Howard Phillips Lovecraft uchodzi za klasyka horroru. Spod jego pióra wyszła mitologia Cthulhu, której tytułowy przedstawiciel na dobre zakorzenił się w popkulturze. Jak jednak prezentuje się twórczość „Samotnika z Providence” w oderwaniu od żyjących własnym życiem Wielkich Przedwiecznych? Pomóc w odpowiedzi może zbiór szesnastu opowiadań zatytułowany „Opowieści o makabrze i koszmarze”. Wydawca określa je jako najbardziej przerażające w historii gatunku. Czy są to czcze przechwałki? Przekonamy się.

Lovecraft wie, z której strony podejść czytelnika, by wzbudzić niepokój. W omawianym zbiorze można znaleźć motywy sztandarowe dla literatury grozy: stare budynki z tajemniczą przeszłością, pradawne sekrety, czarną magię, czy zjawiska wymykające się ludzkim zmysłom. Ale to nie wszystko. Z opowiadań wyłania się wizja świata skrywającego pod płaszczem normalności prawdę tak straszną, że mogącą przyprawić bohaterów o obłęd. Są to fragmenty mitologii stworzonej przez H. P. Lovecrafta, zakładającej istnienie potęg starszych niż wszechświat, mrocznych bóstw, niepojętego zła czyhającego w przestrzeni.
Jest to jednocześnie najmocniejsza strona książki. Zewnętrzni bogowie, zakazana księga „Necronomicon”, kraina snów, uwięzione pradawne istoty, dziwaczne moce, magiczne rytuały – to zapadające w pamięć pomysły z olbrzymim potencjałem.

Niestety, opowiadania są wtórne wobec siebie. Ich struktura się powtarza, wymianie podlegają tylko „cegiełki”, nawet wymiana bohaterów jest pozorna. W rezultacie wrażenie narastającej grozy utrzymuje się tylko w pierwszej historii. W przypadku kolejnych tekstów czytelnik wie już, czego się spodziewać. Wielka szkoda, że H. P. Lovecraft nie zadbał o zróżnicowaną formę.

Język, którym się posługuje pisarz, ma swoje plusy i minusy. Widać, że wie, o czym pisze i dysponuje bogatym słownictwem. Z drugiej strony stara się wzbudzić grozę poprzez wmawianie, że coś jest po prostu przerażające. Na nadmiar przymiotników można przymknąć oko (chociaż należałoby autorowi zabronić używania słowa „bluźnierczy”1), trudno natomiast nie uśmiechnąć się, kiedy przychodzi do opisywania „potworności przerastających wszelkie wyobrażenie”. „(…)Orgia świetlnego amorfizmu, obca, bezwymiarowa tęcza tajemnej trucizny, sączącej się ze studni2” – to tylko jeden z przykładów.

Niewątpliwie Lovecraft miał cel – przedstawić własną mitologię oraz wywołać grozę u czytelnika. I to właśnie ona – mitologia – dominuje w opowiadaniach kosztem bohaterów, fabuły, logiki, dialogów. Bo te nie są ani żywe, ani realistyczne, sprawiają wręcz wrażenie wypowiadanych na siłę – autor wsadza elaboraty w usta swoich protagonistów, często przywołujących z pamięci dokładną treść listów czy referujących historię miasta. Skoro zaś o postaciach mowa, bohaterowie Lovecrafta to maszyny. Mają do odegrania konkretną rolę, poza którą już nie istnieją. Nie mówią (kwestie, które wygłaszają, brzmią nienaturalnie), nie mają osobowości, nie myślą – a w efekcie nie wywołują emocji. Co ma swoją dobrą stronę, bo oszczędza nerwów czytelnikowi, gdy zachowują się irracjonalnie, nieprawdopodobnie czy po prostu głupio.

Natomiast niedostatki fabuły po prostu irytują. Pierwszeństwo pomysłów nad resztą tekstu przejawia się choćby w tym, że już w połowie opowiadania czytelnik wie, jaka będzie puenta. Nie ma też znaczenia, czy wydarzenia są logiczne, czy nie.

Przechodząc do podsumowania – czy warto poznać utwory, z których wywodzi się mitologia Cthulhu? Odpowiedź brzmi – nie. Mitologia Lovecrafta oderwała się od jego książek i funkcjonuje samodzielnie. Natomiast opowiadania same w sobie są emocjonalnie kalekie. Brak w nich ciekawych bohaterów czy wciągającej fabuły, czego nie rekompensują walory językowe. Więcej jest opisu strachu, niż samego straszenia.

Autor: Tomasz „Tixon” Lisaj

Wydawnictwo: Zysk i Sk-a
Tłumaczenie: praca zbiorowa
Data wydania: luty 2008
ISBN: 978-83-7506-116-1
Format: 135 x205
Oprawa: broszura
Liczba stron: 572

___________________________

¹ U Lovecrafta bluźniercza/e może być jama, monstrum, potworność, hybryda, obrzędy, rytmy, rytuały, czynności, cmentarzysko, niesamowitość, spadzistość dachów – a to tylko niektóre z przykładów.

This entry was posted on sobota, Wrzesień 15th, 2012 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.