„Biali ludzie byli w stanie od czasu do czasu wymyślić coś dobrego”. Trudno przeczyć temu stwierdzeniu, gdy się czyta antologię „Steampunk”. Jej redaktorzy bowiem – Ann i Jeff VanderMeer – podeszli do zadania bardzo profesjonalnie. Oprócz przemyślanego wyboru opowiadań, wzbogacili wspomniany zbiór tekstami publicystycznymi. Zabiegi te pozwalają postrzegać antologię „Steampunk” jako książkę skierowaną nie tylko do starych steampunkowych wyjadaczy, ale także do czytelników, którzy z mechanicznym wszechświatem nie mieli jeszcze do czynienia.

Read the rest of this entry »

W tym tygodniu mogliśmy przeczytać o raporcie nad stanem czytelnictwa w Polsce, przeprowadzonym wspólnie przez Bibliotekę Narodową oraz TNS OBOP. Wyniki, oględnie mówiąc, mało optymistyczne. Ale może już do tego przywykliśmy i to inne byłby dla nas zaskoczeniem? Mimo to lektura tego raportu może się być lekko przerażająca, szczególnie jeśli przejść do procentu osób z wyższym wykształceniem, które w minionym roku nie przeczytały żadnej książki. Ale wróćmy do naszego małego podsumowania tygodnia, nowych informacji od wydawnictw niewiele – wyjątkiem jest tu Ars Machina, która poinformowała o sposobie dystrybucji swoich książek.

Read the rest of this entry »

Pisarstwo Cormaca McCarthy’ego przeżywa prawdziwy renesans. W Stanach Zjednoczonych wszystko zaczęło się od powieści „Blood Meridian, or the Evening Redness in the West” (1985), która przez wielu krytyków została uznana jedną z pięciu najlepszych amerykańskich książek ostatnich dwudziestu pięciu lat. Kolejne powieści McCarthy’ego także były dostrzegalne, ale dopiero „No Country for Old Men” (2005) oraz „The Road” ¹ (2006) przyniosły mu prawdziwy rozgłos. W Polsce inwestuje w niego między innymi Wydawnictwo Literackie.² To dzięki niemu mieliśmy okazję przeczytać wspomnianą Drogę, książkę, która – rozsławiona Literacką Nagrodą Pulitzera – stała się niejako wizytówką pisarza.

Read the rest of this entry »

Zderzenie cywilizacji dalekowschodniej z zachodnią to temat znany i eksploatowany w literaturze od dawna, a jednym z najbardziej znanych pisarzy obracających się w tych rejonach jest James Clavell ze swoimi monumentalnymi powieściami w rodzaju „Shoguna” czy „Tai Pan”. O kontakcie Wschodu z Zachodem napisał również kolumbijski pisarz Santiago Gamboa w „Hotelu Pekin”, który jest trzecią książką tego autora wydaną w Polsce. Nie jest wprawdzie dziełem na skalę wspomnianego już „Shoguna”, ale mimo wszystko jest na tyle interesująca, że warto się z nią zapoznać.

Read the rest of this entry »

Może to rodzaj snobizmu, może uleganie modzie, ale ja bardzo lubię twórczość Haruki Murakamiego. Japoński pisarz zachwycił mnie „Kafką nad morzem” i od tej pory czytuję jego utwory regularnie i z prawdziwą przyjemnością. W planach mam zamiar poznać wszystko, co napisał, ale mi się nie spieszy. Delektuję się każdą kolejną pozycją, a dodatkowych wrażeń estetycznych dostarczają mi piękne wydania Muzy. Tym razem sięgnęłam po niewielką powieść o długim tytule – „Na południe od granicy, na zachód od słońca”, której wznowienie ukazało się kilka miesięcy temu.

Read the rest of this entry »

Bardzo by mnie ucieszył fakt, gdyby debiut tego fińskiego pisarza spotkał się z entuzjastyczną recepcją polskich czytelników fantastyki. Fińska fantastyka, jeśli się nie mylę, nie jest w Polsce zbyt znana, o popularności nie wspominając. A „Kwantowy złodziej” jest przykładem na to, że Europejczycy nie są wcale gorsi od anglosaskich pisarzy o znanych nazwiskach.

Hannu Rajaniemi zadebiutował w pięknym stylu powieścią, która jest skomponowana – według mnie – idealnie. Już na początku czytelnik zostaje wrzucony w obcy sobie świat przyszłości zbudowany z elementów, które, choć stanowią jedynie część scenografii, same w sobie intrygują i rozpalają wyobraźnię. Mowa tu o Więzieniu i archontach. Dalej jest jeszcze lepiej, kiedy z tytułowym złodziejem przenosimy się na Marsa, w gruncie rzeczy prowincjonalną planetę w systemie, na której rozegra się główna i najważniejsza część akcji. To również zaciekawia – od niechcenia rzucane uwagi wskazujące na prowincjonalność Marsa i sugerujące przez to, że gdzieś tam, w kosmosie, jest jeszcze bardziej intrygująco i tajemniczo. Bo tam właśnie znajdują się główne siły prowadzące na Marsie rozgrywkę, o której czytelnik dowie się niewiele, bo pochłonięty zostanie lokalną zaledwie intrygą, nie mniej fascynującą, która zmieni dotychczasowe życie i ustrój planety.

Read the rest of this entry »

Trochę śniegu już spadło od czasu przeczytania przeze mnie tej książki, do napisania tej recenzji. Niestety bywa i tak, że życie zawodowe, a niekiedy także życie rodzinne, nie wpływają dobrze na wenę twórczą lub po prostu ograniczają czas, w którym owa wena mogłaby spokojnie sobie dojrzeć i zaowocować recenzją. Jednak przecież w przyrodzie podobno nic nie ginie, prawda? Zaraz się okaże, jakież istotne treści pozostały po lekturze w mej głowie. Dlatego w sumie można uznać, że tym razem owoce mej pracy będą dojrzałe, pachnące, smaczne i soczyste. Tak jak recenzowana dziś „Maszyna różnicowa”.

Read the rest of this entry »

Pierwsza część tej debiutującej w Polsce trylogii bez wątpienia nie aspiruje do przełamywania jakichkolwiek granic konwencji. To dosyć przyjemne „czytadło”, które jest w stanie zainteresować czytelnika, oferując mu cały zestaw pozbawionych oryginalności elementów składających się na cykl fantasy. Poczytać można na korzyść, że Wiera Szkolnikowa pisze dosyć przyjemnym w odbiorze stylem, z nieznacznym nagromadzeniem infantylnych banałów. Przez to lektura „Namiestniczki” jest bardzo strawna i nie wywołuje irytacji. Na pewno nie wywołała ich u mnie. Może to jednak „sprawka” tłumacza?

Read the rest of this entry »

„Zabójca wysłany z mroźnej Północy z samobójczą misją. Potężne imperium oblegane przez jego najstarszego wroga. Czworo królewskich dzieci na wygnaniu lub w niewoli, pragnących pomścić śmierć ojca. Akacja was zadziwi i porwie – przygotujcie się na to”. Takie hasła z tylnej okładki kusiły mnie, by sięgnąć po pierwszy tom zapowiadanej trylogii amerykańskiego autora Davida Anthony’ego Durhama, wydanej przez MAG-a. Kusiła też dość klimatyczna okładka, przedstawiająca mury potężnej twierdzy nad brzegiem morza. Lubię fantasy, więc łatwo mnie uwieść, ale tym razem się niestety nie udało.

Read the rest of this entry »

Poul Anderson, pisarz, do którego z pewnością będę wracał stale. Autor wielokrotnie wyróżniany, uznawany za jednego z największych twórców fantastyki. Choć kojarzę go głównie z powieściami science fiction, to przygodę z nim zaczynałem od Conana buntownika, historii o „barbarzyńskim awanturniku o herkulesowej sile i szlachetnym sercu”, torującym sobie drogę do akwilońskiego tronu. Tylko pomyślcie. Jak wielki musiał posiadać ten autor talent, aby nic z niego nie stracić na przestrzeni pięćdziesięciu lat. Nie wierzycie? Zapraszam do zapoznania się z powieściami napisanymi odpowiednio w 2000 i 1954 roku.

Read the rest of this entry »