Mike Resnick to pisarz z olbrzymim dorobkiem. Zarówno jeśli chodzi o opowiadania, jak i powieści. Dla mnie to także jeden z pisarzy, których darzę ogromnym sentymentem, gdyż był on jednym z moich pierwszych „kroków” w literaturze fantastycznej i do dziś lubię wracać do niektórych jego powieści. Zapowiedź wydania jego najlepszych opowiadań ucieszyła mnie ogromnie. Zwłaszcza, że objętość zbioru uznać można za solidną (ponad 450 stron) a i wybór tekstów z pewnością zachwyci każdego, kto sięgnie po tę książkę. Bo, że warto sięgnąć i wysupłać prawie 45 zł, to rzecz pewna i, jeśli chodzi o mnie, nie budząca wątpliwości.

Read the rest of this entry »

Ta powieść od początku była dla mnie zagadką. Nie szukałem recenzji i opinii w zagranicznych serwisach, a zapowiedzi (bunt robotów, wojna z ludźmi) były intrygujące. Kupiłem zatem w ciemno niemal i obstawiałem, że raczej rzucę w kąt po przeczytaniu gryząc się źle wydanymi pieniędzmi. Ostatecznie, nie było tak źle. Było nawet dobrze. A najgorsze jest to, że mogło być naprawdę znakomicie.

Fabuła dotyczy zatem buntu robotów. W niedalekiej przyszłości nastąpi Zdarzenie – robot uzyska świadomość. Co gorsze (jak się okaże) zacznie on bardzo szybko, ekspresowo wręcz, się rozwijać. Do tego stopnia, że osiągnie poziom wszechpotężnego niemal bóstwa i postanowi wyeliminować ludzkość. Z bardzo racjonalnego powodu – o którym czytelnik dowie się na początku i w lapidarnym rozwinięciu w finale. Zbyt dobrze bowiem pozna człowieka ta myśląca maszyna, oceni jego potencjał, wyciągnie wnioski z dotychczasowych doświadczeń i zaplanuje sobie przyszłość. Niekoniecznie z ludźmi jako wiodącym gatunkiem. A na pewno nie będzie chciała ludzkości służyć.

Read the rest of this entry »

Kolejna powieść Mieville’a na naszym rynku to bardzo przystępne, bogate, wciągające urban fantasy, przy którym nie nudziłem się wcale, chociaż utwór nie przełamuje żadnych barier gatunkowych. Fani dzikiej wyobraźni, jakiej pokaz dał autor w „Dworcu Perdido”, czy „Bliźnie” będą bez wątpienia zawiedzeni. „Kraken” to powieść tak typowa dla urban fantasy, że nie miałem wątpliwości co do przynależności gatunkowej. Oczywiście, nie oznacza to kopiowania stylu, czy chodzenia na łatwiznę, aby dostarczyć szybko spożywalny produkt literacki. W mojej ocenie China Mieville osiągnął już taki poziom, że nie musi nikomu niczego udowadniać. A tym bardziej cieszy mnie, że nie stał się on zakładnikiem swojego własnego stylu i wyobraźni, których pokaz dał we wspomnianych wcześniej powieściach.

Read the rest of this entry »

“[…] Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tą skorupą i zstąpmy do głębi…”*

Drogi Czytelniku, zakładam, że czytałeś przynajmniej opracowania lektur szkolnych, i wiesz, że słowa Wysockiego z siódmej sceny III części Dziadów są metaforycznym wizerunkiem narodu polskiego, uśpionego, aprobującego poczynania caratu, narodu czekającego jednak na dogodny moment, aby dać upust wewnętrznemu, żarliwemu patriotyzmowi. Nie martw się jednak, nie będę tu rozprawiać o Powstaniu Listopadowym, martyrologii narodowej, ani o polskich romantykach. Spójrz tylko ze mną na ten cytat u góry. Spójrz przewrotnie, choćby nas mieli uznać za bluźnierców, szargających się na narodowe świętości. Read the rest of this entry »

Fantastyka, a zwłaszcza science fiction, upowszechniła się głównie dzięki opowiadaniom. Krótka forma była możliwa do zaprezentowania w piśmie literackim, fanzinie. Nic więc dziwnego, że przynajmniej w świecie anglojęzycznym wysokim prestiżem cieszyli się niektórzy redaktorzy antologii. Don Wolheim, Gardner Dozois, Isaac Asimov – te nazwiska kojarzono nie tylko z pracami własnymi, ale także z popularyzowaniem cudzych osiągnięć. W Polsce moda na antologie trwa – wydawane są coroczne Kroki w nieznane, wyszła cała masa antologii tematycznych (Tempus Fugit, Hurra, Robimy Rewolucje, Małodobry, Demony, Deszcze Niespokojne, Bajki dla dorosłych…). Ale na rynku pojawiło się coś jeszcze – Rakietowe szlaki. Read the rest of this entry »

„Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanych przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, wokół alabastrowej iglicy zwanej Białą Wieżą zerwał się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją ani początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek”.

Ten charakterystyczny, nieco modyfikowany w każdym tomie, urokliwy wstęp wprowadza nas w kolejną odsłonę jednego z najdłuższych (może i najdłuższego) cykli fantasy na świecie, który bodaj od 1990 r. elektryzuje wielu fanów. Większość z nich, jak podpisany, zdążyła w tym czasie skończyć podstawówkę, liceum, studia i zacząć karierę zawodową. Popularność cyklu nie pospieszała Roberta Jordana, który zapewne chciał ją wykorzystać komercyjnie do końca. Paradoksalnie, choć skutkowało to kilkoma naprawdę słabymi tomami prowadziło jednocześnie do monumentalnej, literackiej rozbudowy wykreowanego świata. Któż potrafi zliczyć wszystkich (poza oczywistymi głównymi) bohaterów tej powieści, których losy wplatały się w obroty tytułowego Koła Czasu? Robert Jordan umarł i nie doczekał finału swojej sagi, a zakończenie cyklu spadło na barki Brandona Sandersona, który musiał się uporać z olbrzymim wyzwaniem, jakim było ogarnięcie fabuły i skierowanie jej na finałowe tory. „Pomruki Burzy” to pierwszy z trzech ostatnich tomów. I rzec trzeba krótko: jest to tom bardzo udany. Read the rest of this entry »

Z Danem Simmonsem przyjaźnię się wprawdzie od niedawna, ale jest to już z mojej strony więź dość mocna i mam nadzieję – stała. Zachwyciłam się jego najgłośniejszym i jak do tej pory chyba najlepszym dziełem, czyli Hyperionem. Potem przyszedł czas na kontynuacje tej genialnej powieści, które również bardzo mi się podobały, choć może nie spowodowały zawrotu głowy. Nie zmienia to faktu, że znalazłam u autora kilka elementów, które mi osobiście w literaturze bardzo odpowiadają – świetnie opowiedzianą historię, dotyczącą bardzo istotnych spraw i najważniejszych dla człowieka wartości, dodatkowo okraszoną licznymi nawiązaniami literackimi, filozoficznymi oraz oczywiście naukowymi, bo przecież Simmons to autor science fiction. Jego utwory są dla mnie niezbitym dowodem na to, że dobrze napisana fantastyka może z powodzeniem mierzyć się z literaturą z tak zwanej „górnej półki”, a raczej po prostu powinna się na niej znaleźć, bo jej miejsce jest w głównym nurcie, a nie w getcie gatunkowym.

Read the rest of this entry »

Nie będę ukrywał, że do „Czarnej Kompanii” żywię wielką sympatię. Poznanie całej serii zajęło kilka lat podchodów i poszukiwań, zwieńczonych w końcu sukcesem. Nie obyło się to jednak bez pomocy znajomych i Internetu (oby nigdy więcej, jestem ze starej generacji przyzwyczajonej do zapachu i dotyku papieru, elektroniczne literki mnie męczą). Dlatego bardzo mnie ucieszyła decyzja Rebisu o wznowieniu cyklu, w dodatku w zbiorczym wydaniu. I tak w skład pierwszego rozdziału przygód najemników wchodzą tomy: „Czarna Kompania”, „Cień w ukryciu” i „Biała Róża”, składające się na Księgi Północy.

Read the rest of this entry »

Czy będąc dzieckiem, nie marzyliście o przeżyciu przygody na bezludnej wyspie? Czy oglądając filmy lub czytając książki o rozmaitych Robinsonach, wyspach pełnych skarbów, nie chcieliście doświadczyć losu rozbitka próbującego przetrwać na egzotycznym lądzie? Choć los rozbitków, pozbawionych wielu niezbędnych do życia przedmiotów, wydawał się nie do pozazdroszczenia, to chęć przeżycia przygody i sprawdzenia się w ekstremalnej sytuacji była silniejsza. Do tej pory pamiętam, jak z podwórkowymi kolegami chroniliśmy się w podbalkonowych jaskiniach, polowaliśmy dzidami z patyków na wyimaginowane króliki i tygrysy oraz gotowaliśmy zupę z babki i trawy.

To pragnienie spełniło się dla piętnastu młodych chłopców z Auckland w Nowej Zelandii w powieści Juliusza Verne’a „Dwa lata wakacji”. Książka została opublikowana we Francji w 1888 r. w serii „Niezwykłe podróże” w dwóch tomach. Tom pierwszy wydano 18 czerwca 1888 r., drugi – 8 listopada 1888 r. Pierwsze polskie tłumaczenie, dokonane przez Izabelę Rogozińską, ukazało się dopiero w 1956 r. Nowy, pełny przekład Janusza Kaszy ukazał się w 2009 r. w serii „Podróże z Verne’em” wydawnictwa „Zielona Sowa”. Read the rest of this entry »

Kwantowy złodziej to debiutancka powieść fińskiego pisarza, Hannu Rajaniemiego. Utrzymana w nurcie cyberpunku doczekała się na świecie opinii bestsellera. Czy w Polsce również odniesie sukces? Z pewnością nie jest to łatwa lektura i przez początek będzie trudno przebrnąć nawet zaprawionym czytelnikom. Im jednak dalej w fabułę, tym wizja pisarza bardziej fascynuje i intryguje. Czy więc warto sięgnąć po tę pozycję?

Jean le Flambeur to złodziej wszechczasów. Pewnego razu popełnił błąd, przez który zamknięto go w więzieniu Dylemat. Pomocną dłoń wyciąga do niego nieznana kobieta, skłonna uwolnić go z niewoli pod jednym warunkiem – będzie musiał ponowić tamten ostatni skok. Tym razem skutecznie. Le Flambeur nie zna nawet swojego przewinienia, choć o jego przeszłości krążą legendy. W celu odzyskania tożsamości udaje się na Marsa, do ruchomego miasta, Kazamatów.

Read the rest of this entry »