Po lekturze całego zbioru opowiadań Luciusa Sheparda wiem jedno. Oczarowały mnie w pewien specyficzny sposób. Oczarowanie to zawdzięczam przede wszystkim stylowi autora. Fabuły poszczególnych opowiadań nie są w ogóle (poza jednym, czy dwoma) porywające. Ale też rzucanie fabularnym „mięsem” nie jest ich najważniejszym celem. Mimo to już na początku muszę skonstatować najważniejsze: pewnie w ogóle nie przeczytałbym opowiadań Luciusa Sheparda, gdybym je czytał „porozrzucane” po różnych zbiorach, czy periodykach. Nie miałbym motywacji innej, niż docenienie stylu pisarza, aby to uczynić. Właśnie dlatego, że fabuły poszczególnych opowiadań, rozpatrując je rozłącznie, niezależnie od siebie, w ogóle nie nastrajałyby mnie do dalszego zgłębiania tej twórczości.

Zresztą, nawet zebrane w jednym zbiorze, opowiadania nie są ze sobą ściśle związane fabularnie. Łączy je, poza tożsamością świata, w którym są osadzone poszczególne fabuły, tylko tytułowy smok. Zebranie ich w jednym tomie daje jednak to, czego nie widać z perspektywy czytania pojedynczych utworów, publikowanych nieregularnie, rozrzuconych po różnych publikatorach. Widać mianowicie – mimo tego, co napisałem – pewną ich komplementarność. Każdy tekst widziany z perspektywy całości, staje się jej nieodłącznym fragmentem, a zatem ten luźny związek dotyczy tylko elementów fabularnych (postaci i wydarzeń).

Recenzując taką książkę najłatwiej byłoby pokrótce przedstawić fabułę poszczególnych tekstów opatrzoną czytelniczym komentarzem. Ale, w gruncie rzeczy, byłoby to bardzo spłaszczające całość zbioru, który jest czymś więcej, niż jeszcze jedną opowieścią fantasy. To nastrojowa historia nie o tytułowym smoku, ale o człowieku. O samym „stworzeniu” czytelnik również dowie się sporo. Już choćby jego kreacja, sposób przedstawienia, czy próby ogarnięcia jego wielkości (fizycznej) budzą entuzjazm wyobraźni. I jednocześnie, zabrzmi to paradoksalnie, uderzający jest w tym wszystkim realizm. Ogromny smok, wielki do tego stopnia, że ludzie budują na nim osady, czy miasta – to brzmi nieco groteskowo i – w moim przypadku – od razu, w pierwszym skojarzeniu nawiązywało do mało poważnej fantasy, z przymrużeniem oka. Była to oczywiście droga na manowce. Ponieważ zagłębiając się w tekst, już w pierwszym opowiadaniu, można dostrzec, że smok jest jednocześnie wszystkim i niczym. Wszystkim – bo determinuje, wpływa na losy świata. Niczym – bo w tym świecie i tak najważniejsi są ludzie i to, jak na nich wpływa smok, a nie sama kwestia jego istnienia (i „kształtu” jego istnienia).

Smok jest „wszystkim” także dlatego, że może być rozpatrywany jako symbol. Smok Griaule to idea, inspiracja; wreszcie: bóg (bóstwo) – choć w jak najbardziej realnej, fizycznej powłoce; a nawet i religia. Tak jak bohaterowie tych opowiadań, człowiek żyje „w cieniu” tychże „smoków”. Jest przez nie mniej lub bardziej jawnie, subtelnie „napędzany”, kształtowany, czy wprost – kierowany. Czasami jest tego świadom, a czasami jest tylko narzędziem. Nie będę się spierał odnośnie tej interpretacji. I na mnie musiał mieć wpływ mój własny smok Griaule. Ponieważ spoglądając tępo w ekran telewizora z kolejnym odcinkiem „Mody na sukces”, takiego właśnie doznałem olśnienia, przygryzając nerwowo paznokcie z powodu czekającego na mnie pustego edytora tekstu, na który nie chciała się przenieść żadna warta zapisania myśl dotycząca tej książki. I nagle: bum. Smok Griaule to idea, inspiracja!

Wszystkie opowiadania są pięknie napisane. Nie jestem teoretykiem, ale napiszę nieco ryzykownie, że jest to taki styl wyekstrahowany z Henry’ego Jamesa, podany w wersji pop. Elegancja i urok stylu, dopracowanie szczegółów, pieczołowitość wykonania. Artyzm. Nie wiem, czy jest sens spierać się, czy książka pasuje do Uczty Wyobraźni. Nie przełamuje żadnych ram, nie jest w żaden sposób nowatorska. Bez wątpienia jest to szlachetne, inteligentne i pociągające oblicze fantastyki, fantasy w szczególności.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: MAG
Tytuł oryginału: The Dragon Griaule
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Data wydania: 27 stycznia 2012
ISBN: 978-83-7480-234-5
Format: 135 x 202
Oprawa: twarda
Rok wydania oryginału: 2012
Liczba stron: 432
Seria: Uczta Wyobraźni

This entry was posted on czwartek, Luty 23rd, 2012 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.