„Terminal World” to, jak dotąd, ostatnia powieść Alastaira Reynoldsa, która się ukazała (i jedna z kilku, które nie mają widoków na polską premierę, póki co). To kolejna samodzielna historia nieosadzona w stworzonym przez autora uniwersum znanym polskim czytelnikom z „Przestrzeni Objawienia” i pozostałych powieści wydanych w Polsce. Akcja dzieje się na Ziemi, ale w bardzo dalekiej przyszłości. Tak dalekiej, że pamięć o tym, iż ludzkość kiedyś zdobywała gwiazdy, traktowana jest z przymrużeniem oka, jako alegoryczna, religijna przypowieść o moralności i ludzkim duchu. Tak samo traktowane są nieliczne przekazy pisemne na ten temat. Wiadomo, że kilka tysięcy lat wcześniej planetę i całą ludzkość dotknął pewnego rodzaju kataklizm. Wiedza i nauka przestały być poważnie traktowane, Ziemia powoli umiera, staje się coraz chłodniejsza i uboższa w zasoby, z których najcenniejsze jest drewno. Ludzkość żyje w ogromnym mieście, Spearpoint, które ma to do siebie, że rozpościera się nie tylko w sposób… hmm… horyzontalny, ale również „rośnie” w górę, dzieląc się na ogromne poziomy. Na najniższym zamieszkują „zwykli” ludzie, na wyższych ludzie bardziej rozwinięci – na przykład anioły, które są postludzką, „wyższą” formą życia. Choć wyglądają, zasadniczo, jak ludzie (lecz mają skrzydła), to są wypełnieni i wspomagani nanotechnologią. To nie wszystko – świat jest podzielony na strefy, z których nie wszystkie nadają się do życia dla człowieka i postludzi. A nawet podróżowanie między nimi wymaga zażywania medykamentów. Dotyczy to zarówno ludzi, jak i aniołów. Istnieją na Ziemi jeszcze dwa inne miasta, które według legend tworzą podstawowe miejsca egzystencji gatunku ludzkiego. Ale ich nie poznajemy w trakcie powieści bezpośrednio. Pojawią się tylko w opowieściach, których natura sprowadza się nie do opisania ich, ale do pokazania czytelnikowi z jak daleką przyszłością ma do czynienia.

Read the rest of this entry »

Powieści przyjmujące za cel opowiedzenie historii czysto życiowej i to takiej, która dla potencjalnego odbiorcy mogłaby wydawać się niezbyt interesująca – żeby nie powiedzieć „nudna” – nie mają łatwego życia. Jakie są szanse takiej książki, jeżeli czytelnik ma do wyboru wciągającą space operę Reynoldsa, przygodę w klimatach fantasy, czy jedną z pozycji prezentowanych w serii Uczta Wyobraźni? Co więcej, odnoszę wrażenie, że polski rynek literacki jest na tyle mocno napchany wszelkiego rodzaju wznowieniami, bestsellerami i ciągłymi „obiecującymi” debiutami, że o przeoczenie książki Cormaca McCarthy’ego – zwłaszcza takiej, która nie należy do grupy tekstów zekranizowanych – bardzo łatwo. Wielka szkoda.

Read the rest of this entry »

Wiadomą rzeczą jest, że jeśli książka odniesie sukces, to autorzy literatury rozrywkowej wykorzystają okazję, by stworzyć kolejne odsłony przygód bohaterów. W ten sposób na przykład w fantasy mamy całe mnóstwo trylogii i tetralogii, a czasem ilość kolejnych tomów rozrasta się niepomiernie. Ci sami bohaterowie pierwszoplanowi, podobny schemat, tylko sceneria odrobinę zmieniona, kilka nowych postaci drugiego planu i można kontynuować przygody. Ja się z reguły daję wciągnąć i jeśli spodoba mi się tom pierwszy, to będę cykl czytała w całości, chyba że poziom drastycznie się obniży. W przypadku „Wybranki Kusziela”, czyli drugiego tomu przygód Fedry nó Delaunay de Montrève, poziom nie zmienia się jakoś specjalnie. Otrzymujemy znów produkt rzemieślniczo dobrze wykonany. Jedyny problem z powieścią i stąd płynąca słabsza ocena, to jeszcze większa przewidywalność i schematyczność niż w przypadku tomu pierwszego. Krótko mówiąc – dość często zapalała mi się lampka „ale to już było”, lub pojawiało się hasło „wiem jak to się dalej potoczy”.

Read the rest of this entry »

Autora tej powieści znamy już w Polsce za sprawą wyśmienitego „Ślepowidzenia”. Ta wybitna powieść, która właśnie doczekała się u nas wznowienia, stanowi połączenie doskonałego, pisarskiego stylu, mnóstwa pomysłów, daje pole do intelektualnego masażu mózgu, jest kopalnią filozoficznych interpretacji, pytań, stanowi literacki poligon doświadczalny, na którym ścierają się filozoficzne interpretacje z naukowym konceptem, dotykając problemów świadomości, empatii, granic poznania. Rasowa science fiction. Dla mnie: arcydzieło.

Read the rest of this entry »

Jak to dobrze, że wydawnictwa od czasu do czasu wznawiają wydane przez siebie książki. Daje to szansę spóźnionym czytelnikom natknąć się na utwór, który sprawi im wiele przyjemności. Tak było ze mną i serią o Fedrze nó Delaunay autorstwa Jacqueline Carey. W skład trylogii wchodzą „Strzała Kusziela”, „Wybranka Kusziela” i „Wcielenie Kusziela”. Całość została wznowiona w związku z wydaniem przez Mag kolejnego utworu rozgrywającego się w opisywanym przez amerykańską autorkę świecie. Swoją przygodę rozpoczęłam oczywiście od „Strzały Kusziela” i od pierwszej strony utonęłam w opowieści.

Read the rest of this entry »

Jeff VanderMeer to twórca, którego największym atutem jest wyobraźnia. Przekonałem się o tym podczas lektury „Podziemi Veniss” oraz „Miasta szaleńców i świętych”, kiedy to miałem okazję podziwiać siłę słów pisarza. Stroniąc od utartych szlaków, posługując się prawdziwie malowniczymi opisami świata, stworzył wówczas niezwykłą mieszankę gatunków. Mozaikę wielobarwną i fascynującą.

Read the rest of this entry »

W 2010 r. MAG wydał powieść Brandona Sandersona, którą, nie ukrywam, zamierzałem ignorować. Za twórczością pisarza, oględnie mówiąc, nie przepadałem za sprawą „Elantris” i „Z mgły zrodzonego”. Do tego jeszcze „Siewca wojny” posiada okładkę, która również sprawiła, że po poprzednich doświadczeniach, miałem co do powieści niezbyt wygórowane oczekiwania. I pewnie w ogóle bym jej nie przeczytał do dziś, gdyby nie recenzja Adama „Tigany” Szymonowicza w serwisie Katedra. Po ostatnich spotkaniach z fantasy (Wiera Szkolnikowa, Brent Weeks) byłem już nieco zniechęcony i przekonany, że w tym gatunku muszą mi wystarczyć tylko mistrzowie ciągnący swoje cykle (Erikson, Martin). Kiedy jednak zacząłem czytać „Siewcę wojny”, pierwszą poważną reakcją związaną z lekturą było „o, rety”.

Read the rest of this entry »

Dan Simmons zachwycił mnie swoim „Hyperionem”. Dlatego wysoko zawieszona poprzeczka podczas lektury kontynuacji budziła pewne obawy. Niepotrzebnie. „Upadek Hyperiona” jest inny niż tom pierwszy i rzeczywiście, zgadzam się z powszechnie panującą opinią, bliżej mu do przygodowej space opery niż pełnego gier intertekstualnych zbioru opowieści pielgrzymów. Nie zmienia to faktu, że książka trzyma poziom i czyta się ją z ogromną przyjemnością.

Akcja utworu zaczyna się dokładnie w momencie zakończenia tomu pierwszego. Jednak poza pielgrzymami do Grobowców Czasu na plan pierwszy wysuwają się inni bohaterowie. Read the rest of this entry »

Brent Weeks powinien być znany polskim czytelnikom, ponieważ w zeszłym roku MAG wydał u nas jego Trylogię Cienia („Droga Cienia, „Na Krawędzi Cienia”, „Poza Cieniem”), której wprawdzie nie czytałem (jeszcze), ale i na naszym blogu i w sieci spotkała się ona z pozytywnym przyjęciem. Niedawno na polskim rynku ukazała się kolejna powieść tego autora, „Czarny Pryzmat”, będąca pierwszym tomem nowej trylogii – Powiernik Światła. Jej tytuł brzmi nieco pretensjonalnie i uważałem, że może zwiastować jakąś słabą fantasy. Okazało się jednak, że to dosyć przyzwoita, solidna powieść, w której – po raz kolejny, jeśli chodzi o moje spotkania z fantasy – ilość pretensjonalnych, banalnych, czy infantylnych wręcz chwytów została sprowadzona do prawie niezauważalnego minimum.

Read the rest of this entry »

„Szklany dom” jest drugą wydaną w Polsce powieścią Charlesa Strossa, angielskiego autora science fiction. Miejmy nadzieję, że nie ostatnią, o ile bowiem wydane w serii Uczta Wyobraźni „Accelerando” ma pewne wady natury, nazwijmy to, technicznej (o czym będzie jeszcze mowa dalej), o tyle „Szklany dom” jest ich pozbawiony i jest powieścią zdecydowanie lepszą, chociaż operującą na nieco innej płaszczyźnie.

Pomysł wyjściowy to wariant dosyć popularnego motywu amnezji głównego bohatera – w fantastyce jednym z najbardziej znanych przykładów jest zapewne cykl „Amber” Rogera Zelaznego. Poznajemy więc narratora, Robina, który z nieznanych czytelnikowi (z początku) powodów poddał się operacji czyszczenia pamięci i pozbawiony wiedzy o własnej przeszłości przebywa w klinice rehabilitacyjnej. Dostaje propozycję udziału w specyficznym socjologicznym eksperymencie: oto w orbitujących wokół brązowych karłów walcowatych habitatach zostaje odtworzone ludzkie społeczeństwo z lat 1950 – 2040, z tzw. „ciemnych wieków” sprzed nadejścia technologicznej osobliwości. Uczestnicy eksperymentu są dobierani właśnie spośród pacjentów kliniki rehabilitacyjnej. Ponieważ Robinowi grozi niebezpieczeństwo ze strony nieznanych wrogów, którzy mają z nim na pieńku jeszcze od czasów sprzed operacji, decyduje się wziąć udział w eksperymencie i trafia do symulowanej społeczności jako kobieta o imieniu Reeve.

Read the rest of this entry »