Niektórzy ostrzegają przed ocenianiem książki po okładce. Mają rację. W owej praktyce ciężko znaleźć oznaki zdrowego rozsądku. Niemniej, niepomny przestróg, po najnowszą powieść Chucka Palahniuka sięgnąłem właśnie z powodu jej szaty graficznej i zachęcającego blurbu. Trawestując słowa wydawcy, byłem ciekaw, na ile amerykański pisarz faktycznie poszedł śladami Dantego i Dostojewskiego. Ciekaw, jak do tak poważnego zagadnienia, za które uchodzi temat winy i odkupienia, podszedł pisarz znany z języka ciętego i dowcipnego.

Podobnie jak i pozostałe książki Palahniuka wydane przez Niebieską Studnię, tak i tę skrywa okładka autorstwa Pawła Jońcy. Okładka prosta, psychodeliczna, idealnie obrazująca to, z czym spotkamy się podczas lektury Potępionych. Autor Podziemnego kręgu – sztandarowa powieść Palahniuka – przyzwyczaił czytelników do bezkompromisowego wywlekania własnych spostrzeżeń odnośnie natury ludzkiej oraz kruchości świata doczesnego. Pod tym względem Potępieni nie odbiegają od poprzednich książek w dorobku pisarza, momentami mogą nawet uchodzić za ich kalkę. Widoczne są chociażby nawiązania do wspomnianego Podziemnego kręgu. Dostrzec możemy odautorską pogardę dla ciągłego zabiegania o coraz to „lepiej płatne i najbardziej prestiżowe posady”*, pogardę dla ludzkiego przywiązania do bogactw i osiągnięć, do domostw i bliskich.** Oczywiście owa pogarda została podana w sposób bardzo bezpośredni, momentami wręcz niesmaczny. Jak napisał jeden z Internautów: „Książka zaskakuje, bawi i brzydzi”.*** Od siebie dodam, że książka atakuje. Palahniuk wieszczy wieczne potępienie niemalże wszystkim, z hipokrytami i bałwochwalcami konsumpcjonizmu na czele. Szczególnie mocno oberwało się gwiazdom i gwiazdeczkom szklanego ekranu, które dla bycia w blasku jupiterów są gotowe zrobić niemalże wszystko; z adopcją-pokazówką na czele. Jak wspomniałem, powieść to także temat winy i odkupienia, który, w moim odczuciu, został jedynie zarysowany i wykorzystany jako pretekst do uwypuklenia okropności Piekła. Mimo szumnych zapowiedzi Potępieni to nie Zbrodnia i kara Dostojewskiego. Palahniuk nie rozwodzi się nad powodami takiego a nie innego postępowania ludzi, nie analizuje procesów zachodzących na linii wina-kara, ale krótko i dobitnie mówi: postępujesz źle, będziesz potępiony. Dla autora Potępionych nie ma bowiem ludzi bez winy. Nawet najmniejsze przewinienie jest skrzętnie odnotowywane w piekielnych rejestrach. I każdemu prędzej, czy później zostanie wystawiony rachunek.

Pierwsze skrzypce wśród Potępionych gra trzynastolatka, Madison Spencer. Ta rezolutna, tryskająca niepoprawnym optymizmem osóbka – wypisz wymaluj szwedzka Pippi Långstrump – jest oczywiście martwa. Nie przejmuje się tym jednak i wraz z grupką przyjaciół rozpoczyna wędrówkę przez Piekło, które, krótko mówiąc, nie grzeszy delikatnością. Pokonując jego kolejne obszary, pragnąc poznać Szatana, oddaje się w międzyczasie wspomnieniom, co jest rzeczą kluczową dla całej konstrukcji powieści i – jak niesie wieść gminna – stanowi jedną z niewielu rozrywek w Piekle. Wspomnienia panny Spencer dostarczają czytelnikowi informacji na temat dzieciństwa głównej bohaterki, jej rodziców, szkolnych problemów, a także pierwszej miłości, która niemalże na każdym kroku przywodzi na myśl zakazany związek Heathcliffa i Cathy Earnshaw.

Madisonową retrospekcję należy także postrzegać jako niewyczerpane źródło informacji o świecie doczesnym widzianym oczyma Palahniuka. Spostrzeżenia Madison odnośnie postępowania jej rówieśników, rodziców i innych osób, z którymi miała kiedykolwiek kontakt, są przez amerykańskiego pisarza szybko i celnie komentowane. Cięty – czy dowcipny, to już kwestia dyskusyjna – język to niejako znak firmowy Palahniuka; należało go oczekiwać. W końcu to za sprawą takiej a nie innej formy przekazu każda kolejna powieść Palahniuka jest żywo komentowana. Niemniej, takie postępowanie niesie ze sobą również pewne zagrożenia. Nie nazwałbym sympatycznej trzynastolatki marionetką w rękach Palahniuka, choć w trakcie lektury wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że autor traktuje swoją bohaterkę bardzo przedmiotowo. Owszem, jej nietuzinkową postać można polubić – ma w sobie naiwność dziecka, wiarę we własne możliwości, dziewczęcą przebojowość – ale irytuje świadomość, że została powołana do życia tylko po to, aby być przekaźnikiem myśli Palahniuka. Zarówno to, jak i fakt, że autor Potępionych w wielu miejscach kalkuje swoje dawne myśli, stanowi minus powieści.

Autor: Sylwester „Sharin” Kozdroj

Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Tytuł oryginału: Damned
Data wydania: 18 października 2011
Tłumaczenie: Elżbieta Gałązka-Salamon
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 285

* Ch. Palahniuk Potępieni; wyd. Niebieska Studnia; 2011; s.251.

** Tamże; s.240.

*** http://lubimyczytac.pl/ksiazka/112163/potepieni

This entry was posted on środa, Listopad 16th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.