Nova Swing jest trzecim już utworem M. Johna Harrisona wydanym w serii Uczta Wyobraźni. Akcja książki toczy się w tym samym uniwersum, co Światło, i chociaż lektura wcześniejszej powieści nie jest konieczna, jednak jej znajomość ułatwia zrozumienie odwołań do niektórych bohaterów i wydarzeń.

Saudade. Vic Serotonin dorabia jako przewodnik do Strefy, miejsca, gdzie spadły fragmenty Traktu Kefahuchieg. Stworzyło to „strefę zdarzenia”, w której występują anomalie – fizyka płata figle, czas jest relatywny, do tego można natrafić na artefakty obcej technologii; handel nimi również nie jest Vicowi obcy. Oba zajęcia, co łatwe do przewidzenia, są nielegalne, niemoralne i opłacalne. Władze Saudade, reprezentowane przez detektywa Lensa Aschemanna, starają się, jak mogą (nie)przeszkadzać w lokalnym biznesie, jednak gdy pojawia się seria dziwnych wydarzeń, mających najprawdopodobniej swą przyczynę w strefie, zmuszone są wkroczyć do akcji. Read the rest of this entry »

Na początku byli Robert Kirkman i Tony Moore – genialny scenarzysta, twórca kontrowersyjnej serii Battle Pope oraz rysownik komiksów, często sięgający w pracy po konwencję typową dla horroru i science fiction. Początki współpracy obu panów wypada datować na rok 2000, ale dopiero trzy lata później zaczęło być o nich naprawdę głośno. A wszystko za sprawą komiksu The Walking Dead, historii będącej kroniką podróży małomiasteczkowego szeryfa Ricka Grimesa oraz jego przyjaciół przez Amerykę pełną zombie. Czarno-biała seria momentalnie zyskała licznych fanów, a w ubiegłym roku otrzymała Nagrodę Eisnera, wyróżnienie często nazywane Oscarami Przemysłu Komiksowego. Sukces świata wykreowanego przez Kirkmana i Moore’a był na tyle duży, że bardzo szybko zaczęto myśleć nad przeniesieniem historii Grimesa na szklany ekran. Serial The Walking Dead swoją premierę miał w październiku 2010 roku, a opiekę nad projektem objął Frank Darabont, reżyser znany z chociażby takich ekranizacji, jak Skazani na Shawshank czy Zielona Mila. Read the rest of this entry »

Przy okazji recenzji Robokalipsy Wilsona ponarzekałem nad zmarnowanym potencjałem powieści i jej „scenariuszowością”. Justin Cronin najwidoczniej również pisał powieść z myślą o jej sprzedaży do kina. Wnoszę to po podziękowaniach, w których pojawia się Ridley Scott, który – jak się okazało – rzeczywiście kupił prawa do ekranizacji tej powieści. Jednak Justin Cronin nie zmarnował potencjału fabuły i nie poszedł w skróty, uproszczenia i szybką akcję, aby powieść łatwo dało się zaadaptować do scenariusza filmowego. Świadczy choćby o tym obszerność Przejścia – grubo ponad 700 stron. Ponadto cała fabuła została zaplanowana na trylogię, której dalsze części dopiero powstają (drugi tom planowany jest na 2012 rok). Świadczy to o tym, że pisarz postanowił nie zawierać zbyt wielkich kompromisów wobec wizji potencjalnej ekranizacji powieści. Chyba żyjemy w takich czasach, że trzeba być za to wdzięcznym (przypomnijmy sobie wspomniany casus „Robokalipsy”, czy zamówienia, które wydawca złożył u Jamesa Pattersona). Read the rest of this entry »

„Bar dla potępionych” (oryginalny, znacznie trafniejszy tytuł „Currency of Souls”) został wydany przez wydawnictwo Prószyński i S-ka w nowej serii zatytułowanej „Strefa Mroku”. Dało mi to od razu pierwszy pogląd na to, jak gatunkowo zakwalifikować powieść. Dla mnie fakt, że mam mieć do czynienia z horrorem w ogóle nie był zachwycający. Przede wszystkim dlatego, że nie pamiętam, abym od czasu pierwszej lektury „Lśnienia”, „To”, czy innych klasycznych już powieści Stephena Kinga, miał na plecach ciarki w trakcie lektury innej powieści z tego gatunku. Dodatkowo liczne filmowe horrory chyba już zabiły we mnie jakąkolwiek ekscytację tym gatunkiem. Zatem przestraszyć mnie trudno i kiedy zaczynałem czytać „Bar dla potępionych” to raczej towarzyszyło temu uczucie zniechęcenia, niż entuzjazmu. Read the rest of this entry »

O tym pisarzu mogę napisać, że jest czarodziejem nastroju. Pierwsza część jego najnowszej książki to „Podróże” – zbiór opowiadań, w których MacLeod efektownie czaruje czytelnika, uwodząc go swoim stylem i nadzwyczajną umiejętnością tworzenia poetyckiego nastroju. Już okładka daje pogląd na to, jakie barwy będą dominować w opowiadaniach. Smutek, melancholia, przemijanie – i świata, i ludzi a także idei. Splecione ze sobą losy bohaterów w „Opowieści młynarza” pokazują, jak żarna postępu mielą wspomniany stary porządek i jak bezcelowy jest opór przeciwko naturalnym procesom. Brak zwycięzców i wygasłe emocje, zawód miłosny – wszystko dziejące się gdzieś na prowincji, na obrzeżach wielkich zmian, których echa jednak docierają i tam, burząc ustalony porządek. Read the rest of this entry »

Niektórzy ostrzegają przed ocenianiem książki po okładce. Mają rację. W owej praktyce ciężko znaleźć oznaki zdrowego rozsądku. Niemniej, niepomny przestróg, po najnowszą powieść Chucka Palahniuka sięgnąłem właśnie z powodu jej szaty graficznej i zachęcającego blurbu. Trawestując słowa wydawcy, byłem ciekaw, na ile amerykański pisarz faktycznie poszedł śladami Dantego i Dostojewskiego. Ciekaw, jak do tak poważnego zagadnienia, za które uchodzi temat winy i odkupienia, podszedł pisarz znany z języka ciętego i dowcipnego.

Podobnie jak i pozostałe książki Palahniuka wydane przez Niebieską Studnię, tak i tę skrywa okładka autorstwa Pawła Jońcy. Okładka prosta, psychodeliczna, idealnie obrazująca to, z czym spotkamy się podczas lektury Potępionych. Autor Podziemnego kręgu – sztandarowa powieść Palahniuka – przyzwyczaił czytelników do bezkompromisowego wywlekania własnych spostrzeżeń odnośnie natury ludzkiej oraz kruchości świata doczesnego. Pod tym względem Potępieni nie odbiegają od poprzednich książek w dorobku pisarza, momentami mogą nawet uchodzić za ich kalkę. Widoczne są chociażby nawiązania do wspomnianego Podziemnego kręgu. Read the rest of this entry »

Pierwsze wrażenie z lektury „Wiru”: powieść o końcu świata, do którego (w finale „Rozgwiazdy”) „wraca” z oceanu Lennie Clarke. Paradoksalnie jednak, zarówno ona, jak i Behemoth „przychodzą” na gotowe. Ten świat i tak się rozpada, z nimi czy bez nich. Podzielony, rozdrapany, z przeformowanymi granicami państw, których w większości już nie ma, bo pożarł je potwór jakiejś postekonomii – technologicznej i ekonomicznej dominacji korporacji. Jak stwierdza jeden z nowych bohaterów powieści, Achilles Desjardins, mimo że ludzkość nie dysponuje zbiorową świadomością, to z „wybuchających” w Wirze (taki meta-internet) tu i ówdzie aktywności przebija tęsknota ludzkości za końcem świata. I trudno jej nie podzielać, bo rzeczywistość w świecie przyszłości Wattsa nie jest zachęcająca. Może taka perspektywa wynika z faktu, że czytelnik śledzi akcję z punktu widzenia specyficznych bohaterów. O samej Lennie pisać nie trzeba, bo czytelnicy „Rozgwiazdy” zdążyli ją już poznać. Dodać wystarczy, że Watts przygotował dla swojej bohaterki jeszcze trochę przykrych niespodzianek, ale – znowu paradoksalnie – im bardziej parszywe było jej życie dotychczas, tym bardziej jest ona odporna na rzeczywistość i w końcu z manipulowanej ofiary staje się podmiotem. Read the rest of this entry »

Władysław Kopaliński w „Słowniku symboli” podaje, że mgła jest emblematem rzeczy nieokreślonych, zaciemnionych, zamazanych kształtów i zarysów. Mgła ogranicza widzenie, ale również dezorientuje każdego, kto znalazł się w jej zasięgu. Taki właśnie jest główny bohater powieści „W 80 dni dookoła świata” Juliusza Verne’a, Phileas – nomen omen – Fogg*. Postać enigmatyczna i jednocześnie mało wyrazista, można wręcz powiedzieć: nudna. Istota z pozoru doskonale znana, przewidywalna, a jednak poprzez podejmowane decyzje zaskakująca, a nawet szokująca. Wyrusza w niezwykłą podróż, w której również porusza się jak we mgle. Chociaż ma jasno wytyczony cel i dokładny z pozoru plan, niejednokrotnie nie wie, co czeka przed nim i musi poruszać się po omacku. Read the rest of this entry »

Do twórczości Roberta Rankina należy podchodzić z dystansem. Czytelnie sygnalizują to tytuły utworów, takie jak Poszukiwacze zaginionego parkingu czy Nostradamus zjadł mi chomika, a pozostałe wątpliwości rozwija opis na okładce (wraz ze wskazaniem, jakie nagrody autor zdobył). Krótko mówiąc, Robert Rankin lubi sobie żartować.

W przypadku Dziewczyny Płaszczki… obiektem drwin zostały sztandarowe dzieła Wellsa (Wojna światów) i Verne’a (W osiemdziesiąt dni dookoła świata), jak też twórczość Haggarda i (chociaż w mniejszym stopniu) Doyle’a. Autor igra również z konwencją powieści łotrzykowskiej i przygodowej. Read the rest of this entry »

Ustalmy jedno: nie znam twórczości Richarda Mathesona. Przygodę z jego pisarstwem rozpocząłem stosunkowo niedawno, na fali sukcesu filmu „Jestem Legendą” Francisa Lawrence’a oraz pod wpływem powieści Stephena Kinga, „Komórka”. Zaintrygowany postacią dr. Roberta Neville’a postanowiłem poznać ją bliżej, ujrzeć bohatera takim, jakim widział go Matheson, a nie wspomniany reżyser. Sięgnięcie po historię osamotnionego mężczyzny, walczącego nie tyle z niezbyt sympatycznymi krwiopijcami, ile z samym sobą, zaowocowało kilkoma godzinami świetnej literatury i pragnieniem poznania pozostałych tekstów Mathesona. Niestety: nie zawsze chcieć oznacza móc. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn książki Mathesona były i są nadal ewidentnie ignorowane przez polskich wydawców. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych mogliśmy przeczytać „Jestem Legendą” oraz „Gdzieś w czasie”, ale na tym koniec. Biorąc pod uwagę powyższe, inicjatywę Sine Qua Non, tj. zainwestowanie w antologię poświęconą pisarstwu Richarda Mathesona, uważam za jedno z najważniejszych wydarzeń wydawniczych bieżącego roku. Być może dzięki temu twórczość Mathesona zdobędzie nowych fanów. Być może sukces antologii przekona wydawnictwo do podejmowania kolejnych odważnych przedsięwzięć związanych z tekstami tego amerykańskiego pisarza. Read the rest of this entry »