Śmiało kroczyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.
Motto wszystkich produkcji spod znaku Star Treka.
Sentencja, która stanowi idealne podsumowanie październikowego numeru Nowej Fantastyki.

Publicystyka

Omawianie najnowszego numeru Nowej Fantastyki zaczniemy od tekstów publicystycznych. Dlaczego? Po pierwsze, zawsze to jakieś urozmaicenie. Po drugie, właśnie autorom felietonów i artykułów należą się w tym miesiącu największe brawa.

Wojciech Chmielarz swój artykuł („Kreowanie przyszłości”) poprzedza słowami: SF to nieustająca prowokacja dla wynalazców. To inspiracja, do której czasem się przyznają. Aż, strach pomyśleć, gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie fantastyka naukowa. Szczerze? Sądzę, że facet ma rację. Można w twórcach science fiction dostrzec swego rodzaju prekursorów, jeżeli chodzi o myśl technologiczną. Oczywiście sama wyobraźnia to za mało, ale idee i pomysły przez nią zrodzone mogą stanowić prawdziwą ucztę dla inżynierów, specjalistów z różnych dziedzin chcących się wykazać. I jeszcze jedno. Cholernie się cieszę, że taki tekst – tekst bardzo silnie promujący fantastykę naukową, obrazujący jej znaczenie dla rozwoju nauki – powstał. Aż strach bowiem pomyśleć, ilu czytelników młodego pokolenia omija science fiction szerokim łukiem.

Artykułem zahaczającym o fantastykę naukową jest również „Jak to się robi z kosmitami”. Autor, Michał Wiśniewski, w ciekawy, przystępny sposób opowiada o kontaktach erotycznych przedstawicieli różnych cywilizacji. Robi to, posługując się zarówno przykładami ze świata filmów (m.in. Avatar, Doktor Who, Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi), jak i literatury (m.in. Dworzec Perdido, Granica możliwości, Zmierzch). Dodatkowo tekst został wzbogacony przykuwającymi uwagę ilustracjami. Kto ich nie widział, niech żałuje.

Na uwagę zasługują także teksty Adama Rottera („Co czytają terroryści”) oraz Agnieszki Haski i Jerzego Stachowicza („Radowe szaleństwo”). W pierwszym z nich przyglądamy się terroryzmowi (a dokładnie: jego samotnym bojownikom) obecnemu w kulturze popularnej. Artykuł wciągający, o poważnej treści, poparty konkretnymi przykładami z filmu i literatury, na pewno wart przeczytania. Drugi z tekstów jest opowieścią o radzie, promieniotwórczym pierwiastku od Marii Skłodowskiej-Curie; przybliża czytelnikom historię jego wzlotów i upadków w pierwszej połowie dwudziestego wieku.

Październikowy numer Nowej Fantastyki to także nowy felietonista. Rafał Kosik, bo o nim mowa, krótko acz ciekawie wypowiada się na temat inwigilacji. Stawia pytania o celowość rozbudowywania systemu monitoringu oraz stara się zrozumieć, dokąd nas to może zaprowadzić. Do świata rodem z „Raportu mniejszości”? A może społeczeństwa ograbionego z prywatności? Felieton stawiający czytelnika naprzeciwko konkretnych, niekoniecznie fantastycznych, zagadnień.

Teksty pozostałych felietonistów, Petera Wattsa („Stres i sakrament”) oraz Łukasza Orbitowskiego („Dwie złote monety”), nie zapadły mi szczególnie w pamięć. Być może czytając je ciągle jeszcze miałem w pamięci świetny felieton Rafała Kosika, a może po prostu jestem już troszeczkę zmęczony ich stylem wypowiedzi. Pozostają nadal dobre, ale mam wrażenie, że brakuje w nich jakiegoś powiewu świeżości.

Podsumowując, tym razem to publicystyka Nowej Fantastyki zasługuje na brawa. I to nie tylko dlatego, że przodowały w nich tematy stricte naukowe. Przy żadnym z tekstów nie ziewałem, każdy na swój sposób przykuł moją uwagę, każdy mnie zadowolił. A czytelnik zadowolony, to czytelnik, który sięgnie po kolejny numer czasopisma. Czyż nie o to chodzi?

Proza

Omawiając prozę, pochwalę jedynie tekst Teda Kosmatki. Towarzysząc bohaterom opowiadania „W górę światła”, w pierwszym odruchu pomyślałem, że oto mam przed sobą więzienie rodem z „Miasta ślepców”. Podobnie jak w powieści José Saramago, ukazana w tekście rzeczywistość to świat pełen przemocy, świat wzbudzający w ludziach najdziksze instynkty, świat, do którego sprowadza się jednostki zagrażające społeczeństwu. Na szczęście opowiadanie Kosmatki nie zawiera okropności i takiej ilości wulgaryzmów, co wspomniana powieść portugalskiego pisarza. Tekst wciąga, intryguje i jest podobno początkiem jakiejś większej przygody, gdyż Kosmatka planuje rozwinąć go w powieść. Cóż, słuszna linia postępowania.

Pozostałe opowiadania, zarówno polskiego, jak i zagranicznego pochodzenia, przeczytałem, ale nie zrobiły one na mnie większego wrażenia. Urban fantasy – nie cierpię tego określenia, ale chyba pasuje tutaj najlepiej – w wykonaniu Gwyneth Jones („W Lesie Królowej”) to historyjka lekka i przystępna, ale nic poza tym. I postacie, i świat mający uchodzić za czarodziejski, jawił mi się jako coś płytkiego, bez większej głębi; świat całkowicie pozbawiony baśniowości.

W prozie polskiej mamy do czynienia przede wszystkim z tekstami, które zajęły I i II miejsce w konkursie literackim ‚Władcy Słów’. Wydaje mi się, że przy opowiadaniu Andrzej Radomskiego („Jak lustra”) bawiłem się najlepiej, ale i tak czułem wielki niedosyt. Podobnie było z tekstami innych polskich autorów.

***

Najnowsza Nowa Fantastyka to przede wszystkim dobra publicystyka. Dobra, bo jej autorzy wkroczyli na ścieżki, który już dawno nie były przez nich odwiedzane. Mówię oczywiście o tematach oscylujących wokół fantastyki naukowej. Artykuły poświęcone filmom fantasy, literaturze fantasy i jej bohaterom troszeczkę już mnie znudziły. Mam nadzieję, że naukowo-fantastyczna tematyka październikowego numeru czasopisma to nie jednorazowy wyskok, ale początek zmian na lepsze.

Autor: Sylwester „Sharin” Kozdroj

This entry was posted on poniedziałek, Październik 10th, 2011 and is filed under Prasa. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.