Nova Swing jest trzecim już utworem M. Johna Harrisona wydanym w serii Uczta Wyobraźni. Akcja książki toczy się w tym samym uniwersum, co Światło, i chociaż lektura wcześniejszej powieści nie jest konieczna, jednak jej znajomość ułatwia zrozumienie odwołań do niektórych bohaterów i wydarzeń.

Saudade. Vic Serotonin dorabia jako przewodnik do Strefy, miejsca, gdzie spadły fragmenty Traktu Kefahuchieg. Stworzyło to „strefę zdarzenia”, w której występują anomalie – fizyka płata figle, czas jest relatywny, do tego można natrafić na artefakty obcej technologii; handel nimi również nie jest Vicowi obcy. Oba zajęcia, co łatwe do przewidzenia, są nielegalne, niemoralne i opłacalne. Władze Saudade, reprezentowane przez detektywa Lensa Aschemanna, starają się, jak mogą (nie)przeszkadzać w lokalnym biznesie, jednak gdy pojawia się seria dziwnych wydarzeń, mających najprawdopodobniej swą przyczynę w strefie, zmuszone są wkroczyć do akcji.

Vic i Lens nie są, oczywiście, jedynymi bohaterami powieści. Oprócz nich pojawia się Liv Hulu, właścicielka baru Czarny Kot, Biały Kot, Antoyne, zwany Grubym, który nikogo nie obchodzi, Paulie DeRaad, zajmujący się nielegalnymi interesami, Edith opiekująca się schorowanym Bonaventure, człowiekiem, który w „strefie zdarzenia” dotarł najdalej ze wszystkich przeszukujących, a w dodatku wyniósł z niej dziennik z obserwacjami.

Paradoksalnie, postacie drugoplanowe mają w sobie więcej życia niż główny protegowany – posiadają przeszłość, cele, motywację, „coś” robią. Vic natomiast snuje się po kartach książki, dzieląc czas pomiędzy picie w barach a (często wymuszone) interakcje z innymi. Jednakowoż to właśnie Serotonin jest czynnikiem napędzającym wydarzenia, zmuszającym innych do reakcji.

Nova Swing nie jest łatwą książką. Harrison gra z czytelnikiem; prowadzi go, wydawałoby się, utartą ścieżką, by nagle zmienić kierunek, trącić inną strunę. Za pierwszym razem ma się uczycie niedosytu – wszak autor mógłby kontynuować wątek „strefy zdarzenia”, rozbudować wizję wyprawy do niej, przedstawić innych poszukiwaczy. Jednak im dalej w powieść, tym wyraźniej krystalizuje się uczucie tęsknoty za przeszłością – czasami, gdy młodzi bohaterowie latali od planety do planety czy bez troski o przyszłość penetrowali strefę. Aż się chce po zakończeniu lektury zagrać w S.T.A.L.K.E.R.a czy grę z typu kosmicznych 4X*. Wielkie brawa za ten klimat. Którego by, nawiasem mówiąc, z pewnością nie było, gdyby nie znakomity język. Harrison bardzo dobrze wie, co i jak napisać, aby wywołać określony efekt, doskonale dobiera słowa pobudzające wyobraźnię (jak np. tytuł jednego z rozdziałów: „Kosmos w stylu noir”, który równie dobrze mógłby być tytułem recenzji).

Nova Swing, jak większość książek z Uczty Wyobraźni, nie jest dla każdego czytelnika. Brak w niej porywającej akcji czy wyraźnej fabuły, zaś elementy science bardziej mieszają w głowie, niż cokolwiek wyjaśniają. Tu główną rolę odgrywają ludzie, nie zaś technika i wynalazki. Dla tych, którym Światło przypadło do gustu, lektura Nova Swing jest naturalną konsekwencją tego faktu. Jeśli jednak uważasz, że książce potrzebna jest akcja, wyrazisty bohater i czytelna fabuła, sięgnij po coś innego, Nova Swing nie jest dla ciebie.

* gatunek strategicznych gier komputerowych, w których rozgrywka opiera się na czterech podstawowych celach: eXplore (eksploracja), eXpand (ekspansja), eXploit (eksploatacja) i eXterminate (eksterminacja).

Autor: Tomasz „Tixon” Lisaj

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Nova Swing
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: marzec 2011
Rok wydania oryginału: 2006
ISBN: 978-83-7480-195-9
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202
Liczba stron: 208
Seria: Uczta Wyobraźni

This entry was posted on środa, Styczeń 11th, 2012 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.