Gdybym miał na nowo ułożyć ranking moich ulubionych powieści Alastaira Reynoldsa, to z pewnością dziś na jego szczycie postawiłbym „House Of Suns”, o którym, chociaż w Polsce nie został jeszcze wydany, miałem czelność skrobnąć kilka słów na naszym blogu. Jednak po lekturze „Blue Remembered Earth” otwierającego trylogię „Poseidon’s Children”, ostrożnie obstawiam, że może się ona stać w moim prywatnym rankingu numerem jeden, jeśli chodzi o twórczość Reynoldsa.

Akcja powieści osadzona jest w XXII stuleciu, na Ziemi, na Księżycu, na Marsie i w Pasie Kuipera. Bohaterowie to rodzeństwo, Geoffrey i Sunday. Żyją oni na uboczu swojej potężnej i wpływowej rodziny Akinya, która prowadzi interesy na miarę zaludnionego już częściowo przez ludzi Układu Słonecznego. Jej głową pozostaje Eunice Akinya, nestorka i twórczyni potęgi rodziny. Kobieta nieszablonowa, żądna przygód, niespokojna dusza, przez całe swoje bogate życie (które poznajemy, czy rekonstruujemy tylko na podstawie wspomnień jej potomków) dążąca wciąż do przodu. Poza Ziemię, do gwiazd. Tymczasem Geoffrey i Sunday, jej wnuczęta, są pozbawione tego głodu i tej gorączki właściwych ich babce. Geoffrey w Afryce zajmuje się badaniami nad inteligencją słoni. Sunday mieszka na Księżycu poza systemem Nadzorowanego Świata. Jednak obydwoje będą musieli – razem i osobno – rozwikłać zagadkę związaną z przeszłością babki. Poszukiwanie odpowiedzi zburzy ich dotychczasowy sposób życia i doprowadzi do odkrycia tajemnic, które mogą zmienić całą przyszłość ludzkości. I na tym muszę poprzestać, aby nie pozbawiać czytelników przyjemności z odbywania tej podróży i szukania odpowiedzi wraz z głównymi bohaterami. Bo warto ją odbyć. Choć nie wiadomo, kiedy powieść ukaże się na polskim rynku. Planuje ją wydać wydawnictwo MAG i trzymam kciuki, aby plany te zamieniły się w rzeczywistość. Z czysto egoistycznego powodu: twórczość walijskiego pisarza zaspokaja mój głód na fantastykę, która mieści się między „problemowością” Petera Wattsa, czy Grega Egana a znakomitą efektownością Petera Hamiltona.

Czytelnicy poprzednich powieści Alastaira Reynoldsa szybko, według mnie, rozpoznają styl pisarza. Nie ma tu nowatorskich, oryginalnych rozwiązań fabularnych ani przytłaczania czytelnika. Jeśli się prześledzi całą twórczość Reynoldsa, można łatwo wskazać nawiązania czy inspiracje twórczością takich pisarzy jak m. in. Arthur C. Clarke czy Stephen King. To, co do mnie przemawia zawsze w trakcie lektury powieści Reynoldsa, to umiejętność łączenia, przekształcania znanych motywów, pomysłów, idei w nową jakość – nie nowatorską, ale atrakcyjną dla czytelnika, intrygującą i fascynującą. Nie inaczej jest w „Blue Remembered Earth”. Tu ludzkość nauczyła się już podróżować między planetami naszego Układu z prędkością pozwalającą skrócić podróż na Marsa do kilku tygodni, trwa eksploracja innych planet Układu, a nawet Pasa Kuipera (w znacznej mierze zmechanizowana, ponieważ dotarcie aż tam zajmuje ludziom nadal długie miesiące). Trzeba przyznać, że wizja ludzkości w XXII wieku i jej postępów w kosmosie jest aż nazbyt optymistyczna. Choć czy w 1912 r. ktoś mógł poważnie traktować pomysł, że za pół wieku człowiek stanie na Księżycu i wyśle sondy poza granice Układu Słonecznego? Może więc i Reynolds nie przesadza ze swoim optymizmem, jeśli spojrzeć na to z tego punktu widzenia. Niemniej jednak ludzkość nadal nie zmieniła się – powiedzmy – charakterologicznie. To znaczy „gen” zniszczenia, przemocy, konfliktu, nadal jest obecny. Nawet przestępczość udało się stłamsić w nietypowy sposób. Za pomocą Mechanizmu, rodzaju sztucznej inteligencji, który kontroluje zachowania ludzi i w przypadku prób przemocy – reaguje, powstrzymując agresora, aż do akcji wkroczą siły porządkowe. Dlatego też Sunday, ceniąca sobie wolność i niezależność, mieszka w Descrutinised Zone na Księżycu. Ludzkość sama podzielona jest na odłamy – jeszcze nie do tego stopnia, jak w poprzednich powieściach Reynoldsa rozgrywających się w uniwersum Revelation Space, jednak zauważalne są podziały przebiegające nie tylko wedle kryterium narodowego, ale i bardziej – hmmm – społecznego, światopoglądowego, których emanacje systemowe zaczynają brać górę nad narodowymi. Jeśli chodzi o dominujące potęgi, Chińczycy mają się nadal dobrze, ale to Afryka u Reynoldsa stała się jeśli nie centrum, to jednym z liderów rozwoju gospodarczego. Akurat tu może Reynolds w ogóle nie przesadzać.

Fabuła „Blue Remembered Earth” rozwija się powoli, ale można ją określić jako zamkniętą całość. Kolejny krok ludzkości w drodze do gwiazd obserwować będziemy mogli w następnych częściach. Dzięki temu, że autorowi nigdzie się nie spieszy, również czytelnik ma szansę, aby „złapać” klimat powieści. Począwszy od niepokojącego prologu, który – jak się okaże – będzie miał reperkusje po latach dla jednego z bohaterów, zaczyna się eksploracja wykreowanego świata, na Ziemi i dalej. Fabuła zatem rozpędza się powoli, ale na pewno nie jest leniwa. Z każdym kolejnym rozdziałem stopniowo przyspiesza i pod koniec już nie mogłem się oderwać, chcąc koniecznie – i z bijącym szybko sercem – poznać odpowiedzi. A z finałem nadchodzi ogromny żal, że to koniec. I jak zwykle u Reynoldsa bywa, autor rzuca pomysłami, których nie rozwija do tego stopnia, aby czytelnik mógł poznać je do końca, zrozumieć naturę pewnych zjawisk, mechanizmów. Pozostawia to sporo miejsca dla wyobraźni i odpowiednio ją wyostrza. Być może autor do nich (lub do tego, czym staną się w przyszłości) powróci w kolejnych powieściach. Z pewnością można się spodziewać dążenia do eksploracji pewnego odkrycia, które ujawnione zostaje już teraz. To dobry zaczyn pod kolejny tom powieści.

Nie zachęcę nikogo do czytania po angielsku. Fanów Reynoldsa, którzy nie będą chcieli czekać na polskie wydanie, do tego przekonywać nie trzeba. Chociaż książka nie należy do ciężko przyswajalnych dla czytelnika, który posiadł znajomość języka na poziomie trochę wyższym niż podstawowy, narracja bywa trudna i niezrozumiała, jeśli chodzi o użyte sformułowania czy opisy i nawet moja podręczna smartfonowa aplikacja Google do tłumaczenia nie zawsze dawała radę. Jednak z dialogami można poradzić sobie bez problemu. Po przeczytaniu „Blue Remembered Earth” po angielsku z pewnością kupię i przeczytam polskie wydanie. Po pierwsze, Reynolds wart jest dla mnie wydanych na niego pieniędzy. Po drugie, będę miał okazję skonfrontować poprawność odbioru powieści w oryginale. Zastanawiam się, czy drugi tom będzie stanowił kontynuację losów głównych bohaterów pierwszego, czy będzie nową historią, rozgrywającą się po kilkudziesięciu (kilkuset?) latach od wydarzeń opisanych w tej powieści. Oczekiwanie na kolejny tom to największe przekleństwo znakomitych pierwszych części. Nawet jeśli chodzi „tylko” o trylogię.

Autor: Roman Ochocki

This entry was posted on poniedziałek, Kwiecień 16th, 2012 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.