Kamienna Ćma to debiutancka powieść Pawła Matuszka. Redaktor naczelny polskiej edycji Fantasy & Science Fiction przedstawia nam efekt kilkuletniej pracy literackiej – ideę Lopterus Press, według której przestrzeń wizualna książki – typograficzna i ilustracyjna – jest równie ważna, co przestrzeń werbalna – słowna. Już samo to wyróżnia Kamienną Ćmę, otwierając pole do dyskusji o literaturze i jej zastosowaniach, jednakże autor idzie dalej i serwuje nam, jak sam mówi, „wyzwanie dla czytelnika”¹, literacki rebus. Spróbowałem i… nie jestem przekonany.

Read the rest of this entry »

Jeśli przed lekturą książki poszuka się informacji o jej autorze, wyłoni się z nich obraz młodego i co najważniejsze – obiecującego pisarza. Idąc po kolei, Charles Yu za zbiór opowiadań „Third Class Superhero” otrzymał w 2007 roku nagrodę National Book Award i został zaliczony do pięciu najlepiej zapowiadających się twórców młodego pokolenia. Jego debiutancka powieść „Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie”, która właśnie wchodzi do polskich księgarni, została nominowana do nagrody im. Johna W. Campbella, zbierając, co w takim wypadku nie dziwi, pozytywne recenzje. Z próbką jego twórczości polscy czytelnicy mogli zapoznać się dzięki lipcowemu wydaniu Nowej Fantastyki – w nim znalazło się krótkie opowiadanie „Standardowy zestaw samotności”. Nagrody nagrodami, ale to dzięki lekturze tego tekstu zerknęłam z ciekawością na twórczość tego pisarza i sięgnęłam po trochę dłuższą formę. Czy wrażenia zostały równie pozytywne jak miało to miejsce w przypadku opowiadania? O tym za chwilę.

Read the rest of this entry »

Dan Simmons to autor, który spowodował, że jeździłam z ponad dziewięciusetstronicowym tomiszczem do pracy, ciężkim jak diabli, ale tak napisanym, że nie dało się go odłożyć, by czytać w wygodniejszej pozycji i dogodniejszym miejscu. Mdlała mi ręka, ale czytałam na przystankach autobusowych, podczas jazdy i wszędzie tam, gdzie chwilka czasu pozwalała wyciągnąć książkę z torby. Ludzie patrzyli na mnie z przerażeniem, a ja, nie do końca świadoma ich spojrzeń, śledziłam z zapartym tchem zakończenie opowieści, którą rozpoczął genialny Hyperion.

Od razu mogę powiedzieć, że Triumf Endymiona jest lepszy do poprzedzającego go Endymiona. To wprawdzie bezpośrednia kontynuacja, ale jego przesłanie jest głębsze, przedstawione wydarzenia mają szerszą perspektywę i – co najważniejsze – ładnie zamyka całość określoną filozoficzną wizją wszechświata. W sposobie prezentowania wydarzeń chyba najbliżej mu do Upadku Hyperiona. Bogactwo przedstawionych światów, szybka akcja, wielki konflikt między Kościołem wspieranym przez Sztuczne Inteligencje a zwolennikami Enei, wszystko to buduje niezwykle fascynujący obraz kosmosu, w którym ludzkości przyszło żyć i walczyć o swą przyszłość. Read the rest of this entry »

Nieoczekiwanie dla mnie (bo straciłem wszelką nadzieję) na polski rynek trafiły dwie nowelki Alastaira Reynoldsa osadzone w uniwersum z Przestrzeni Objawienia. Z zasadniczą fabułą wokół której koncentrują się inne powieści osadzone w tym uniwersum (Przestrzeń Objawienia, Arka odkupienia, Otchłań rozgrzeszenia, Migotliwa Wstęga) nowelki te nie mają nic wspólnego, tak, jak w przypadku powieści Prefekt, łączy je tylko wspomniane umiejscowienie. Można je swobodnie czytać bez znajomości wyżej wymienionych tytułów. Aczkolwiek uważam, że większą frajdę może mieć czytelnik, który już tamte powieści zna.

Read the rest of this entry »

Im dłużej wczytuję się w poszczególne powieści ukazujące się w Uczcie Wyobraźni Wydawnictwa Mag, tym bardziej upewniam się, że na polskim rynku nie ma obecnie lepszej serii fantastycznej. Literatura odkrywcza, wychodząca poza utarte ścieżki, trudna do zakwalifikowania, ale na pewno doskonała warsztatowo. To już jest swoista marka. I chociaż nie każda proponowana odbiorcom pozycja musi ich tak samo zachwycać, bo przecież mamy do czynienia z różnymi autorami, konwencjami, stylami, to seria na pewno gwarantuje spotkanie z utworami nietuzinkowymi i na swój sposób niezwykłymi. Tak można również zakwalifikować najnowszą pozycję z serii, a mianowicie Trojkę Stepana Chapmana. Read the rest of this entry »

Akcja drugiego tomu „Namiestniczki” przenosi czytelników nieco do przodu w czasie. Teraz Namiestniczką jest Salome, następczyni Enrissy, bohaterki tomu pierwszego. W przeciwieństwie do swej poprzedniczki nie jest ona silną i niezależną kobietą. Jest marionetką w rękach Wielkiej Rady. A w Imperium Anryjskim dzieje się sporo. Znowu rosną spiski, komplikują się intrygi. Ostrze wielkiej polityki skupia się na elfach i rosnącym zagrożeniu z ich strony. Stają się (zasłużenie) widocznym, zbiorowym czarnym charakterem. Wydawać mogłoby się, że wszystko zwiastuje nieuchronną katastrofę, która musi nadejść prędzej, czy później. I jest jeszcze pewna kluczowa przepowiednia…

Read the rest of this entry »

Sięganie po autora debiutującego powieścią na polskim rynku czytelniczym zawsze niesie ze sobą ryzyko. A jeżeli pisarstwo Pana X nie będzie tym, na co czekaliśmy przez ostatnie tygodnie? W końcu opowiadanie rządzi się innymi prawami niż książka. Medialny szum zrobił swoje i zapowiada się dobrych trzystu sześćdziesięciu stron tekstu, lecz między Bogiem a prawdą nikt nie może być niczego pewien. Nawet najlepiej rozreklamowana historia może okazać się literackim bełkotem, za który – gdybyśmy wiedzieli – nie zapłacilibyśmy złamanego grosza. Szczęśliwie dla czytelników i wydawcy powyższy scenariusz nie dotyczy pierwszej księgi Virgi. Przy lekturze Słońca Słońc Karla Schroedera bawiłem się znakomicie i tym samym mam cichą nadzieję, że Andrzej Jakubiec nie poprzestanie na jednym, ale pokusi się także o kolejne teksty kanadyjskiego pisarza.
Read the rest of this entry »

Siedemdziesiąt dwie litery Teda Chianga stanowią doskonałą ilustrację tezy, że nie należy oceniać książki po okładce, bowiem, niczym w baśni, za odpychającą fasadą kryć się może wartościowe wnętrze. W tym wypadku jedenaście opowiadań nagrodzonych łącznie dwunastoma (nie licząc nominacji) nagrodami. Tak liczne wyróżnienia dowodzą, że warto zainteresować się owym autorem. Przemawia za tym również jego dorobek – chociaż na przestrzeni dwudziestu lat opublikował zaledwie dwanaście opowiadań, ich poziom dobitnie wskazuje, iż pisarz stawia na jakość, a nie ilość.

Read the rest of this entry »

Lubię spotkania z autorami z dalekich, egzotycznych zakątków świata. A takim odległym krajem jest na pewno dla mnie Japonia. Nawet jeśli mam za sobą kilka powieści Murakamiego, z tego co słyszałam – mało japońskiego, czytałam Kobietę z wydm Abe Kobe, a także Zimny płomień Yukio Mishimy, to nie jestem w żaden sposób znawczynią literatury z tego egzotycznego państwa. Co więcej, wydaje mi się, że zdecydowanie za mało wiem o kulturze Dalekiego Wschodu – jej mitologii, symbolice, tradycjach, by odebrać w pełni nadawany komunikat. Nie zmienia to faktu, że od czasu do czasu trafia w moje ręce kolejna pozycja japońskiego autora i staram się ją zrozumieć oraz przyswoić.

Tym razem padło na niewielki zbiorek trzech utworów autorstwa Hiromi Kawakami Nadepnęłam na węża. Wydany przez Karakter, dość głośno i pochlebnie komentowany, okazał się rzeczywiście świetną literaturą. Trudno go zakwalifikować gatunkowo. Jest pełen onirycznych, fantazyjnych obrazów, prezentuje rzeczywistość gdzieś z pogranicza jawy i snu, realizmu i świata pełnego nieistniejących stworzeń oraz miejsc.

Read the rest of this entry »

Są książki, które zachwycają mnie od pierwszej strony, są takie, do których przekonuję się stopniowo, podczas lektury, są też takie, które w trakcie czytania nie robią na mnie wielkiego wrażenia, ale po ich zakończeniu okazuje się, że jakoś we mnie utkwiły, nie mogę przestać o nich myśleć, prowokują, dręczą, uwierają. Taką pozycją okazało się dla mnie Miasto szaleńców i świętych Jeffa VanderMeera. Sięgnęłam po nie, gdyż nie chciałam zaczynać spotkania z Ambergris od środka, a w kolejce czekało Shriek:Posłowie; w międzyczasie ukazała się też kolejna pozycja osadzona w tym samym uniwersum, a mianowicie Finch. Obie wydane w ukochanej przeze mnie serii Uczta Wyobraźni.

Read the rest of this entry »