśli można mu jakiś zarzut postawić, to nie ich wtórność a właśnie ilość. Mnie się to jednak podobało, bo nie dawało szans na nudę. Postaci nie są sztampowe. Także akcja powieści nie zawodzi. Choć im bliżej zakończenia, tym bardziej irytowałem się pewną szarpaniną autora z kolejnymi wydarzeniami. Bohaterów jest kilku i akcja w zasadzie skupia się na obserwowaniu ich zbliżania się do rozwiązania zagadki. Oczywiste jest, iż ich losy będą się splatać, aby ostatecznie spotkać się w finale, ale czy to może być zarzut? Nie przesadzałbym z takim podejściem. Zastanawiałem się, czy przypisywać Mieville’owi, że próbował nadać powieści jakieś przesłanie, na przykład dotyczące niebezpieczeństw wiążących się z religią, czy różnymi kultami. Jest to w gruncie rzeczy powieść rozrywkowa, szeroko zakrojona jeśli chodzi o akcję i pomysły. Ale chyba zbyt błaha, aby doszukiwać się w niej jakiejś tego typu głębi. Sam światek londyńskich kultów, religii i ich wyznawców jest kolorowy, różnorodny, ale miałem wrażenie, że autor traktował go z przymrużeniem oka i – mimo wszystko – z sympatią (Związek Magicznych Asystentów i jego strajk, londyński światek przestępczy kontrolowany przez osobnika uwięzionego w tatuażu, czy jedna z sekt: naziści chaosu). Dlatego nie będę próbował szukać na siłę jakichś tropów, czy przesłań, które – choć pojawiają się – nie są jednak celem. Ot, zwykłe konsekwencje, wnioski, jakie z wydarzeń może sobie sam wyciągnąć czytelnik, ale bez dydaktyzmu czy „prawd objawionych” ex cathedra.

Spotkałem się z opiniami, że to powieść poniżej poziomu „Miasta i miasta” i jeśli przyjąć, że Mieville napisał typową urban fantasy, to fakt ten, jako świadczący o „niższości” „Krakena”, mógłbym przyjąć. Ale nie jest mi to potrzebne do niczego. To dobra powieść. Dobry wydatek, którego nie żałuję. Mogę ją z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi rozrywkę na wysokim poziomie i nie oczekuje porażających intelekt arcydzieł. To, być może, najbardziej komercyjne literackie oblicze Chiny Mieville’a, jakie przyszło mi poznać i polubić.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Kraken
Tłumaczenie: Krystyna Chodorowska
Data wydania: 23 sierpnia 2011
ISBN: 978-83-7506-697-5
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 620

This entry was posted on środa, Wrzesień 28th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.