ostrze_tyshallea_smallJeżeli drugi tom tej powieści będzie tak dobry, jak pierwszy, to – bez wątpienia – książka może okazać się lepsza od „Bohaterowie umierają”. Czytelnika, który sięgnie po nią nie czytając wcześniej blurba pełnego spoilerów, czekają od początku smakowite, zaskakujące niespodzianki. Ale i mimo blurba, nie będzie rozczarowany.

Wydawałoby się, że finał poprzedniego tomu zwieńczony był happy endem: Harri Michaelson alias Caine zwyciężył i powrócił z Nadświata na Ziemię w chwale. Z takim błogim przekonaniem czytelnik odłożył na półkę powieść „Bohaterowie umierają”. W kolejnej odsłonie tej historii okazuje się, że wcale a wcale nie było tak różowo. Ziemia, na którą powrócił Harri, nie jest rajem dla bohaterów masowej wyobraźni. A i cena do zapłacenia za zwycięstwo będzie spora: upokorzenie, swoista degradacja poprzez awans i odcięcie możliwości powrotu do Nadświata, co staje się jedną z przyczyn jego frustracji. W Nadświecie był herosem, niezwyciężonym i budzącym strach. A na Ziemi może żyć tylko wspomnieniem minionej chwały. Odzyskana miłość blednie, szarzeje i oddala się, pogłębiana frustracją zarówno Harriego jak i jego ukochanej. Codzienność bywa nieprzyjemna: za wszystko trzeba płacić, dosłownie i w przenośni. A wrogowie zbierają siły i przygotowują uderzenie na nieświadomych zagrożenia bohaterów. Jacy wrogowie, zapyta czytelnik, przecież wszyscy zostali pokonani. Otóż nie. Harri Michaelson na Ziemi i w Nadświecie ma mnóstwo wrogów starych i nowych, którzy czekają tylko na dogodną sposobność. A nad jego głową tkana jest przy tym znacznie poważniejsza, niż poprzednio, intryga. Zatem i Ziemia i Nadświat stały się dla niego bardzo nieprzyjemnym miejscem.

Read the rest of this entry »

paragrafCiężko jest recenzować książkę wydaną w 1961 roku mając jednocześnie świadomość, że na jej temat wylano już morze słów do tego głównie pochlebnych. I do tego całkiem słusznie. Dlatego to nie będzie do końca recenzja w ścisłym znaczeniu tego słowa, tylko w zasadzie zachęta, bo mam świadomość, że rzeczy dobre warto polecać nieustannie. A nuż ktoś dopiero rozpoczynający przygodę z literaturą piękną lub ktoś, kto już kilka książek w swoim życiu przeczytał, a tej jeszcze jakoś nie miał okazji – zupełnie tak jak ja – sięgnie po nią po moim panegiryku. Uznam to wtedy za mój osobisty sukces.

Read the rest of this entry »

shaman06 -obwolutaIstnieje niepisana reguła, która zakłada łagodne traktowanie debiutantów. W myśl zasady, że przy pierwszych stawianych krokach w danej dziedzinie i przecieraniu szlaków, można jeszcze wiele takiej osobie wybaczyć. Przybiera to czasami wręcz absurdalne rozmiary, kiedy wszelka krytyka traktowana jest jako rzucanie kłód pod nogi młodemu autorowi, którego świetnie zapowiadająca się kariera zostanie z pewnością przez to zrujnowana. Wspominam o tym nie bez powodu – przy „Gromowładnym” mamy właśnie do czynienia z debiutem. Mag zdecydował się na wydanie pierwszej książki Felixa Gilmana, która swoją premierę za granicą nie miała tak dawno temu, bo jeszcze w roku 2007.

Read the rest of this entry »

przebierancy-smallKolejna odsłona przygód londyńskiego egzorcysty Felixa Castora nie rozczaruje z pewnością tych czytelników, którym do gustu przypadły dwie pierwsze powieści z tego cyklu. Bez wątpienia można przyjąć, iż tytuł ten trzyma poziom, na który wspiął się Carey w poprzedniej powieści pt. „Błędny krąg”.

Tym razem główny bohater prowadzi dwie sprawy. Pierwsza związana jest ze śmiercią jego kolegi po fachu, druga zaś to efekt niepokoju jego klientki stanem jej męża i podejrzeniami o udział w wydarzeniach, które mogą wskazywać, że został on opętany duchem kobiety – dawno temu zmarłej przestępczyni. Jak się okaże w miarę postępu akcji, sprawy te mogą być ze sobą powiązane. Poza tym Felix Castor nadal zajmuje się swoim przyjacielem opętanym przez Asmodeusza oraz przyjaźnią i współpracą z intrygującą Juliet, która jest sukubem.

Read the rest of this entry »

bledny_krag-smallZaginięcie osoby to tragedia dla rodziny. To ciągła, przytłaczająca niepewność oraz lęk o losy zaginionego. Sprawę zgłasza się na policję, ta robi swoje, trwają jakieś mało zrozumiałe dla zwykłego człowieka procedury. Z filmów czy kryminałów wszyscy wiemy, jak to wygląda w teorii, ale co zrobić jeśli zaginiona istotą jest dziewczynka… martwa dziewczynka?

Mike Carey powraca z nowymi przygodami Feliksa Castora w powieści „Błędny Krąg”, egzorcysty, jednego z najlepszych w swoim fachu. Castor po udanej sprawie z duchem w Archiwum Bonningtona, postanawia dalej pracować. Pomaga policji w Londynie w sprawach wymykającym się standardom stróżów prawa, ale pieniądze z tego zajęcia nie starczają nawet na pokrycie czynszu. Kiedy zgłasza się do niego zamożna rodzina zaginionej dziewczynki, najpierw jest zaskoczony, że szukają pomocy właśnie u egzorcysty, jednak zostaje to szybko wyjaśnione – dziewczę już od jakiegoś czasu nie żyje, a zadaniem Castora będzie odnalezienie jej ducha.

Read the rest of this entry »

uznanskiZ literaturą tego typu, czyli połączeniem fantasy z zaawansowaną technologią, nie miałem zbyt często do czynienia. Nie liczę steam punka, ale to zupełnie inna bajka. Jednak w wypadku tej książki kontakt ten był dla mnie dość egzotycznym przeżyciem, takim trochę nietypowym. I całkiem przyjemnym. Uznański w swojej powieści w ciekawy sposób zderza dwa wszechświaty. Jeden ludzki, pełen mrocznej, zaawansowanej technologii, trochę w stylu gotyckiego, Warhammera 40k. Surowego w formie, pełnego przepychu w treści. Trochę w nim też ducha „Diuny”. Drugi – no właśnie czyj? Jest to wszechświat odmiennych praw fizyki, prawdziwej krainy dziwów, gdzie wojska piekieł walczą z zastępami niebieskimi, elfy – z braku lepszej nazwy – budują swe wspaniałe miasta, a orki służą swym demonicznym władcom. Największym plusem tej książki jest wyobraźnia autora. Upchane w niej motywy momentami aż zachwycają swoim pomysłem. Nawet nie fabuła, choć ta jest całkiem niezła, ale samo nagromadzenie przednich konceptów. Część książki, która dzieje się w wszechświecie kolizyjnym jest zdecydowanie najlepsza, a zawarty tam opis Otchłani to prawdziwa perła. Jedna z moich ulubionych.

Read the rest of this entry »

labirynt_odbic-smallCzytając wznowienie tej powieści, znanej już przecież szeroko w Polsce, nie sposób nie zastanowić się nad celowością ponownego jej wydania. Od 1997 r. minął szmat czasu a w kreacji wirtualnej rzeczywistości w literaturze fantastycznej te dwanaście lat może wydawać się całą epoką. Nie można jednak tracić z oczu faktu, że powieść ta to przede wszystkim literatura rozrywkowa, trochę przyprawiona rosyjskim smutkiem i melancholią. W tym zakresie potrafi obronić się mimo upływu lat.

Jeśli chodzi o scenografię, „Labirynt odbić” ma jednak charakter bardzo oldskulowy. Dla tych, którzy pamiętają, co to jest chociażby procesor 386, czy 486 (o wcześniejszych nie wspominając), wchodzenie do cyberprzestrzeni, czy parametry używanego sprzętu (przechowywanie danych na dyskietkach, czy śmieszna dziś pojemność twardych dysków) wydawać się może budzącym uśmiech politowania anachronizmem albo bajką (jak podróż na Księżyc poprzez wystrzał z armaty). Jednak ci, którzy sięgną po tę powieść pierwszy raz i nie są obarczeni (jak piszący te słowa) bagażem wspomnień z przedpotopowych niemal inicjacji komputerowych, detale te mogą być na tyle abstrakcyjne, że aż nieistotne. Zwłaszcza że Siergiej Łukjanienko nie zadręcza czytelnika szczegółami technicznymi na tyle mocno, aby się tym przejmować. Gdyby zatem nie bagaż wspomnień, to np. procesor 386 tak samo dla mnie, jak dla młodszego czytelnika, równie dobrze mógłby być oznaczeniem jakiegoś superszybkiego i efektywnego sprzętu. Jednak już wyprawa w Głębię (bo tak nazywa się ta wirtualna rzeczywistość) będzie, niezależnie od wieku, swoistą wyprawą w stylu retro. Wprawdzie nadal atrakcyjną, ale mimo wszystko czuć różnicę w kreacji tejże scenografii VR w stosunku do powieści późniejszych (pisanych głównie przez Zimnych Protestantów – czytaj anglosaskich autorów fantastyki). A kto nigdy nie grał w Doom… No cóż, nie doceni. Dla mnie, jako fana tamtej gry, szmat godzin spędzonych na bardziej skomplikowanych i rozbudowanych grach sprawił, że zadrgał gdzieś w środku sentyment do przeszłości.

Read the rest of this entry »

moj_wlasny_diabel-smallCiężko jest zmienić profesję gdy już jest się znanym i uważanym twórcą w jednej dziedzinie. Przejść na inny rodzaj przekazywania historii odbiorcom. Mike’a Carey’a jako twórcę komiksu nikomu przedstawiać nie trzeba. Scenarzysta serii o Lucyferze, czy odcinków od 175 do 215 Hellblazera, bierze się za pisanie powieści. Czy na starcie ma łatwiej jako postać sławna wśród czytelników komiksu, czy raczej trudniej, bo jego dzieła literackie będą porównywane do poprzednich form, które na przestrzeni lat serwował swoim fanom?

„Mój własny diabeł” jest debiutem powieściowym oraz pierwszym tomem rozpoczynającym serię przygód Feliksa Castora, egzorcysty, który chociaż porzucił swój stary zawód po wypadku podczas ostatniej sprawy, w końcu zmienia zdanie i decyduje się pomóc w usunięciu pewnego bardzo natrętnego ducha. Choć sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się łatwa, jak to w książkach ma drugie dno i komplikuje się z czasem. Castor ma swój styl, duchów i demonów pozbywa się za sprawą muzyki, grając na flecie. Jest prostym człowiekiem, bez dramatów moralnych, użalania się nad szklanką wódki czy szukania pocieszenia w ramionach kobiet. Szara myszka, która woli obcować z duchami niż z materialnymi, żywymi istotami.

Read the rest of this entry »

podziemia_veniss-smallPrzed ukazaniem się konkretnej pozycji na rynku wydawniczym, często do czytelnika dochodzą strzępy informacji o tym, czego może się tym razem spodziewać. Odpowiednio dozowane mają zaostrzyć apetyt, szczególnie jeśli mowa o autorach wcześniej już poznanych. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Jeffa VanderMeera, twórcy miasta Ambergris, tym razem zapraszający czytelnika do metropolii noszącej nazwę Veniss, a przede wszystkim do jego podziemi. W powieści „dziejącej się w odległej przyszłości, łączącej obrazy Boscha i mit o Orfeuszu”, jak możemy dowiedzieć się od samego autora w jednym z wywiadów.¹ „Podziemia Veniss” nie są mimo to zwykłą interpretacją tego mitu, w powieści próżno szukać dokładnego jego odwzorowania. VanderMeer sięga do skarbnicy greckiej mitologii, nie czując się jednak specjalnie zobowiązany do wierności pierwowzorowi, przedstawiając go we własnym mikroświecie.

Read the rest of this entry »

harrisWampiry w literaturze popularnej są obecnie na fali wznoszącej (albo już dotarły na jej szczyt). Wszystko za sprawą popularności powieściowego cyklu Stephanie Meyer, podbijanej jeszcze równie wielką popularnością adaptacji kinowej pierwszej części tegoż. Na tej fali objawiła się po raz kolejny w Polsce i Charlaine Harris. Po raz kolejny – ponieważ powieść ta była już kiedyś u nas wydana. Teraz nadszedł podwójnie dobry moment na jej wznowienie. Po pierwsze, wspomniana popularność książek S. Meyer. Po drugie, „Martwy aż do zmroku” stał się podstawą świetnego pierwszego sezonu serialu stacji HBO pt. „True Blood”. Serial odniósł sukces w USA, zawitał także do Polski. Grunt pod ponowne, lepsze przyjęcie powieści został zatem przygotowany od strony marketingowej doskonale.

Read the rest of this entry »