„Prefekt” Alastaira Reynoldsa to już piąta powieść tego pana wydana w Polsce. Jak się okazuje, nie ostatnia – wbrew temu co jeszcze niedawno zapowiadało wydawnictwo MAG. Już w przyszłym roku możemy spodziewać się zbiorku dwóch długich opowiadań osadzonych w realiach „Przestrzeni Objawienia” – „Diamond Dogs, Turquoise Days”. To cieszy. Po pierwsze: dlatego, że Reynolds to świetny pisarz sf; po drugie: jest to znak, że jego książki w końcu zaczęły się w Polsce powoli przyjmować. Dotychczasowe bowiem zainteresowanie tym autorem nie było zbyt duże. Póki co jednak, otrzymaliśmy „Prefekta” i na nim się skupmy.

Read the rest of this entry »

Kate Griffin, a właściwie Catherine Webb, pisarka, która mimo młodego wieku (rocznik 1986) wydała już kilka książek, zaś kolejne są w drodze. Córka Nicka Webba, publicysty i redaktora, m.in. autora biografii nieodżałowanego Douglasa Adamsa. Z tego wynika, że Catherine miał kto na początku kariery doradzać – a zadebiutowała bardzo wcześnie, bo w wieku lat czternastu. W Polsce mamy teraz możliwość zapoznać się z powieścią pt. „Szaleństwo Aniołów” – paranormalnym kryminałem, urban fantasy, thrillerem z duchami? Na pewno swoistym fenomenem, ale o tym już za moment.

Read the rest of this entry »

W tym roku minęło 25 lat od przedwczesnej śmierci Janusza A. Zajdla. Twórcy, który pozostawił po sobie 7 powieści oraz ponad 80 opowiadań. Wdowa po autorze, Jadwiga, postanowiła wraz z wydawnictwem superNOWA przypomnieć nam dużą część z nich. Wybrała 33 opowiadania, które znalazły się w zbiorze „Relacja z pierwszej ręki.”

Janusz Zajdel był twórcą science fiction, ale takiego, z jakim w dzisiejszych czasach nie mamy już do czynienia. Brak w jego tekstach statków z nadświetlnym napędem, cyber-żołnierzy z bronią masowej zagłady, kosmitów atakujących i pragnących posiąść we władanie naszą Ziemię. Zajdel w swoich utworach skupiał się na człowieku, relacjach międzyludzkich i jaki wpływ mogą one mieć na przyszłość naszego gatunku. Autor snuje przypuszczenia w którą stronę pójdzie rozwój myśli człowieka, co będziemy sobie stawiać za cele za dziesiątki lat i jak to wpłynie na otaczający nas świat, a może i wszechświat.

Read the rest of this entry »

„Najgłośniejsze procesy ostatniego 10-lecia” – taki jest podtytuł tej książki. Bez wątpienia jest on bardzo chwytliwy, zapowiada odpowiednią dawkę sensacji i emocji. I bardzo dobrze, bo to doskonały zbiór reportaży sądowych z rzeczywistych najgłośniejszych procesów, które miały miejsce w warszawskich sądach.

Żyjemy w czasach, kiedy największe, najpoważniejsze zbrodnie szybko trafiają na pierwsze strony tabloidów. Odpowiednio wyeksponowane, odpowiednio udramatyzowane historie mają budzić społeczne emocje, nie pozostawiać obojętnym. Zmuszają do wydania wyroku tylko na podstawie skrótowej informacji, szokującej, uderzającej w emocje, np. „Wyrodna matka kazała zamordować swoje dziecko”, „Dlaczego ten mały aniołek musiał tak okrutnie zginąć?”, i tak dalej i tak dalej. Czytelnik, który chwyta za gazetę, płonie z oburzenia i zgrozy. Żąda (słusznie) sprawiedliwości, ukarania winnych tej okrutnej zbrodni. A winni przecież są: wyrodna matka, wyrodny ojciec, wyrodny konkubent, jakiś nieszczęśnik z twarzą zakrytą czarnym prostokątem – już osądzony przez tłum na podstawie prasowej informacji. Jest już tylko jedna prawda i tylko ona się liczy. A kiedy sąd wydaje wyrok uniewinniający, wówczas: święte oburzenie ponieważ sąd wypuścił mordercę (morderczynię). Nikt nie interesuje się tym, że człowiek, który na pierwszej stronie gazety został jednocześnie oskarżony i skazany przez (zazwyczaj) głęboko niedouczonych dziennikarzy, piszących ku uciesze tłumów, jest niewinny. Prawda jest jedna, a przyznać się do tego, że zostało się zmanipulowanym, aby wydać 1,50 zł na kilka stron nic nie znaczących newsów – to przekracza czasami (a raczej: na ogół) zdolności, czy umiejętności auotorefleksyjne czytelników takich mediów. Dlatego taki zbiór reportaży sądowych może być nie tylko lekturą zaspokajającą głód sensacji (bo przecież, choćby autorka bardzo się starała, nie może uniknąć takiej motywacji czytelnika), ale i może spełniać istotną funkcję edukacyjną.

Read the rest of this entry »

Dla osób, które kupują bądź przeglądają czasopisma fantastyczne, większość autorów zagranicznych jest – mniej lub bardziej – rozpoznawalna. Dla całej reszty, czyli dużej części „fantastycznej” społeczności, pierwsze pozycje książkowe takich pisarzy to nieznane obszary literatury. Powiedzmy sobie szczerze – nawet z ekonomicznego punktu widzenia lepiej kupić jest książkę, a nie gazetę z paroma tekstami wątpliwej zazwyczaj jakości. Paolo Bacigalupi był już drukowany w takich czasopismach, ale na szczęście ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i z korzyścią dla leniwego (przeważnie) czytelnika zebrał jego teksty w jedną całość. „Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć” to zbiorcze wydanie opowiadań i pierwszej powieści wyżej wspomnianego amerykańskiego autora.

Read the rest of this entry »

Popularności literatury skandynawskiej w naszym kraju nie da się zaprzeczyć. Króluje oczywiście kryminał, ale inne gatunki również mogą zwrócić uwagę czytelnika. Osobiście dałam się skusić horrorowi autora reklamowanego jako szwedzki King. „Ludzka przystań” Johna Ajvide Lindqvista to według notatki okładkowej połączenie powieści psychologicznej z horrorem. Klimat tej północnej opowieści, choć większość akcji rozgrywa się latem, doskonale pasuje do panującej za oknem zimowej aury.

Tłem dla akcji utworu są wyspy Domarö. Główny wątek skupia się wokół tajemniczego zniknięcia dziecka, które wybrało się z rodzicami na zimową wycieczkę do latarni morskiej. Sześcioletnia Maja postanowiła sprawdzić intrygujący szczegół na lodowej pokrywie i ślad po niej zaginął. Zrozpaczeni rodzice – Anders i Cecylia, mimo szeroko zakrojonych poszukiwań z udziałem mieszkańców pobliskiej wioski nie trafili na żadną wskazówkę, jaki los spotkał ich dziecko. Doprowadziło to do rozpadu małżeństwa, a w przypadku ojca – wpadnięcia w szpony alkoholizmu. Przedstawione przeze mnie skrótowo wydarzenia to dopiero początek opowieści, której głównym bohaterem staje się Anders oraz jego determinacja, by rozszyfrować, co stało się z ukochaną córką.

Read the rest of this entry »

Jack Vance? Zupełnie obcy mi pisarz, który nie tak dawno odżył dzięki wydawnictwu Solaris. Podkreślę to jeszcze raz, głośno i wyraźnie: Wojciech Sedeńko i spółka odwalają kawał dobrej roboty. Gdyby nie inicjatywy podejmowane przez wspomniane wydawnictwo, młode pokolenie czytelników nie miałoby możliwości poznania cyklu „Umierająca Ziemia”. Z kolei na osoby zorientowane w temacie czekałyby problemy natury stricte technicznej, gdyż o egzemplarz pierwszego wydania zbioru opowiadań „Umierająca Ziemia” z 1960 roku bardzo trudno. Dlatego zanim przejdziemy dalej, warto zapytać: ilu jeszcze autorów wypadałoby przypomnieć? W dobie wydawania pisarzy będących „na topie” zapewne wielu. Mam tylko nadzieję, że ich liczba będzie systematycznie malała.

Read the rest of this entry »

Kontynuacja „Upadłych” z pewnością nie zawiedzie czytelników, którzy polubili pierwszą część tej, na razie chyba, trylogii. Odważę się nawet napisać, że „Udręka” jest znacznie lepsza od „Upadłych”. Mniej tu ociężałości stylu i nieporadności w dialogach, które momentami były bardzo infantylne (a teraz infantylności jakby mniej). I nie tłumaczył tego fakt, iż „targetem” książki był/jest infantylny odbiorca, lub – po prostu – infantylni są główni bohaterowie. Styl był kiepski, ale to już przeszłość. Lauren Kate podszlifowała warsztat i pisze teraz sprawniej.

Read the rest of this entry »

„Cryptonomicon” to jedna z tych niewielu powieści, do których mogę wracać w nieskończoność z taką samą frajdą i zapałem. Kiedy prawie 8 lat temu przeczytałem ją pierwszy raz, zaraz po skończonej lekturze zacząłem czytać od nowa. Powieść ta nie jest w stanie mi się znudzić.

Wszystko to za sprawą stylu Neala Stephensona. Każdy rozdział to niemal perełka narracyjna. Roi się w tej powieści od doskonałych, charakterystycznych i zapadających w pamięć postaci, nawet jeśli część z nich jest epizodyczna (np. Chester i Pekka). Bohaterowie zatem to ogromny atut tej książki. Randy, Lawrence, Avi, Bobby, Goto Dengo, Enoch Root – to oni są, moim zdaniem, siłą fabuły. Do tego stopnia, że nawet epizodyczność niektórych wydarzeń z nimi całkowicie przesłania główną oś fabuły. Read the rest of this entry »

Do świata Babuni Jagódki po raz pierwszy mogliśmy zajrzeć w 1998 roku, za sprawą opowiadania „Kochał ją, że strach”. Cztery lata później do sprzedażny trafiły „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”, pierwszy zbiorek tekstów, który na dobre przeniósł nas w świat owej Doliny. Na nowe historie, zebrane w jednym tomie, czekać musieliśmy tym razem jednak osiem lat. Wcześniej zaś zapoznać można było się z dwoma opowiadaniami. Pierwsze z nich, „Po prostu jeszcze jedno polowanie na smoka”, pojawiło się w antologii „Księga smoków”¹, drugie – „Babie lato” – premierę miało w 28 numerze SFFiH². Ten drugi tekst spowodował, że zacząłem się zastanawiać, jak ten czas wpłynął na świat wiedźmy wykreowany przez Annę Brzezińską? Czy w ogóle wpłynął? A jeśli tak, to w jaki sposób? Teraz, już po lekturze całości, mogę powiedzieć, że zmiana nastąpiła. A czy na dobre? Ocenicie sami.

Read the rest of this entry »