<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zaginiona Biblioteka &#187; Wywiady</title>
	<atom:link href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/category/wywiady/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl</link>
	<description>Książki</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Sep 2010 15:47:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1</title>
		<link>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/</link>
		<comments>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Dec 2009 20:12:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Metzli</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Nowa Fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Mauszek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/?p=1589</guid>
		<description><![CDATA[Pewien typ informacji zyskuje na znaczeniu, gdy publikuje się go w konkretnym czasie i sprzyjających ku temu okolicznościach. Tak też jest z pierwszą częścią wywiadu z Pawłem Matuszkiem, byłym już redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki. Postanowiliśmy przyśpieszyć publikację, dzieląc wywiad na dwie części. W pierwszej Paweł Matuszek odpowiada o swoim odejściu z NFu czy zdradza kilka [...]


Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad'>Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Zoran Krušvar &#8211; wywiad'>Zoran Krušvar &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Rafał W. Orkan &#8211; wywiad'>Rafał W. Orkan &#8211; wywiad</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><img class="alignleft size-full wp-image-1593" title="Matuszek1" src="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/wp-content/uploads/2009/12/Matuszek1.jpg" alt="Matuszek1" width="150" height="216" /><em>Pewien typ informacji zyskuje na znaczeniu, gdy publikuje się go w konkretnym czasie i sprzyjających ku temu okolicznościach. Tak też jest z pierwszą częścią wywiadu z Pawłem Matuszkiem, byłym już redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki. Postanowiliśmy przyśpieszyć publikację, dzieląc wywiad na dwie części. W pierwszej Paweł Matuszek odpowiada o swoim odejściu z NFu czy zdradza kilka informacji o nowym projekcie. Teraz też dopiero zdążyliśmy zacząć rozmowę o literaturze, do której wrócimy w dalszej części wywiadu. </em></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Zaginiona Biblioteka: Ponad trzy lata temu zostałeś redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki, zapewne miałeś wtedy plan rozwoju pisma. Czy po tym okresie czasu możesz powiedzieć, że udało się go zrealizować? A jeśli tak, to jakie elementy tego planu sprawiły Ci największe problemy?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Paweł Matuszek:</strong> Tak, aż trudno uwierzyć. Nie wiem kiedy to minęło… Kiedy zaczynałem pracę w „NF” chciałem przerzucić pomost między starym pismem, tym z czasów Maćka i reszty klasycznej ekipy, a nowym, pod moimi rządami. Chciałem podnieść poziom publicystyki, urozmaicić dział prozy, rozbudować i pogłębić dział recenzji oraz ściągnąć do pisma jak najwięcej starych współpracowników, którzy zostali odsunięci przez mojego poprzednika, lub sami odeszli. Przy okazji warto tu wspomnieć, że proces podnoszenia poziomu pisma zaczął się tuż przed moim przyjściem i rozpoczął go Błażej Dzikowski.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><span id="more-1589"></span>Sporo rzeczy się udało. Wydaje mi się, że w kwestii doboru opowiadań udaje nam się zachować zasadę tzw. „złotego środka”, czyli jest trochę rzeczy ambitnych, trochę rozrywkowych czytadeł, trochę dziwnych wynalazków. Dlatego każdy numer pisma jest trochę inny i pieści kubki smakowe ludzi o różnych gustach. Oczywiście można to robić jeszcze lepiej i cały czas nad tym pracujemy. Jestem zadowolony z tego, że udaje nam się utrzymać w miarę równy i myślę, że dość wysoki poziom publicystyki, i z tego, że wokół redakcji zebrała się fajna grupa zdolnych ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia i regularnie u nas publikują. Jestem również zadowolony z całkiem przyzwoitego poziomu naszych recenzji, choć zawsze można się domagać, żeby były jeszcze głębsze, obszerniejsze, bardziej wnikliwe i napisane z większym biglem. Cóż, dlatego też ostatnio staramy się go trochę urozmaicić…</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Nie udało mi się ściągnąć do pisma Marka Oramusa (mojego literackiego idola z młodości), ale nie z mojej winy. Nie udało mi się też zachęcić do stałej współpracy Jacka Dukaja, ale może w końcu mi się uda… Trzymajcie kciuki! Swoją drogą, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to lada moment do „NF” powróci na stałe jeden z jej dawnych współpracowników, świetny pisarz i publicysta. Nic więcej nie powiem.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ogólnie jestem raczej zadowolony z tego, co udało mi się tu osiągnąć, chociaż widzę, że sporo rzeczy można jeszcze poprawić. Taka praca nigdy się nie kończy.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Przez te trzy lata na łamach Nowej Fantastyki pojawiło się wielu nowych autorów. Czy któreś z opowiadań, że tak się wyrażę &#8211; wbiło Cię w fotel? Czy trafiły się takie teksty, które spowodowały, że pojawiła się iskierka nadziei, że o to mamy kogoś, kto może &#8222;namieszać&#8221; w polskiej fantastyce?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>PM:</strong> To prawda, że za mojej kadencji na łamach „NF” pojawiło się trochę nowych polskich autorów fantastyki, ale prawdę powiedziawszy, żaden z nich nie wbił mnie w fotel. Jeśli ktoś śledzi moje recenzje to mniej więcej wie jaki mam gust. Lubię rzeczy pomysłowe, oryginalne, odważne, ciekawie napisane. A tymczasem w polskiej fantastyce dominują rzeczy absolutnie przeciętne, często sprawne rzemieślniczo, ale nic ponadto. Mało tu osobowości twórczych i artystów, a sporo profesjonalnych rzemieślników – taki jest widać główny etos polskiej fantastyki. Nic do nich nie mam. Jest spora grupa czytelników, którzy chętnie sięgną po każdą ich książkę. Ale ja do niech nie należę. Nikt z debiutantów mnie nie zachwycił, lecz wciąż podobają mi się m.in. opowiadania Szostaka, Nowaka, Guzka, Soboty, czy smakowite zabawy literackie Haki (właśnie zdałem sobie sprawę, że Haka jest chyba jedynym pisarzem jaki zadebiutował w „NF” za mojej kadencji i jednocześnie zrobił na mnie duże wrażenie) – oni są jacyś, uciekają od sztampy, podążają własną drogą. Ich artystyczny potencjał jest tak duży, że w każdej chwili mogą wystrzelić z czymś niesamowitym. Obiecująca jest również twórczość Anny Kańtoch. „Przedksiężycowi” pokazują, że ta dziewczyna może jeszcze zaskoczyć. Szkoda, że nie pisze opowiadań do „NF”.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Nie ukrywasz swojej opinii o stanie naszej, krajowej literatury fantastycznej, w sierpniowym numerze NF napisałeś, że „zdecydowana większość polskiej fantastyki to wtórna, banalna i schematyczna rozrywka – prawdziwie jarmarczna tandeta”. Nie jest moim celem polemizowanie z tą opinią, zastanawia mnie tylko czy według Ciebie możemy coś zrobić by za kilka lat sytuacja się zmieniła. Amerykanie prowadzą warsztaty dla pisarzy, dzięki tym warsztatom pojawili się tacy autorzy jak Kelly Link czy Ted Chiang. Nie nauczą one kreatywności, ale pozwolą na zdobycie umiejętności pisania, a w grupie dobrych rzemieślników, znajdą się zapewne i osoby z talentem. Czy taki system miałby szanse powodzenia u nas? Czy też niewiele by zmienił i rozwiązania należy szukać gdzie indziej?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>PM:</strong> Myślę, że za bardzo demonizujesz moją wypowiedź. Może wynika to z tego, że nie wypowiedziałem się szerzej o polskiej literaturze. Bo problem dotyczy nie tylko naszej fantastyki, ale również tzw. literatury głównego nurtu. Tylko ma nieco inną naturę.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Rodzima fantastyka cierpi na syndrom solidnego rzemiosła, czyli większość twórców uważa, że przede wszystkim powinni byś rzemieślnikami pióra, którzy dostarczają odbiorcom rozrywki. Wielu czytelnikom bardzo to odpowiada, ale z tego powodu dominują na rynku rzeczy wtórne, rygorystyczne gatunkowo, schematyczne, w kółko powtarzające i przerabiające te same wątki. Pisarzy, którzy szukają własnych form wypowiedzi, wyłamujących się z najpopularniejszego modelu prozy fantastycznej jest niewielu i ich utwory padają na niepodatny grunt, bo przecież czytelnicy głownie czytają tą rozrywkową odmianę fantastyki i nie są przygotowani na odbiór czegoś ambitniejszego, wymagającego wgryzienia się w tekst (pokutuje tu również główny problem fanów, czyli to, że poza fantastyką nie czytaj nic innego). Sytuacja w głównym nurcie wygląda bardzo podobnie tylko proporcje są odwrócone. Chodzi o to, że tam pokutuje kompleks artysty. Każdy utwór musi niesłychanie ambitny, trudny w odbiorze, pełen odwołań, zabaw formalnych, itd. Tylko że gdzieś po drodze zgubiono sens pisania prozy, który zasadza się przecież na opowiadaniu różnych historii. A właśnie tego we współczesnej prozie polskich twórców jest najmniej. Jak widać w obu przypadkach mamy do czynienia z impasem, który z mniejszym lub większym powodzeniem próbują przełamać pojedynczy pisarze.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Nie wiem, co mogłoby radykalnie odmienić tę sytuację, bo pod wieloma względami jest ona korzystna dla wydawców, więc każde rozwiązanie jawi się jako utopijne. Koniec końców chodzi o to, żeby czytelnicy zainteresowali się ambitniejszą prozą. Czytaj – zaczęli ją kupować. W przeciwnym wypadku nikt nie będzie chciał jej wydawać. Zawsze znajdą się wariaci, którzy będą pisać oryginalne utwory do szuflady, ale przecież nie o to chodzi, prawda? Chodzi bardziej o to, żeby na rynku książki znalazło się również miejsce dla nich. Może to tylko kwestia jego wyrobienia. Może zwyczajnie jesteśmy za młodym rynkiem, bo Anglosasi nie mają tego problemu. Tam zainteresowanie czytelników jest na tyle szerokie, że jest miejsce i dla rzeczy skrajnie rozrywkowych i dla wyjątkowo ambitnych.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Niestety nie znam lekarstwa. Nie wierzę, że szkoły pisania mogą coś zmienić. Ale mam nadzieję, że zachęcanie wszystkich miłośników fantastyki do jak najszerszego czytania książek (bez żadnych ograniczeń gatunkowych), nie odrzucania rzeczy trudniejszych i dyskutowania o nich oraz zachęcanie pisarzy do przełamywania sztywnych nawyków pisarskich to wysiłek, który kiedyś może zaowocować. Choć nie musi.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Pewnie wiele więcej, niż napisałeś w liście pożegnalnym o swoim odejściu nie będziesz chciał powiedzieć, za to może zdradzisz więcej szczegółów o zapowiedzianym projekcie we współpracy z Konradem Walewskim? Jak to ma wyglądać w praktyce? Będziecie publikować utwory zagranicznych autorów i komentować je? Czy może inaczej będzie to wyglądać?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>PM:</strong> Moje odejście było nieuniknione. Prezes wydawnictwa coraz częściej dawał mi do zrozumienia, że nie rozumie pisma, które robię i nie podoba mu się obrany przez redakcję kierunek na magazyn literacko-kulturoznawczy skupiony na fantastyce i jej obrzeżach. W związku z tym kilka tygodniu temu posadził mi w redakcji nowego człowieka, niejakiego Adriana Markowskiego – dziennikarza, który kiedyś pracował w branży IT, ale na kulturze i fantastyce nie zna się wcale. Dostał on funkcję nowego wydawcy pisma, czyli w praktyce momentalnie straciłem władzę. Miał on pomóc nam odświeżyć formułę „NF”, zainspirować zmiany, które mają doprowadzić do poprawy sprzedaży. W praktyce jednak jego pomysły sprowadzają się do powiększenia czcionki, dodania więcej zdjęć, obrazków i kolorów, zwiększenia ilości recenzji, ale kosztem ich objętości. Moim zdaniem wszystko to prowadzi do stworzenia pisma literackiego dla tych, którzy nie przepadają za czytaniem. Wiedziałem, że ja tego swoim nazwiskiem nie podpiszę i za niedługo będziemy się musieli rozstać. Powoli szykowałem się do ewakuacji.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">W tym samym czasie porozmawiałem z Konradem Walewskim i informacja o moim rychłym odejściu z „NF” podziała jak katalizator, który uruchomił projekt, z którym Konrad nosił się od dawna. Od słowa do słowa zdecydowaliśmy się połączyć siły. Wspólnie robimy polską edycję „F&amp;SF”. Strona pisma rusza w połowie grudnia. Będzie to kwartalnik i pierwszy numer powinien się znaleźć w sprzedaży w pod koniec stycznia, albo na początku lutego 2010 roku. Spodziewajcie się świetnych opowiadań i noweli oraz długich recenzji i soczystych felietonów. Spodziewajcie się również, że nie będzie żadnych zdjęć i prawie żadnych obrazków. Wierzymy, że znajdziemy w tym kraju kilka tysięcy czytelników zainteresowanych pismem literackim poświęconym fantastyce. Czytelników głodnych dobrej prozy fantastycznej i tej z pogranicza gatunków. Nie jesteśmy sami. Członkiem redakcji został również Michał Cetnarowski, którego wiedzę bardzo cenię, a wydawniczo najprawdopodobniej będą nas wspierać Kasia i Rafał Kosik. Jestem bardzo podekscytowany tym projektem, bo jest szansa zrobić coś satysfakcjonującego, niezwykłego i na bardzo wysokim poziomie. W końcu stoi za nami sześćdziesiąt lat tradycji F&amp;SF. Jest na co czekać. Każdy numer powinien być wydarzeniem.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A kiedy wiele rzeczy w F&amp;SF było już dopiętych prezes Prószyńskiego wezwał mnie na rozmowę i jakież było jego zdziwienie, kiedy przyznałem mu rację i powiedziałem: „Też uważam, że powinniśmy się rozstać, bo po pierwsze pisma zmienionego pod dyktando Adriana nie podpiszę swoim nazwiskiem, a po drugie wkrótce ruszam z innym, konkurencyjnym projektem… Cóż, trzeba wiedzieć, kiedy i jak odejść.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale coś się kończy, coś się zaczyna.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Koniec części pierwszej…</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Wywiad przeprowadził: <a href="mailto:najdalukasz@gmail.com">Łukasz &#8222;Maeg&#8221; Najda</a></span></p>


<p>Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad'>Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Zoran Krušvar &#8211; wywiad'>Zoran Krušvar &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Rafał W. Orkan &#8211; wywiad'>Rafał W. Orkan &#8211; wywiad</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zoran Krušvar &#8211; wywiad</title>
		<link>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/</link>
		<comments>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Oct 2009 21:39:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Metzli</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Runa]]></category>
		<category><![CDATA[Wykonawcy bożego zamysłu]]></category>
		<category><![CDATA[Zoran Krusvar]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/?p=1267</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy do lektury wywiadu z Zoranem Krušvarem, autorem książki &#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221;, która ukazała się w Polsce 30 września nakładem wydawnictwa Runa.  Z wykształcenia pyscholog,  obecnie pracuje jako pisarz, dziennikarz oraz menedżer projektów kulturalnych. Czterokrotny laureat chorwackiej nagrody z dziedziny fantastyki, &#8222;Sfera&#8221;. W Chorwacji &#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221; zostali przyjęci bardzo entuzjastycznie, a wokół książki zdążył [...]


Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/09/30/wykonawcy-bozego-zamyslu-zoran-krusvar/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221; &#8211; Zoran Krušvar'>&#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221; &#8211; Zoran Krušvar</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad'>Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1'>Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1268" title="zoran" src="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/wp-content/uploads/2009/10/zoran.JPG" alt="zoran" width="200" height="267" /></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><em>Zapraszamy do lektury wywiadu z </em><a href="http://baza.fantasta.pl/autor.php?id=3144"><em>Zoranem Krušvarem</em></a><em>, autorem książki </em><a href="http://baza.fantasta.pl/ksiazka.php?id=7029"><em>&#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221;</em></a><em>, która ukazała się w Polsce 30 września nakładem wydawnictwa Runa.  Z wykształcenia pyscholog,  obecnie pracuje jako pisarz, dziennikarz oraz menedżer projektów kulturalnych</em></span><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><em>. Czterokrotny laureat chorwackiej nagrody z dziedziny fantastyki, &#8222;Sfera&#8221;. </em></span><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><em>W Chorwacji &#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221; zostali przyjęci bardzo entuzjastycznie, a wokół książki zdążył wyrosnąć spory ruch fanowski.</em></span><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><em> Autor prowadzi bloga w języku angielskim, który jest tłumaczony na polski.</em></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/wywiady/zoran-krusvar-interview/">English version</a></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Zaginiona Biblioteka:</strong> <strong>„Wykonawcy Bożego Zamysłu” nie są twoją pierwszą książką, która miała premierę w Polsce. Dla mnie osobiście, fakt ten był sporym zaskoczeniem. Z pewnością sposób jej wydania jest dla ciebie o wiele bardziej satysfakcjonujący niż to miało miejsce za pierwszym razem, mam rację?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Zoran Krušvar:</strong> Tak jak powiedziałaś. „Wykonawcy” są moją drugą książką w Polsce. Pierwsza została wypuszczona w ograniczonej edycji i praktycznie bez żadnych dodatkowych działań. Cała promocja dla tej książki była wykonana przez jedną osobę, moją tłumaczkę, Agnieszkę Żuchowską-Arent. Włożyła w to wiele wysiłku, ale niestety niewiele możesz zrobić jeśli nie masz najlepszego wydawcy. Książka nie miała przyzwoitej dystrybucji, żadnego wsparcia medialnego i, mówiąc szczerze, nakład 500 sztuk w kraju, gdzie żyje 38 milionów ludzi, musi przejść niezauważony, to czysta matematyka. Ale ostatnio z przyjemnością dowiedziałam się, że &#8222;Najlepszego na świecie&#8221; mozna przynajmniej znaleźć w niektórych bibliotekach w Polsce.</span></p>
<p><span id="more-1267"></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Na szczęście „Wykonawcy Bożego Zamysłu” zostali wydani przez Runę, i jak dotąd, ich działania są powyżej wszelkich oczekiwań. Bardzo profesjonalni, wiedzą co chcą osiągnąć i bardzo ciężko na to pracują. Byłoby niedopowiedzeniem, gdybym nie zaznaczył, że jestem bardzo zadowolony ze sposobu w jaki sposób ta książka została wydana. Mam nadzieję, że będę kontynuował współpracę z tym wydawnictwem w przyszłości.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Wyrażając swoje obawy co do odbioru książki napisałeś: „To inny kraj; może ludzie mają inne gusta czytelnicze. Może są przyzwyczajeni do amerykańskich i polskich pisarzy, a ja wydam się im dziwaczny.” Czy w takim razie w swojej książce zawarłeś elementy, które mogą być niezrozumiałe dla polskiego czytelnika, a specyficzne dla twojego kraju?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> To bardzo ciekawe pytanie i myślę, że tylko czytelnicy będą mogli na nie w pełni odpowiedzieć. Fabuła książki powinna być zrozumiała dla każdego, ale akcja toczy się przede wszystkim w Chorwacji, zgaduję, że mogą tam być pewne niezrozumiałe elementy, nie są one jednak tak istotne dla całej historii. Na przykład: w części książki, która mówi o alternatywnych czasach (lub niedalekiej przyszłości), wspomniana jest wojna pomiędzy Chorwacją a Słowenią. Znajomość aktualnej sytuacji politycznej i spór jaki toczą teraz Chorwacja i Słowenia będzie z pewnością pomocna, żeby lepiej zrozumieć te szczegóły. Nie jest to jednak najważniejsze w głównym wątku fabularnym, ale fakt, że wojna ze Słowenią została wspomniana wzbudziła zainteresowanie w Chorwacji i pewnie nie będzie miało siły takiego oddziaływania w Polsce. W książce znalazł się również wątek, który może przypomnieć czytelnikom historię Chorwacji podczas II wojny światowej, ale nie jestem do końca pewien czy nawet chorwaccy czytelnicy zdołali go dostrzec.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> Z<strong>apewne wielu czytelników będzie się zastanawiało na ile twoją twórczość można uznać za reprezentatywną dla całej chorwackiej fantastyki. Pokusisz się o próbę odpowiedzi na to pytanie?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Żeby dać możliwie najlepszą odpowiedź na to pytanie, muszę powtórzyć historię chorwackiej fantastyki i opisać obecną jej scenę. I może to przybrać postać osobnego artykułu na ten temat. W Chorwacji nie mamy zbyt wiele powieści z zakresu fantastyki. W zależności od tego jak określamy granicę tego gatunku, możemy w sumie zliczyć od tuzina do dwudziestu takich powieści. Problemem jest, ograniczony rynek, a także fakt, że więksi i silniejsi wydawcy nie są zbytnio zainteresowani publikowaniem fantastyki. Więc książki ukazują się własnym nakładem lub przez małe wydawnictwa, które nie mogę pozwolić sobie na dobre strategie marketingowe i wydawanie wielu tytułów. I to właśnie jest jedna z głównych przyczyn dlaczego mamy sporo dobrych lub przyzwoitych autorów, którzy zajmują się pisaniem krótkich form literackich. Widzisz, dwa nasze największe konwenty SF, Sferakon i Istrakon, co roku publikują antologie i pisarze mają poczucie, że uczestnictwo w tym konkursie jest dla nich bardzo dobre – ponieważ te książki zostaną na pewno wydane. A jeśli napiszą powieść&#8230;. cóż, nawet najlepsza z nich może czekać na publikację przez lata albo nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Zatem zostają przy krótkich opowiadaniach. Mamy także magazyn &#8222;Ubiq&#8221; i parę fanzinów, które także publikują na swoich łamach takie opowiadania. Z drugiej strony, kiedy przypadkowy wydawca zainteresuje się powieściami z dziedziny fantastyki, nie może znaleźć żadnej ponieważ wszyscy autorzy są zajęci pisaniem krótszych form.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Spośród tej niewielkiej liczby powieści, które się ukazują, można wymienić książki Vanji Spirina, który pisze bardzo ciekawą, humorystyczną fantastykę (jak Asprin), mamy Milenę Benini (nie wiem dokładnie z kim powinienem ją porównać, pierwsze nazwisko, które przyszło mi na myśl to Ursula Le Guin, ale pewnie przez to, że obie autorki są dobre zarówno w fantasy, jak i science fiction) i jeśli książki o wampirach w stylu Anny Rice potraktujesz jako fantastykę, mamy także Viktorię Faust. Możemy wymienić także książki dla dzieci Darco Macana, przypominają „Buffy – postrach wampirów”, tylko że z uczniami szkoły podstawowej jako bohaterami, bez wampirów, z o wiele większym poczuciem humoru. Poza autorami, których wymieniłem, mamy też dużą liczbę takich, których dzieła nigdy nie powinny zostać napisane, a tym bardziej wydane. Wiele z tych książek, których autorów nie będę wymieniał z nazwiska, są pod wpływem Tolkiena i gier RPG. Porównując moją twórczość z innymi pisarzami, powinienem podzielić ją na dwie kategorie: humorystyczne i „poważne”. Jeśli musiałabym coś powiedzieć o pierwszej, myślę, że mam zwyczaj używania otaczającego nas świata i sytuacji, które mają w nim miejsce, jak również codziennej polityki jako inspirację częściej niż większość chorwackich autorów. A jeśli mowa o drugiej kategorii&#8230; Mam skłonność do przedstawiania przemocy i nieprzyjemnych elementów bez oporów. Sądzę także, że moi bohaterowie są bardziej niezrównoważeni niż inni w podobnych powieściach chorwackiej fantastyki. Myślę, że to z powodu tego, że jestem psychologiem, ale inny mogliby powiedzieć, że to dlatego, że jestem chorym draniem. Więc, nie chciałabym tak naprawdę powiedzieć, że moja praca przedstawia typowy obraz chorwackiej fantastyki, ale jestem jednym z autorów, którzy preferują, aby Chorwację używać w roli tła dla historii i możemy powiedzieć, że to jest jeden powszechny element łączący pewną liczbą chorwackich autorów. To reprezentuję.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Czy w takim razie nie wykluczasz sytuacji, że w Polsce ukaże się twoja kolejna książka? Lub jeśli „Wykonawcy Bożego Zamysłu” odniosą sukces, masz w planach wizytę w naszym kraju?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Oczywiście nie wykluczam sytuacji, kiedy moja następna książka zostanie opublikowana w Polsce. Tak naprawdę, moja kolejna książka jest tłumaczona teraz na polski, ale ponieważ jest to książka dla dzieci nie spodziewam się, żeby Runa była zainteresowana jej wydaniem. Więc przypuszczam, że będę musiał jednak współpracować z jakimś innym wydawcą. Ale zamierzam pisać dalej, a Runa będzie moim pierwszym wyborem jeśli zdecyduję się publikować u was. I oczywiście bardzo chciałbym odwiedzić Polskę, ale widzę, że macie dobrych autorów, a to oznacza ciężką rywalizację. I tak naprawdę nie wiem czy moje książki osiągną taki sukces, żeby mój wydawca chciał ściągnąć mnie do Polski. Jak powiedziałem, bardzo chciałbym, ale może czytelnicy będą chcieli gościć u siebie innych autorów.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Wymyślając istniejący na kartach powieści zakon Wykonawców Bożego Zamysłu wzorowałeś się na jakimś współczesnym przykładzie lub historycznym?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Nie, w ogóle. Oczywiście są tam pewne odległe podobieństwa do inkwizycji , ale prawdziwa inspiracja pochodzi od czterech ewangelistów, ponieważ twierdzi się powszechnie, że pisali oni pod wpływem natchnienia od Ducha Świętego. Więc pomyślałem: „Co jeśli byłaby inna, bardziej militarna grupa religijnych ludzi, która twierdziłaby, że ma przesłanie bezpośrednio od Ducha Świętego lub Boga? Co jeśli ci ludzie mieliby wyłączność na robienie czego tylko by chcieli, ponieważ ich działania byłyby manifestacją woli boskiej?” To był pierwszy pomysł i z czasem przekształciło się w&#8230; cóż, w tą książkę.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>W swojej książce przedstawiasz wizję wampiryzmu, którego korzenie leżą w starożytnej Histrii. Skąd pomysł na właśnie takie umiejscowienie?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Cóż, mieszkam w Rijece i to jest bardzo blisko regionu Istrii. Patrząc geograficznie w pół godziny można dojść spod mojego domu do granicy półwyspu istryjskiego. Także, moja babcia i dziadek, obydwoje stamtąd pochodzą i jest tam również miejscowość &#8222;Krušvari&#8221;. Czuję się więc związany z tym regionem i od czasu do czasu używam go jako scenerii dla moich historii. Krąży tam legenda o Jure Grando, który (według  Wikipedii) był pierwszym klasycznym wampirem zapisanym z nazwiska w dokumentach. Był istryjskim chłopem, który żył w Kringa, małym miejscu wewnątrz półwyspu Istrii. Umarł w 1656 i powrócił jako wampir. Odważna grupa chłopów, poprowadzona przez lokalnego księdza, wykopała go z jego grobu i pozbawiła głowy w 1672. Istryjski dziennikarz i bardzo ważna osoba dla chorwackiej SF, Davor Šišović, wyjaśnił jak historia Jure’a Grando została przedstawiona Lordowi Byronowi i zainspirowała go do napisania „The Vampyre” – powieści, którą porzucił  i pozwolił, żeby jego przyjaciel, Polidori, zakończył ją i opublikował pod własnym nazwiskiem. To była pierwsza powieść o wampirach, późniejsza, „Drakula”, była w dużym stopniu nią inspirowana. Więc, ta teoria tłumaczy, dlaczego współczesne historie o wampirach mają swoje korzenie w Istrii. Legenda o Jure Grando nie była powszechnie znana, aż do momentu kiedy pięć lat temu,  Davor Šišović zaczął promować tę legendę jako dziedzictwo Chorwacji. Tak naprawdę nie chciałem pisać o Jure Grando, ponieważ inni autorzy zrobili to wcześniej parę lat temu, ale wybór Istrii jako miejsca dla narodzin wampiryzmu wydaje mi się najbardziej logiczny. To magiczne miejsce, z wieloma mistycznymi szczegółami.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Odchodzisz również od kreowanej ostatnio wizji wampira, który bardziej przypomina kandydata na modela niż krwiożercze monstrum, głównie za sprawą prozy Meyer. Wracając do archetypu wampira chciałeś odświeżyć w ten sposób jego obraz?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Cóż, naprawdę lubię wampiry. Zawsze lubiłem. Były moimi ulubionymi potworami, kiedy byłem dzieciakiem. I w pewien sposób rani mnie, kiedy widzę co ludzie, tacy jak Anna Rice czy Stephanie Meyer, z nich zrobili. Nie mogę wystraszyć się „wampira”, który wygląda jakby był żywcem wyciągnięty z jakiegoś boys bandu. I najbardziej przerażającą rzeczą w wampirach powinien być fakt, że możesz stać się jednym z nich. Więc jeśli masz wampiry, które są ładne, trendy, mądre, silne, kochające, z bardzo wysokim poczuciem moralności&#8230; co jest strasznego w przekształceniu się w jednego z nich? Ten nowy rodzaj wampirów po prostu nie może dobrze działać. Dodatkowo sprawiają, że chce mi się rzygać. Więc, tak. Chciałbym wrócić do „starszych” wampirów, tych którzy ludzie rzeczywiście mogą się bać.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>W swojej książce zawarłeś pewne elementy antyklerykalizmu, chociaż dla mnie jest on bardzo umiarkowany – nie deprecjonujesz na przykład wiary zwykłych ludzi. Skąd pomysł na umieszczenie takiego elementu w książce, a może efekt twoich własnych poglądów?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Nie jestem aż tak dobrze poinformowany jeśli chodzi o sytuację w Polsce. Powiedziano mi, że to bardzo katolicki kraj, ale tak samo jest z Chorwacja. Według statystyk mamy od 80% do 85% katolików. Ale widzisz, mieliśmy niedawno wojnę i była to wojna przeciwko rebeliantom Serbii, którzy byli ortodyksyjnymi chrześcijanami, i była to także wojna z byłą jugosławiańską armią, a dawna Jugosławia była socjalistycznym, ateistycznym państwem. Więc określenie się jako katolika jest sposobem na odróżnienie od ortodyksyjnego i ateistycznego wroga. Dlatego mamy w Chorwacji 85% katolików, ale jeszcze do niedawna jeden z najbardziej popularnych piosenkarzy w Chorwacji miał w swoim repertuarze utwór gloryfikujący nazistowskie obozy koncentracyjne podczas II wojny światowej. Jestem ateistą, ale czytałem Biblię i nie brzmi to dla mnie za bardzo w duchu chrześcijańskim. Fakt, że Chorwacja jest „katolickim” krajem niekoniecznie oznacza, że ludzie naprawdę zasłużyli, żeby nazywać ich katolikami. Analogicznie, mamy tu McDonald po to, żeby sprzedawał nam fast foody. Nie oczekujesz, żeby byli moralnie poprawni, są tu tylko, po to, żeby wciskać ci niezdrową żywność. Ale kościół jest tutaj rzekomo po to, żeby prowadzić ludzi, żeby  żyli w zgodzie z moralnością, dobrzy dla siebie nawzajem, pozostali pokornymi, skromnymi i przyzwoitymi. I żeby to robić, Kościół powinien być przykładem. Ale zamiast tego, nasz katolicki kościół bardziej zainteresowany jest luksusem, pieniędzmi i politycznym wpływem. Teraz, jeśli byliby tu po to żeby sprzedawać nam fast foody – nie obchodziłoby mnie to. Ale jeśli są tu po to, żeby uczyć nas skromności, a sami jeżdżą nowymi samochodami, zapełniają swoje kościoły złotem, mają drogie komórki, jeżdżą na wycieczki za granicę – a wszystko to płacone jest pieniędzmi z naszych podatków – wtedy chciałbym powiedzieć, że jest coś nie tak z ich sposobem życia.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Kiedy mówisz o sytuacji chorwackiej fantastyki, przypomina mi się dyskusja, która kilka miesięcy temu miała u nas miejsce. Słabą kondycję fantastyki tłumaczono faktem istnienia słabych ich recenzji. Na ile taki pogląd wydaje się dla ciebie uzasadniony a może jest do przełożenia na sytuację w Chorwacji?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Książki fantastyczne w Chorwacji nie mają złych recenzji. One w ogóle nie mają żadnych recenzji, to jest właśnie problem. Mamy tylko dwa przypadki, kiedy bardzo, bardzo słabe książki fantasy mają bardzo dobre recenzje i nagłośnienie w mediach. W pierwszym przypadku, pisarz jest profesorem uniwersyteckim i wykorzystywał swoje znajomości, żeby dostać się do prasy, a w drugim, wokół ksiażki wywołano sztuczny szum sprzedając prasie najbardziej niewiarygodne historie na jej temat; o George’u Lucasie, który byłby zainteresowany sfilmowaniem książki (a książka ta nie ukazała się nigdzie poza Chorwacją), o wielkiej orkiestrze robiącej soundtrack dla książki, o pewnym europejskim studiu robiącym kreskówki&#8230; I media rzeczywiście wierzą w te wszystkie bzdury i publikują je. Te dwa przypadki naprawdę robią krzywdę chorwackiej fantastyce, ponieważ czytelnicy, którzy są sceptycznie nastawieni jeśli chodzi o jakość książek chorwackiej produkcji, mają teraz na to dowód. A naprawdę dobre książki prawie nigdy nie będą w ogóle wspomagane przez prasę. Owszem „Wykonawcy” dostali wsparcie, ale mieliśmy zrobiony soundtrack, film i fanów, którzy zrobili krótką sztukę, żeby nadać sprawie rozgłos. To nie jest zbyt wiele, ale o wiele więcej niż ma większość autorów i w końcowym efekcie przyniosło jakieś rezultaty.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Do &#8222;Wykonawców Bożego Zamysłu&#8221; została zastosowana duża akcja promocyjna, większość to twój własny pomysł czy działanie wydawnictwa Runa?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Naprawdę? Cóż, byłem bardzo pod wrażeniem polskiego profesjonalizmu, ponieważ sądziłem, że to jest sposób w jaki zwykle pracujecie! Myślałem, że to zwykła procedura, a nie żadna wielka akcja! Widzisz, właśnie zburzyłaś moją ładną iluzję. Poinformowałem Runę jakie działania mamy w Chorwacji i pokazałem materiały jakie miałem. Wybrali co chcą użyć, a poza tym sami mieli świetne pomysły, które bardzo mi się spodobały. Bardzo polubiłem pracę z nimi. Powiem więc, że była to praca zespołowa, ale faktycznie oni wykonali jej największy kawałek.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Zacząłeś na przykład prowadzić bloga, to dobry sposób na kontakt z czytelnikami? Planujesz to kontynuować w przyszłości?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Blog był pomysłem Runy. Nigdy nie prowadziłem wcześniej bloga i byłem nawet zaangażowany w pewną internetową wojenkę w Chorwacji, twierdząc, że nie ma czegoś takiego jak „literatura blogowa” (dlatego, że nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy historiami publikowanymi na blogu a tymi, które zawarte są w książkach), więc ludzie którzy o tym wiedzą będą raczej rozbawieni faktem, że zostałem blogerem. Teraz jeszcze nie wiem jaki efekt przynosi ten blog, oprócz bycia narzędziem propagandy. Pokazuje mi statystyki odwiedzin i widzę, że one są całkiem dobre. A osoby, które zostawiają mi komentarze, piszą, że na pewno kupią moją książkę, i są tam też osoby, które przeczytały moją ostatnią powieść (tą o której byłem pewny, że nigdy nie zostanie przeczytana) i najwidoczniej polubiły, więc zgaduję, że odniosło to jakiś efekt. Ale myślę, że byłbym prawdziwe usatysfakcjonowany w momencie, kiedy czytelnicy zaczęliby pisać komentarze odnoszące się do książki. To jest to, co interesuje mnie najbardziej. Jak dotąd blog jest dla mnie jak nowa zabawka. Na pewno będę kontynuował pisanie przez jakiś czas&#8230; przynajmniej do czasu, gdy mnie to znudzi.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Spytam o twój proces tworzenia, jakim typem autora jesteś? Masz twardy rygor pracy, po kolei tworzysz sceny i bohaterów czy raczej twoja praca jest bardziej niezorganizowana?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Nie mam twardego rygoru pracy, to na pewno. Moja praca jest najczęściej prostą linią od początku aż do samego zakończenia. Po napisaniu paru stron, wracam do nich, nanoszę poprawki i zmieniam. Robię tak parę razy podczas pisania i parę razy kiedy powieść jest już skończona. Tylko ostatnio zacząłem eksperymentować z posiadaniem streszczenia przed napisaniem czegokolwiek. Nie jestem jeszcze do końca pewien, czy to lepsza, czy gorsza droga. Ale teraz, kiedy myślę o rzeczach, które zamierzam napisać w przyszłości, powiedziałbym, że często zaczynam przede wszystkim od pomysłu na bohaterów. Czasami postacie same potrafią napisać o sobie historię.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Pracujesz teraz nad jakąś nową książką, jakie masz najbliższe plany?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Ugh&#8230; mam coś jak pięć nieopublikowanych książek w różnym stanie realizacji. Dwie z nich są właśnie pisane i czekają na wydawcę i korektę, dwie inne są w formie streszczenia a niektóre z nich to pojedyncze ustępy tekstu(obie to powieści), a jedna jest tylko w formie pomysłu, który się rozwija – ale ma już wydawcę. Spodziewam się że dwie lub trzy z tych książek zostaną wydane w Chorwacji w następnym roku, ale ta sprawa zależy w dużym stopniu od kalkulacji ekonomicznych. Jest też wstępne zainteresowanie francuskiego wydawcy „Wykonawcami” i możliwość opublikowania mojej książki dla dzieci &#8222;The Beasts of Plush&#8221; w Polsce.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Entuzjastyczne przyjęcie książki w Chorwacji, wydanie jej w Polsce, teraz jak mówisz we Francji, to całkiem spory sukces. Na pewno niejeden autor mógłby pozazdrościć ci takiej sytuacji, zaskoczyła cię taka reakcja czy może po cichu liczyłeś na to?</strong></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZK:</strong> Przyjęcie w Chorwacji było dobre, szczególnie porównując z przyjęciem innych chorwackich książek fantasty/SF, i to mnie bardzo cieszy. Być wydanym w Polsce to dla mnie przede wszystkim zaszczyt. Widzę, że to jest dodatkowe docenienie mojego wysiłku i napełnia mnie to dumą. Ale czytelnicy nie mieli jeszcze ostatniego słowa i mam nadzieję, że „Wykonawcy Bożego Zamysłu” spełnią ich oczekiwania. Jak na razie, wydanie we Francji to tylko możliwość, nic nie zostało podpisane, ani nawet jeszcze zatwierdzone, więc nie chciałbym mówić o tym jak o zawartej już umowie. Ale mam nadzieję, że tak będzie. Mam wiele innych nadziei i marzeń, i zdaję sobie sprawę, że wiele z nich nigdy się nie spełni, ale od czasu do czasu z niektórymi tak się dzieje i to sprawia, że wysiłek się opłaca.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Wywiad przeprowadziła: <a href="mailto:maria.roszkowska@gmail.com">Maria &#8222;Metzli&#8221; Roszkowska</a></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Korekta językowa: <a href="mailto:pientka_rulez@yahoo.pl">Justyna &#8222;BitterSweet&#8221; Pięta</a></span></p>


<p>Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/09/30/wykonawcy-bozego-zamyslu-zoran-krusvar/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221; &#8211; Zoran Krušvar'>&#8222;Wykonawcy Bożego Zamysłu&#8221; &#8211; Zoran Krušvar</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad'>Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1'>Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krzysztof Piskorski &#8211; wywiad</title>
		<link>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/</link>
		<comments>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 May 2009 21:16:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Metzli</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Piskorski]]></category>
		<category><![CDATA[Opowieść piasków]]></category>
		<category><![CDATA[Runa]]></category>
		<category><![CDATA[Zadra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/?p=739</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy, do drugiego już, wywiadu przeprowadzonego przez Zaginioną Bibliotekę. Tym razem w ogień pytań trafił Krzysztof Piskorski, autor m.in. &#8222;Zadry&#8221;, &#8222;Opowieści piasków&#8221;, &#8222;Pocztu dziwów miejskich&#8221;. Zaginiona Biblioteka: Na początku chciałam pogratulować Ci nominacji do nagrody im. Żuławskiego. To już kolejne w tym roku wyróżnienie dla „Zadry”. Liczyłeś po cichu na taki sukces? Krzysztof Piskorski: Dziękuję. [...]


Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Zoran Krušvar &#8211; wywiad'>Zoran Krušvar &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Rafał W. Orkan &#8211; wywiad'>Rafał W. Orkan &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1'>Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-741" title="kp2" src="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/wp-content/uploads/2009/05/kp2.jpg" alt="kp2" width="333" height="250" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Zapraszamy, do drugiego już, wywiadu przeprowadzonego przez Zaginioną Bibliotekę. Tym razem w ogień pytań trafił <a href="http://baza.fantasta.pl/autor.php?id=1560">Krzysztof Piskorski</a>, autor m.in. <a href="http://baza.fantasta.pl/ksiazka.php?id=5916">&#8222;Zadry&#8221;</a>, <a href="http://baza.fantasta.pl/cykl.php?id=374">&#8222;Opowieści piasków&#8221;</a>, <a href="http://baza.fantasta.pl/ksiazka.php?id=5442">&#8222;Pocztu dziwów miejskich&#8221;</a>.<br />
</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Zaginiona Biblioteka: Na początku chciałam pogratulować Ci nominacji do nagrody im. Żuławskiego. To już kolejne w tym roku wyróżnienie dla „Zadry”. Liczyłeś po cichu na taki sukces?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Krzysztof Piskorski:</strong> Dziękuję. Wiesz, książki z reguły pisze się z takim założeniem, żeby były dobre. Mało znam autorów, którzy, wypuszczając nowy tekst, nie wiążą z nim jakichś nadziei. A do „Zadry” dużo się przygotowywałem, potem bardzo długo pracowałem, wypuściłem ją z rąk dopiero, kiedy uznałem, że jest dobra, moim zdaniem lepsza od większości tego co się ukazuje. Oczywiście autor przeważnie się myli w takich sprawach, obiektywnie książkę widzą dopiero czytelnicy i recenzenci. Dlatego cieszę się, że tak wielu podzieliło moje zdanie o „Zadrze” – i tyle. </span></p>
<p><span id="more-739"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Podobnie było z nagrodą ESFS Encouragement Award, która została ci przyznana na Euroconie? Któraś z tych nagród jest dla ciebie najbardziej istotna, włączając w to również zestawienia Esensji i Katedry?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Wszystkie są bardzo istotne, bo pozwalają mi ocenić czy idę w dobrym kierunku, no i motywują do dalszej pracy, co jest szczególnie ważne, jeśli pisanie nie jest głównym zajęciem i każda chwila spędzona przy klawiaturze jest ciężko wywalczona. Po pewnym czasie nawet najwięksi twardziele się poddają, a ja miałem za sobą już cztery książki i – jak dotąd – żadnego większego sukcesu. Dzięki recepcji „Zadry” dostałem kopa na następnych parę powieści.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A jeśli pytasz, która jest dla mnie osobiście najważniejsza, to chyba nominacja do nagrody Jerzego Żuławskiego. Plebiscyty internetowe, nawet dobre, zawsze są w pewnym sensie miarą tego, ile klubów, for i grup dyskusyjno-towarzyskich popiera danego autora. Tymczasem na nominacje do Żuławskiego głosowali indywidualnie doświadczeni fani fantastyki, i dla nich „Zadra” była jedną z najlepszych polskich książek roku. To dla mnie bardzo budujące.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Świat w którym osadziłeś „Zadrę” to był najpierw pomysł tylko na jedno opowiadanie, opublikowane w „Księdze Smoków”, czy może od początku planowałeś napisać powieść?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP: </strong>Od początku planowałem przynajmniej kilka opowiadań i przynajmniej jedną powieść. W zasadzie to pomysł na świat, rekwizytorium i ogólny klimat był najpierw – konkretne fabuły potem. Chciałem zacząć od opowiadania i zobaczyć, jak to wszystko razem działa. Napisałem więc tekst, który poszedł do „Księgi smoków”. Nie byłem do końca zadowolony, czułem że czegoś brakowało, potrzebowałem czegoś głębszego, bardziej realistycznego niż zwykłe mieszanie epoki napoleońskiej ze światami fantasy. Przemyślałem parę spraw i napisałem drugie opowiadanie, czyli „Złamanych”, którzy ukazali się w „Księdze strachu”. Tu trafiłem w dziesiątkę, bardzo podobało się i mnie i czytelnikom. Wiedząc w jaką stronę chcę iść, zabrałem się za pracę nad „Zadrą”. Nawet bohatera postanowiłem zostawić tego samego, a główny wątek „Złamanych” wpleść jako jeden z wątków pobocznych w powieść. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Czytając blurba „Zadry” można było odnieść wrażenie, że zainspirowała Ciebie w pewnym stopniu twórczość Iana MacLeoda. Znałeś wcześniej „Wieki światła”, czy może pomysł na twoje uniwersum pojawił się u Ciebie zupełnie niezależnie?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP: </strong>O inspirację byłoby ciężko bo – ze wstydem przyznaję – MacLeoda jeszcze nie czytałem. Dopiero kiedy ludzie zaczęli na sieci porównywać obie książki, przekartkowałem „Wieki Światła”. Trafiły na listę do przeczytania, ale lista ta jest bardzo długa, a pierwsze miejsce zawsze zajmują na niej źródła do tego, co akurat mam „na warsztacie”, więc nie wiem nawet, kiedy zapoznam się bliżej z tym autorem. Ale z tego co widziałem, podobieństw wielu nie ma, niektórym po prostu kojarzy się samo rekwizytorium, a konkretnie słowo „ether”. Ale to nie ten okres historyczny, nie ten styl, a przede wszystkim, zupełnie inny gatunek powieści.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale prościej i ciekawiej będzie, jeśli zamiast się migać, podam Ci kompletny wzór na „Zadrę” – listę jej części składowych. I wtedy będziesz mogła sama ocenić, co mogło być inspiracją, a co nie.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Fundament, albo raczej gleba, to powieści z okresu wojen napoleońskich, które uwielbiałem czytać. W liceum wielkie wrażenie zrobiły na mnie książki Łysiaka, lubiłem też czysto historyczne opracowania o epoce. Ogólnie do „gleby” zaliczyłbym całą literaturę historyczno-przygodową, z jaką miałem styczność, a było tego dużo. Ziarno to… gra. Konkretniej mało znany system bitewny Flintloque, z którym zetknąłem się dawno temu. System jak system, przeszedł bez echa, zniknął, zresztą pewnie wcale za dobry nie był, zapamiętałem z niego tylko okładki podręczników i ogólną ideę – fantasy napoleońskie. Czyli elfy w mundurach przypominających francuskie walczą z hordami ożywieńców oraz orkami w szkockich kiltach i czerwonych kurtach. Ot, taka nieco tandetna wizja, która miała jednak w sobie coś, co zostało mi w pamięci. Korzenie „Zadry” to fascynacja steampunkiem, rzeczami w stylu „Maszyny różnicowej”, „Ligi niezwykłych dżentelmenów” albo świetnej gry Arcanum. No i chęć napisania przybranego w fantastykę hołdu wobec przygodowych „cegieł” pisarzy takich jak Alexander Dumas, sir Walter Scott, Sienkiewicz oraz książek Verne’a. Dołóż parę albumów Running Wild, parę albumów Dream Theatre &#8211; masz już prawie wszystko.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Potem trochę innych drobiazgów, długi proces chemiczny, rozłożony na lata, i efekt możesz oglądać na półce w księgarniach. Jak widzisz, MacLeoda w równaniu nie było. Zresztą trudno żeby był, pierwszy raz wspominałem o napoleońskiej powieści zaraz po napisaniu „Wygnańca”, jakieś 1-2 lata przed pojawieniem się „Wieków” u nas.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">I pewnie dlatego osoby, które oczekują czegoś w stylu „Wieków światła”, bywają „Zadrą” rozczarowane. To nie jest New Weird pełną gębą, to nie próba robienia czegoś w stylu Jacka Dukaja, to literacki salut oddany popularnej literaturze dziewiętnastego wieku, okraszony odrobiną steampunku (ale nie za dużą – zbyt kochałem epokę napoleońską, żeby ją w poważny sposób zmieniać).</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">W sumie trochę mi szkoda, że użyłem słowa ether, nawet jeśli znaczy ono co innego u mnie niż u MacLeoda i nawet jeśli funkcjonowało w fantastyce i ezoteryce przed nim. Gdybym teraz pisał od nowa, zastąpiłbym ether np. esencją. Robię tak w wersji angielskiej, o czym będzie się można przekonać, jeśli zdołam ją ukończyć za życia i uda się ją wydać.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Widzę długą pracę z połączenia wielu części składowych, można pokusić się o stwierdzenie, że &#8222;Zadra&#8221; to w pewnym sensie książka twojego życia?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Jak dotąd każda książka była dla mnie w pewnym sensie książką życia, bo np. „Opowieść Piasków” wyrosła z mojej fascynacji kulturami wschodu oraz historią starożytną, nabytą podczas dwóch lat studiowania archeologii. Jak większość autorów mam szerokie zainteresowania, czytam po trochu o wszystkim, mam parę hobby. Z rzeczy dla mnie najważniejszych, nie zająłem się nigdy jeszcze swoją miłością do żeglarstwa, muzykowaniem, historią wielu różnych okresów oraz kultur, a więc „książek życia” mogę jeszcze napisać sporo.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Masz rację w tym sensie że „Zadra”, „Opowieść piasków”, „Poczet dziwów miejskich”  &#8211; to wszystko są moje rozliczenia z młodością. Ale zaczynam z tym powoli kończyć, niedługo będę musiał przerzucić się na pisanie bardziej świadome, koncepcyjne: nie to, co zrobiło na mnie kiedyś wrażenie, ale to, co jest najbardziej obiecujące artystycznie i co może zrobić największe wrażenie na czytelniku.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Masz już pomysł na nowe uniwersum, w którym osadzisz kolejną powieść?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Pewnie! Na nowe i parę następnych, dokładniej rzecz biorąc. Ale może ograniczę się do tego, co będzie po „Zadrze”, bo o tekstach, które planuję napisać, potrafię rozprawiać bardzo długo, a jak zabieram się do pracy i tak większość z tych rzeczy się zmienia. Tak więc: po „Zadrze” będzie „Krawędź czasu”, która wyjdzie nakładem Fabryki Słów jakoś tak pod koniec roku (jeśli uda mi się dotrzymać trzeciego z kolei terminu). A uniwersum jest nam bardzo bliskie, to koniec XIX wieku w Polsce. Czyli dalej eksploruję swoje steampunkowe fascynacje, ale tym razem w przeciwną stronę niż w „Zadrze”. W „Krawędzi” główną rolę gra ożenek żydowskiej kabały z precyzyjną mechaniką w scenografii „Ziemi obiecanej”, klimat jest mroczniejszy, sama historia bardziej kameralna. Do tego inspiracje „Golemem” Meyrinka, prozą Shulza oraz filmami Tima Burtona. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Całość wywodzi się ze scenariusza na konkurs, który dwa &#8211; trzy lata temu zorganizował Tomasz Bagiński i Platige Image. Wiesz, szukali pomysłów na pełnometrażową animację (ostatecznie żadnego nie wykorzystali), ja dostałem wyróżnienie, Tomek Bagiński chwalił mój scenariusz za bardzo fajnego bohatera, świat i skomplikowaną, odchodzącą od schematów fabułę. Ten pomysł długo mi nie dał spać, wiedziałem że muszę przerobić go na powieść. I to jest następna rzecz, która się ukaże pod moim nazwiskiem.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A potem? Dużo rzeczy, wszystkie raczej niekonwencjonalne. Nie zamierzam jednak nic zdradzać, bo przy moim tempie pracy jakiś autor mógłby napisać w tych klimatach cały cykl, nim ja dojdę do konkretnego etapu.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Jesteś stosunkowo młodym pisarzem, mimo to na swoim koncie masz już kilka książek. Czy wiek pisarza, według ciebie, ma znaczenie przy procesie twórczym, np. po 30-stce człowiek jest już bardziej dojrzały jako autor, ma większy bagaż doświadczeń życiowych, jest lepiej ukształtowany psychicznie czy te sprawy są bez znaczenia?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Oczywiście, że ma znaczenie! Na skutek naszej publicystyki fantastycznej zaczęło się jakiś czas temu dzielenie autorów na artystów i rzemieślników, coś tam się gada o rzekomym „przezroczystym” stylu, do którego dążą młodzi, konfrontując z tym prozę Szostaka czy Orbita. W tym wszystkim zapomina się o najważniejszym, starym jak świat podziale: na pisarzy zielonych i doświadczonych, uczniów i mistrzów.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Dwudziestoletni autor, który w swoim życiu przeczytał dwieście książek raczej nie będzie w stanie bawić się językiem i formą z taką lekkością, jak autor czterdziestoletni, który przeczytał książek tysiąc. Nie będzie też tworzył takich samych bohaterów, dialogów etc. I o tym często się u nas zapomina, zestawiając ze sobą stare wygi i dowolnego debiutanta Runy albo Fabryki. Potem ludzie próbują w dyskusjach wyznaczać jakieś fałszywe trendy, tłumaczą, że ci drudzy wychowali się na angielskich przekładach, więc pewnie tak chcą pisać i tak będą po wsze czasy. Ale to niepoważne! Niektóre rzeczy przychodzą z czasem, ja sam w okolicy „Wygnańca” śmiałem się z gadania o literackim stylu, tłumacząc, że przecież najważniejsza jest opowiadana historia, a język ma tylko nie przeszkadzać w jej poznawaniu. A tu proszę, po wstukaniu paru milionów znaków, odkryłem, że niektóre zdania już mi nie leżą, że nie jestem usatysfakcjonowany, kiedy patrzę na akapit, który dałoby się napisać lepiej. Tak samo jak czytelnikowi wyrabia się gust w miarę konsumpcji kolejnych powieści, tak samo ewoluuje gust autorski.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Może kiedyś ten proces dojrzewania piór był bardziej ukryty, bo z trudnością debiutu wiązało się to, że ludzie wiele lat pisali do szuflady, nim udało im się wydać pierwszą książkę. Teraz już tak nie ma, każdy może napisać powieść, i jeśli będzie to interesująca historia napisana poprawnym językiem, to ktoś ją wyda – czy to będzie Runa, Fabryka czy Supernowa. Owszem, niektórzy może zatrzymają się w rozwoju na prostych historiach i prostym języku. Ale inni się uczą, ewoluują.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Dlatego autorów, którzy wejdą do pierwszej ligi, albo wręcz zastąpią niektóre dawne gwiazdy, nie upatrywałbym w nieznanych, przyszłych debiutach, a w tych, którzy już tu są i odrabiają literacki staż. Amerykanie wierzą, trochę naiwnie, w zasadę dziesięciu tysięcy godzin. Krótko mówiąc chodzi o to, że aby być w czymś naprawdę świetnym profesjonalistą, trzeba poświęcić na doskonalenie się i ćwiczenia właśnie tyle – dziesięć tysięcy godzin, dwie-trzy godzinki codziennie przez dziesięć lat, albo osiem godzin codziennie przez jakieś cztery lata. I nie zawsze się to sprawdza, ale sprawdza się często, bo wielu sportowców, muzyków oraz artystów zaczęło odnosić poważne sukcesy w okolicy tego punktu. Oczywiście u nas częściej myśli się o sztuce w kategorii talentu, natchnienia, iskry bożej, etc. Czas i statystyka pokaże, kto ma rację, ale zachód, gdzie do pracy, ćwiczeń, doświadczenia przykłada się większą wagę, gdzie funkcjonują wyśmiewane u nasz szkółki „creative writing” oraz freelance editorzy, gotowi pracować długo z młodym pisarzem, na brak świetnych autorów nie narzeka.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Według Stephena Kinga dobra fantasy to taka, w której bohaterowie mieli moce, utracili je a teraz próbują je odzyskać; zaś zła jest wtedy, kiedy bohaterowie mają moc i nią wymachują. Jaki jest twój stosunek do konwencji, w której się obracasz w trakcie pisania: znając jej ograniczenia wolisz bawić się jej elementami, czy też chciałbyś raczej ją przedefiniować? Co byłoby dla ciebie trudniejsze? Jakiej granicy literackiej nie przekroczyłbyś?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP: </strong>Ale czym się różni przedefiniowanie konwencji od zabawy jej elementami? Każdego przedefiniowania dokonuje przecież zdolny autor, który elementy poprzestawia, pomiesza je i stworzy nową jakość. To właśnie staram się robić, znaleźć rzeczy, które razem dobrze działają, ale nie zostały jeszcze wyeksploatowane, np. steampunk i wojny napoleońskie.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A granica, której bym nie przekroczył? Firmowanie swoim nazwiskiem czegoś, co nie spełnia moich kryteriów, co mi osobiście się nie podoba, z czego nie jestem dumny. Natomiast pod pseudonimem, to zupełnie inna sprawa. Pod pseudonimem mogę Ci napisać wszystko, czemu nie, w końcu pisanie to po sześciu książkach w zasadzie mój fach. Jakieś zamówienia? </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Kto wie, może po tym wywiadzie, dostaniesz takie? Własne nazwisko traktujesz trochę jako markę o którą należy dbać. Czy w związku z tym, planujesz jakąś promocję swojej osoby w postaci takiej jaką uprawia np. Łukasz Śmigiel czy niedawno Rafał Dębski – chociażby przez zamieszczanie krótkich filmów na youtubie?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Wydaje mi się to całkiem niezłym pomysłem, nawet podjąłem z żoną skromną próbę &#8211; zrobiliśmy trailer „Zadry”, który wisi sobie na Youtube. Jak na pracę w 100% amatorską, wykonaną w jeden dzień za pomocą Windows Movie Maker, jest chyba niezły i – co ważniejsze – obejrzało go sporo ludzi.  Ale w innych krokach promocyjnych stoi mi na przeszkodzie brak czasu oraz fakt, że mieszkam za granicą, a w kraju bywam tylko jakieś trzy razy do roku. Na razie nie mogę nawet jeźdźić na konwenty i spotkania autorskie, więc o konkretnej promocji mogę zapomnieć. Myślałem o blogu albo własnej stronie, ale po prostu wiem, że nie miałbym ich czym wypełnić, a na dodatek miałbym poczucie zmarnowanego czasu, bo dużo bardziej wolę szlifować jakieś opowiadanie, niż opisywać książki, które ostatnio czytałem, albo dywagować o stanie polskiej fantastyki.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Czym twoja twórczość odróżnia się od setek innych tytułów walających się po księgarniach? Czym chciałbyś aby się odróżniała?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> To dla autora piekielnie trudne pytanie, bo chyba każdy w momencie, w którym wysyła powieść do wydawcy, jest przekonany, że to najlepsza rzecz na świecie, i że wyróżnia się na plus. Tak myślę, bo gdyby manuskrypt nie podobał mi się, po prostu przerabiałbym go do skutku. Ale spróbuję jakoś z tego pytania wybrnąć. Sądzę, że wyróżniają się złożonymi, wielowarstwowymi fabułami, dobrym poznaniem realiów, w których toczy się akcja oraz ciekawymi, nietypowymi settingami. Bo przecież wśród naszych fantastycznych powieści nie było orientalizujących cykli jak „Opowieść piasków” (fajnych książek Mortki i Dębskiego nie liczę, bo toczą się w naszej, historycznej rzeczywistości). Nie było też większych prób ufantastyczniania epoki napoleońskiej. Z tego co wiem, kabalistyczna inżynieria nadchodzącej „Krawędzi czasu” też jest w miarę świeża. O „Poczcie dziwów miejskich” nie mówię, bo to były głównie moje pierwsze teksty literackie, zanim poważnie zastanowiłem się nad tym, gdzie chcę iść z pisaniem i co robić.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A do czego dążę? Mniej więcej do tego, co robię teraz, tylko lepiej, mądrzej, bardziej stylowo. Po swoich tekstach oczekuję rysowanych z wielkim rozmachem światów, które nie wpisują się w typowe konwencje, bardzo skomplikowanych fabuł – pełnych zwrotów i rozwijających się w nieszablonowe sposoby. No i chcę uchwycić to coś, co czasem czuję przy świetnej książce czy filmie, to wrażenie imersji, kompletności dzieła, emocje, jakieś katharsis. Zacząłem też zauważać u siebie miłość do dobrej, ładnej frazy, więc chcę dawać czytelnikom prozę estetyczną, soczyście i elegancko napisaną. Zadra jest na tym polu pierwszym krokiem, „Krawędź Czasu” ma być następnym.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale to nie może być priorytet, podstawowym zadaniem pisarza jest dla mnie opowiadać dobre historie, takie, których nie uświadczysz w telewizji, popularnym kinie, większości gier komputerowych i innych mediach, które lubują się w smaku własnego ogona. Pewnie wielu by się z tym nie zgodziło, ale ja nie mogę znieść, kiedy czytam książkę, która pełna jest ekwilibrystycznych popisów stylistycznych, błyskotliwych dygresji autora, ale samo sedno, sama opowieść, która leży u podstaw, jest żałośnie prosta, albo wręcz jej nie ma. Dlatego pewnie niewiele mi się podoba ze współczesnej prozy polskiej, autorzy stali się zbyt autotematyczni, rozkochali się w takiej, za przeproszeniem, intelektualnej masturbacji, podczas gdy moim zdaniem powinni służyć opowieści.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: A wymagania autora „Zadry” w stosunku do czytelników? Niektórzy z góry zgadzają się z faktem, że nie do wszystkich dana powieść trafi, przez np. nieznajomość jakieś gałęzi wiedzy.</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP: </strong>Wiesz, pisanie to ciągłe łapanie balansu – między akcją a tłem, między oryginalnymi wizjami a czytelnością, między dialogiem a opisem, między szerokim ujęciem, a szczegółem, między tym co nowe, a tym co czytelnicy znają i lubią. Każdy autor dozuje składniki według swojego uznania, mniej lub bardziej świadomie. No i niezależnie, w którą stronę pójdziemy, pewnym czytelnikom to się spodoba, a innym nie. To banał, ale nie napiszesz książki, która zadowoli każdego. Nawet „Lód”, najbardziej nagradzana powieść w naszej fantastyce, dostał parę kiepskich recenzji.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ja piszę prozę, w której szczególny nacisk kładę na rozmach, wielość bohaterów i punktów widzenia, lubię dużo akcji, lubię żeby fabuła lawirowała, skręcała bez ostrzeżenia, a wątki dramatycznie się zderzały. Mam swoje ulubione tematy, np. militaria. To naturalne, że nie każdemu będzie to odpowiadać.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Od czytelników nie wymagam wiedzy historycznej ani naukowej, bo uważam, że to autor ma wiedzę posiadać, a potem w elegancki i przystępny sposób przekazać ją czytelnikowi, bez walenia go w twarz zbitą ścianą żargonu, bo to brzydkie pozerstwo. Wszystko da się napisać jasno, trzeba tylko chcieć i umieć. No chyba, że celowo próbujemy komplikować prozę, żeby zdawała się inteligentniejsza, niż jest w rzeczywistości.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Jeśli miałbym jakieś wymaganie, to raczej proste, niby oczywiste. Czytelnik musi chcieć wejść w historię opowiadaną przez autora. To, czy do książki podchodzimy z otwartą głową i zaufaniem, ma kolosalne znaczenie; właśnie dlatego średnia książka znanego pisarza potrafi dostać lepsze recenzje niż dobra mało znanego. Sam twórca może swoimi umiejętnościami pomagać lub przeszkadzać w imersji, ale jeśli nie będzie elementarnej chęci czytelnika, to nie będzie chemii, drzewa umarły na nic. A są niestety czytelnicy, którzy albo nie chcą dać szansy autorom innym niż swój ulubiony, albo wręcz czytają tylko po to, żeby potwierdzać przed sobą własne, abstrakcyjne rankingi pisarzy.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Są ludzie, którym nie podobał się Tolkien, bo denerwowało ich, że wszyscy się nim zachwycają, więc czytali go z intencją, żeby się nie spodobał.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Jak wygląda twój proces tworzenia? Jesteś zimnym, skoncentrowanym cyborgiem nieczułym na otoczenie w trakcie pracy? Czy potrafisz się zdystansować od tego, co piszesz? Czy np. wzruszasz się jakąś poruszającą sceną, którą stworzyłeś; czy raczej przy wesołej muzyce lub ziewając, jesteś w stanie bezuczuciowo napisać o rozdzierającym dramacie bohatera?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP: </strong>Do pisania podchodzę raczej rzeczowo i na zimno. Fabuła to dla mnie gra logiczna, układanka. Świat powieści to ćwiczenie z ekstrapolacji takiej a takiej mentalności i technologii na takie a takie realia. Przed samą powieścią mam szkice, strony notatek, grafy z kluczowymi zdarzeniami fabuły – to konieczne, jeśli pisze się książki, w których wiele wątków przeplata się na różne sposoby, wszystko przecież musi się zgadzać.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale zanim podejdę do samego pisania, daję sobie zawsze chwilę na wczucie się w scenę, którą zaraz mam opisać. Żona zastaje mnie czasem wyciągniętego w fotelu przed klawiaturą, z rękoma założonymi za głowę, zamkniętymi oczyma i śmieje się z „ciężkiej pracy autora”. Ale to bardzo ważny etap pisania, ja wtedy wizualizuję sobie scenę, próbuję się wprowadzić w klimat. I czasem przychodzi dużo różnych emocji, czasem zmieniam to, co miałem wcześniej napisać, bo przychodzą mi na myśl nowe motywy, szczegóły, których nie było, kiedy szkicowałem fabułę „na zimno”. Niektóre najfajniejsze według mnie opisy „Zadry”: bitwa nad Odrą, nocne widzenia Tyca, pośmiertne perypetie trupa profesora Beulaya – to efekty „sesji wizualizacyjnych”. Potem, jakiś czas po napisaniu książki, wracam myślami do bohaterów. Każdy tekst, który napisałem, odkłada mi się w głowie, lubię czasem przeżyć jeszcze raz najlepsze momenty, czuję się emocjonalnie związany.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Przygotowujesz się wcześniej do odtworzenia realiów w których toczy się akcja twoich książek?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> O, tak! Nie wyobrażam sobie pisania, zanim nie „dopalę” wyobraźni tonami źródeł. Wiesz, zawsze bolało mnie to, że nasza kultura próbuje wszystko upraszczać, uwspółcześniać, że jak oglądam nowy film kostiumowy to widzę takich samych ludzi, jak na ulicy, tylko ubranych w dziwne fatałaszki. Podczas gdy wystarczy przeczytać np.”Jesień średniowiecza” Johana Huizingi, by zobaczyć, że człowiek tego okresu byłby dla nas bardziej obcy niż wielu humanoidalnych kosmitów ze Star Treka. Ja nie chcę czegoś, co jest łatwo zrozumiałe i łatwe do odniesienia do naszego obecnego świata. Chcę autentyczności. Książka ma być daleką podróżą, dlatego niezależnie czy pisałem o kulturze podobnej wczesnemu islamowi, czy o epoce nawiązującej do średniowiecza, czytałem sporo historycznych materiałów, żeby wyczuć to jak mogli mówić i myśleć ludzie podobni moim bohaterom. Jak dla mnie nic nie psuje wrażenia imersji bardziej, niż bohater fantasy gadający jak Chandlerowski detektyw. Jedni nazwą takie coś postmodernizmem, zabawą z konwencją. Dla mnie to brak wyobraźni.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Czy do tego, co tworzysz, „przenosisz” własne doświadczenia, czy piszesz przez ich pryzmat?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Staram się nie pisać za wiele o sobie, swoich przemyśleniach i przeżyciach. Może wyda się to dziwne, ale za wielu jest przecież autorów, którzy piszą po to, by w pakiecie z powieścią albo opowiadaniem „opchnąć” czytelnikom swoje egzotyczne światopoglądy. Powtórzę to, co już Ci powiedziałem: dla mnie pisarz to przede wszystkim opowiadacz historii, przedłużenie roli gawędziarzy, którzy snuli pierwsze mity przy mezolitycznych ogniskach. Dopiero w drugiej kolejności autor może być publicystą, specem od naprawiania świata, albo ratowania polskiej fantastyki. I moim zdaniem te drugorzędne cechy nigdy nie powinny przesłaniać tej pierwszej.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale oczywiście to, co wyciąga się z codziennego życia, jest bardzo cenne. Staram się używać fajnych doświadczeń, choć rozdrobnionych, tylko jako przyprawy. No i próbuję się stawiać w wielu różnych sytuacjach, poznać lepiej to, o czym pisać zamierzam. Przecież jeśli chce się naskrobać coś o machaniu mieczem, to warto nim trochę pomachać, i to nie na sucho, ale w chociaż w treningowej walce. Trudniej opisać strzelanie z broni czarnoprochowej, jeśli nigdy nie czuło się w ręku drewnianej kolby, nie słyszało tego dźwięku, nie czuło zapachu. Dlatego swojego czasu obracałem się wokół grup rekonstrukcji historycznej, a na przykład w te wakacje płynę jako członek załogi na historycznym żaglowcu, żeby ugryźć trochę morskich klimatów, co – mam nadzieję – uda mi się wykorzystać potem w tekstach. Opowiadanie „Drugi obraz spod piramid”, które ukazało się w 41 numerze Science Fiction i prawie wygrało w głosowaniu na najlepszy tekst numeru, urodziło się podczas podróży poślubnej, którą z Agnieszką spędziliśmy w Egipcie.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale oczywiście nie we wszystkim można zdać się na doświadczenia, szczególnie jeśli się pisze fantastykę. Dlatego dużo bardziej liczę na wyobraźnię. Pisarstwo to w końcu sztuka mimikry, zdolność postawienia się w wielu sytuacjach i na miejscu wielu postaci. I ja ten „mięsień wyobraźni” staram się często ćwiczyć, żeby móc postawić się łatwo zarówno w sytuacji górnika z afrykańskiej kopalni diamentów, jak i kapitana gwiezdnego niszczyciela, a potem opisać to realistycznie, tak żeby czytelnik mi uwierzył.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Czy zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że jeśli jakaś książka nie sprzedaje się, to znaczy, że jest g&#8230;. warta? Czy państwo powinno wspierać kulturę? Czy też raczej powinna być ona poddana „żywiołowi” wolnego rynku?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Z twierdzeniem się nie zgodzę. Za wiele było książek, które zrobiły kompletną klapę, by potem, często po wielu latach, wejść do kanonu. Oczywiście rynek literacki, szczególnie w Polsce, jest bardzo kapryśny i nieprzewidywalny &#8211; można napisać dobrą powieść, włożyć w nią ogrom pracy, a potem przepaść, bo ma się pecha, bo empik akurat będzie walczył z wydawcami i nie wyłoży jej na półki, bo pójdzie nie w tym wydawnictwie co trzeba, bo trafi akurat w okres, gdzie wychodzi pod rząd kilka powieści znanych nazwisk, bo obsmaruje nas jakiś publicysta, który akurat miał zły dzień. Albo po prostu – bo autorów fantastyki jest mrowie, a rynek malutki, nie każdy się zmieści. Poza tym bardzo dobra powieść świeżego autora prawie zawsze przegrywa komercyjnie ze średnimi powieściami bardziej znanych autorów (vide casus Podrzuckiego czy Szostaka z czasów, kiedy wydali pierwsze książki). Autor często zarabia mniej niż korektorka, redaktorka, tłumacz.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale taki jest koloryt pisarskiego fachu, nikt nie mówi, że to łatwe życie. A sztuczne naprawianie rynku, powoływanie instytucji, które będą decydować co dostanie państwową dotację, a co nie, jest idiotyczne. No kto by się miał znaleźć w takiej komisji dla fantastyki? Maciej Parowski? Triumwirat Jacka Dukaja, Łukasza Orbitowskiego i Wita Szostaka? Nie, dziękuję pięknie. Już lepiej niech spuści mi lanie niewidzialna ręka rynku, i wtedy będę mógł się wypłakać w poduszkę i pogrozić pięścią niebiosom, zamiast gryźć się z tym, że przepadłem, bo nie przypadłem do gustu tej czy innej komisji.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Państwo powinno natomiast wspierać kulturę ogólnie. Dbać o to, żeby była tania, powszechna, łatwo dostępna. Trzeba pokazać ludziom, że teatr czy książka są świetną rozrywką, sprawić, by były dla nich dostępne finansowo &#8211; dać im pełniejszą paletę wyborów niż to, co by mieli, gdyby wychowywały ich koncerny medialne i stacje telewizyjne, zainteresowane głównie sprzedawaniem seriali i głupawej rozrywki albo gier o kosmicznych komandosach, którzy rozwalają obcych.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Przez ostatnie kilka(naście) tygodni jesteśmy świadkami dyskusji dotyczącej problemu ściągania produktów z sieci – filmów, muzyki czy książek. Jak się na to zapatrujesz, jako twórca? Byłbyś w stanie udostępnić swoje książki za darmo w sieci np. dla lepszej promocji samego siebie?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>KP:</strong> Podejście do praw autorskich mam raczej liberalne. Kibicuję ideom open source oraz open licence, z bardzo dużym zainteresowaniem śledzę to, co zrobił ze swoimi książkami Cory Doctorow. Trzymam kciuki za rozwój e-booków i mam nadzieję, że dożyję czasu, kiedy ze strony Runy czy Fabryki będę mógł pobrać legalnie i w dniu premiery nowości za pięć złotych albo dychę, która pójdzie prosto do wydawcy i pisarza, bez haraczu dla firm dystrybucyjnych, hurtowni i empików. Jestem jednym z tych ludzi, którzy nie mają problemów z czytaniem z ekranu, zresztą czytałem też z notebooka, palmtopa, komórki, a rozważam zakup dedykowanego czytnika. Co nie znaczy, że książek papierowych nie lubię, mamy z żoną pokaźną i szybko rosnącą bibliotekę, ale w niektórych sytuacjach (np. kiedy siedzisz w pracy i udajesz, że robisz coś pożytecznego) e-book jest praktyczniejszy. Nie mówiąc, że dzięki nim można mieć na przenośnym urządzeniu gigantyczny księgozbiór, co jest przydatne dla pisarzy.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Co do udostępniania za darmo moich prac, to przecież w pewnym sensie robię to teraz (oczywiście chodzi mi o „darmo” po stronie mojej, nie czytelnika). Z pisania się nie utrzymuję – kwot honorariów nie mogę podawać, ale są śmieszne. W ubiegłym roku przychody z pisania stanowiły jakieś dziesięć procent mojego PIT-u. I tak z tego nie wyżyję; wiem, że w najbliższej przyszłości będę dalej chwytał różne dziwne, poboczne zajęcia. Gdybym liczbę godzin spędzonych przy „Zadrze” podzielił przez otrzymane pieniądze, wyszłoby, że pracuję za groszowe godzinówki, zgoła za darmo.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Widzisz już chyba, że nie mam powodu rozdzierać szat, bo jakiś nastolatek ściągnie moją książkę. Raczej cieszę się, ponieważ każda osoba spoza fandomu i „twardych” fanów fantastyki, która zapozna się z moimi tekstami, jest dla mnie cenna. I kiedy moja praca trafia na torrenty oraz rapidshare, to z dużym zainteresowaniem oglądam statystyki pobrań.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Czy spróbowałbym sposobu Doctorowa? Raczej nie – z powodu w jaki działa u nas rynek. Gdybym dzisiaj zrobił stronę i wyhostował na niej za darmo swoją nową powieść, jestem pewien, że:</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">1) Dostałbym po nerkach od publicystów fantastycznych, którzy na pewno błyskotliwie przywołaliby casus gwiazd samopublikacji, takich jak pani Monika Błądek.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">2) Dostałoby mi się też od recenzentów i „opiniotwórczych internautów”, bo przecież praca publikowana w sieci i za darmo jest na pewno kulawa, w jakiś bliżej nieokreślony sposób „gorsza”…</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">3) …i pewnie byłaby nieco gorsza, bo przecież redakcja i korekta zawsze pomaga manuskryptowi, a nikt nie zrobi tego za darmo</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">4) Liczba pobrań wcale nie byłaby duża, z powodu uprzedzenia wobec darmochy i niechęci wielu ludzi do czytania z ekranu. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">5) Zamknąłbym sobie drogę do jakichkolwiek recenzji poza portalami fantastycznymi, zamknąłbym sobie drogę do większości nominacji i plebiscytów, bo przecież nie bierze się w nich pod uwagę „twórczości internetowej”. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">6) Nie zarobiłbym nawet tych paru złotych, które zarabiam teraz.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">7) Rodzina i małżonka straciliby resztkę złudzeń, że robię coś pożytecznego. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Podsumowując: jakoś mi się nie kalkuluje…</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A teraz, jeśli nie masz więcej pytań, wrócę do „kradzieży” źródeł do nowej powieści z Project Gutenberg. Pozdrowienia dla wszystkich czytelników waszej strony i powodzenia w jej rozwoju.</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Wywiad przeprowadziła </strong><a href="mailto:maria.roszkowska@gmail.com"><strong>Maria &#8222;Metzli&#8221; Roszkowska</strong><br />
</a></span></p>


<p>Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/26/zoran-krusvar-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Zoran Krušvar &#8211; wywiad'>Zoran Krušvar &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Rafał W. Orkan &#8211; wywiad'>Rafał W. Orkan &#8211; wywiad</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/12/11/pawel-matuszek-wywiad/' rel='bookmark' title='Permanent Link: Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1'>Paweł Matuszek &#8211; wywiad cz. 1</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/05/19/krzysztof-piskorski-wywiad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rafał W. Orkan &#8211; wywiad</title>
		<link>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/</link>
		<comments>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2009 20:12:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Metzli</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Głową w mur]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał W. Orkan]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/?p=657</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy do lektury  wywiadu z Rafałem W. Orkanem, autorem debiutanckiej książki &#8222;Głową w mur&#8221;. Jest to jednocześnie pierwszy wywiad, który pojawia się na naszej stronie. Zaginiona Biblioteka: Czytelników interesują zazwyczaj dwie rzeczy u ich ulubionych pisarzy &#8211; inspiracje oraz początki w zabawie słowem. Jak w takim razie prezentuje się skarbnica pomysłów, z której czerpiesz oraz [...]


Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/03/31/glowa-w-mur-rafal-w-orkan/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan'>&#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2010/03/13/glowa-w-mur-rafal-w-orkan-2/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan'>&#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2010/01/03/dziki-mesjasz-rafal-w-orkan/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Dziki Mesjasz&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan'>&#8222;Dziki Mesjasz&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-683" title="dabliu" src="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/wp-content/uploads/2009/04/dabliu.jpg" alt="dabliu" width="162" height="250" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><em>Zapraszamy do lektury  wywiadu z </em><a href="http://baza.fantasta.pl/autor.php?id=1973"><em>Rafałem W. Orkanem</em></a><em>, autorem debiutanckiej książki </em><a href="http://baza.fantasta.pl/ksiazka.php?id=6068"><em>&#8222;Głową w mur&#8221;</em></a><em>. Jest to jednocześnie pierwszy wywiad, który pojawia się na naszej stronie.</em></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>Zaginiona Biblioteka:</strong> <strong>Czytelników interesują zazwyczaj dwie rzeczy u ich ulubionych pisarzy &#8211; inspiracje oraz początki w zabawie słowem. Jak w takim razie prezentuje się skarbnica pomysłów, z której czerpiesz oraz twoje korzenie pisarskie?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO:</strong> Nie sądzę, abym jedną książką i paroma opowiadaniami wypracował w oczach jakiegokolwiek czytelnika status ulubionego pisarza, postaram się jednak odpowiedzieć na to pytanie, choć jego pierwsza część, ta dotycząca pomysłów, jest o tyle trudna, że próba ujęcia w kilku zdaniach całego bagażu inspiracji zakrawa w mojej opinii o rzecz, jeśli nie niemożliwą, to co najmniej wątpliwą.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">W skrócie &#8211; bo inaczej się nie da &#8211; są to kolejno: literatura, film, muzyka, poezja, malarstwo, trochę komiks, no i samo życie, rzecz jasna. Jak widać, odpowiedziałem więc nie odpowiadając wcale, ale taka jest prawda, że inspirację do pisania własnych tekstów czerpie się po prostu zewsząd. Wydaje mi się, że pisarzem (czy w ogóle twórcą) w pewnym sensie jest się przez okrągłą dobę, bo nie sposób przejść obojętnie obok jakiegokolwiek doświadczenia, nie wynosząc zeń jakiegoś pomysłu, albo chociaż zalążka pomysłu.</span></p>
<p><span id="more-657"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Odpowiadając bardziej konkretnie, mam oczywiście swoje ulubione książki, filmy itd., które najbardziej wpłynęły i wpływają na to, co sam staram się kreować we własnych tekstach. Najsilniejszy i chyba najbardziej trwały ślad w mojej wyobraźni odcisnęli pisarze z ich sztandarowymi dziełami; Gene Wolfe ze swoją „Księgą Nowego Słońca&#8221;, Frank Herbert z „Diuną&#8221; i J.R.R. Tolkien z „Władcą Pierścieni&#8221;. Od każdego z nich otrzymałem swoistego kopniaka w sam środek wyobraźni, ale pozostawanie w zamkniętym kręgu inspiracji skazałoby każdego młodego autora na odtwórcze powielanie schematów, dlatego staram się czerpać z przeróżnych źródeł. Czasem wystarczy tekst piosenki lub obejrzane zdjęcie i pomysł sam się pojawia, a później, wiążąc się z całą resztą innych bodźców i doświadczeń, przyobleka się w kolejne warstwy i kolejne, aż wyrasta z tego coś, na czym można zbudować tekst.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Co do drugiej części pytania, czyli moich pisarskich początków, to zaczęło się bardzo wcześnie. Nauczyłem się czytać w wieku czterech lat i niebawem sam zacząłem spisywać różne historyjki. W podstawówce poświęciłem jeden ze szkolnych zeszytów na ilustrowaną space operę; inspirowaną, a jakże, „Gwiezdnymi wojnami&#8221;. W liceum, zamiast uczęszczać na zajęcia, zaszywałem się na ławce w parku i hejże&#8230; leciałem z koksem, pisząc kolejne opowiadania. Wówczas było to głównie jakieś pseudo-historyczne fantasy o wikingach. Z tego co pamiętam, już jako dziesięciolatek pomyślałem sobie, że fajnie byłoby zostać pisarzem.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">ZB: Jak wygląda proces pracy nad książką? Robisz  tylko luźne notatki, najpierw kreujesz bohaterów czy może zaczynasz od wymyślania nowego, spójnego świata? Czy plan wydania własnej książki pojawił się wcześniej u ciebie, jako te małe marzenie?</span></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Marzenie o wydaniu własnej książki w moim przypadku wcale nie było małe. Rzekłbym, że od dawna pożerało mnie od środka. A towarzyszyło mi, jak już wspomniałem, od wczesnych lat szkolnych<strong>.</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Jeśli chodzi o proces pisania, to w przypadku mojej debiutanckiej książki było to powolne i samoistne nawarstwianie się różnych pomysłów. Przez lata powstawały postacie, miejsca i wydarzenia, które później po prostu zebrałem do kupy. Myślę, że to normalne przy pierwszej własnej powieści; autor chciałby upchać w niej wszystko, co go do tej pory męczyło i dręczyło. W pewnym stopniu dotyczy to właśnie „Głową w mur&#8221;. Od strony technicznej zaś wyglądało to tak, że pojawiła się szansa na publikację najpierw jednego opowiadania, później drugiego. Wykroiłem więc dwie historyjki z Vakkerby i podałem je w formie opowiadań. Gdy okazało się, że jest szansa na wydanie książki, postanowiłem umieścić owe historie w takim kontekście, jaki z grubsza planowałem, czyli jako większą opowieść.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale proces powstawania „Głową w mur&#8221; był dość specyficzny. Podchodząc do każdego tekstu przyjmuję zwykle nieco inną metodę. Czasem jest to więc pomysł na jakieś luźne przesłanie, czasem pojawia się postać, która żąda ode mnie, bym coś o niej opowiedział, czasem wizja jakiegoś miejsca lub wydarzenia. Bywa też tak, że staram się twórczo przetworzyć coś, co mnie zainspirowało, lub też mojej małżonce przyśni się coś ciekawego i buduję na jej śnie fabułę lub świat przedstawiony. A czasem po prostu coś mnie boli i chcę się tym podzielić.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Zwykle &#8211; choć nie zawsze &#8211; zanim usiądę do właściwego pisania, ale mając już konkretny pomysł na tekst, sporządzam bardzo ogólny konspekt, taki scenopis. Zapisuję go swoistym metajęzykiem, niezrozumiałym pewnie dla nikogo poza mną. Ale rzadko się zdarza, bym w trakcie pisania nie pozmieniał tego i tamtego, czasem kompletnie przekształcając pierwotny zamysł. Po prostu historia zaczyna żyć własnym życiem i moją rolą jest pozwolić jej toczyć się własnym torem, ale tak, by nie utracić nad nią kontroli. Tekst w trakcie pisania jest jak częściowo oswojone, ale wciąż jednak dzikie zwierzę; zbyt mocno strzelisz batem, to cię pogryzie.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Gdybyś miał spojrzeć wstecz na swój rozwój jako pisarza, w którym miejscu według ciebie znajdujesz się teraz?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Udało mi się wyjść z przedszkola. Być może, wydając debiutancką książkę, nawet ukończyłem literacką podstawówkę. Teraz czekają mnie ciężkie boje w gimnazjum (tak po prawdzie, „za moich czasów&#8221; nie istniały gimnazja, więc nie wiem jak tam jest, ale wyobrażam sobie, że ciężko).</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: „Głową w mur&#8221; to twoja pierwsza książka, przez wydawnictwo FS została zaliczona od razu do serii „Asy fantastyki&#8221;. Jakie uczucia szarpią świeżo upieczonym debiutantem?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Nie mam czasu na uczucia; kończę drugą książkę. Na ogół jestem więc zbyt wyczerpany, by czuć cokolwiek.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale tak całkiem poważnie, to oczywiście rozpiera mnie radość, ale jest też lęk, jak to dalej będzie. Myślę, że poczuję się naprawdę swobodnie jako twórca, gdy będę miał już za sobą wydanie całej Paramythii Vakkerby. Dopiero wówczas bowiem będę mógł zdystansować się od pierwszego poważnego przedsięwzięcia na polu literackiej twórczości, ocenić je na chłodno i wyciągnąć wnioski. Na razie jestem, jak by to ująć&#8230; nieco rozdygotany.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Ale spełniłem marzenie. To najważniejsze.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Po twoją książkę sięga osoba, która wcześniej nic o niej nie słyszała. Jak w paru słowach nakreśliłbyś o czym ona właściwie jest?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>„Głową w mur&#8221; to pierwsza odsłona trzytomowej powieści o ludziach (nie do końca będących ludźmi) rozdartych między dobrem a złem, ludzką i nieludzką częścią swojej natury, poszukiwaniem wewnętrznej wolności a niezdolnością do jej osiągnięcia, czy też między potrzebą odnalezienia prawdziwego siebie a pokusą łatwego przyodziania się w kłamstwo. Wszystko to podane za pomocą narzędzi, jakie oferuje fantastyka, a więc poprzez anty-utopijny i nieco surrealistyczny charakter wykreowanego świata, trochę komiksową akcję, karykaturalne postacie o pewnych, celowo wyolbrzymionych cechach, odrobinę gry na skojarzeniach itp.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Jednocześnie nie aspiruje ona do miana jakiejś wielkiej literatury i ma być przede wszystkim opowieścią o mieście-molochu i jego pogrążonych w niedoli mieszkańcach; historią do pewnego stopnia po prostu „akcyjną&#8221;. Na tyle interesującą i sugestywną, na ile pozwalają mi moje umiejętności.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: </strong> <strong>„Zemsta jednorożca&#8221; i „Miód z moich żył&#8221; razem z „Głową w mur&#8221; publikowane wcześniej są częścią większej całości, małe mozaiki, które mają dać pełny obraz. Od początku miałeś gotowy pomysł na tak przedstawioną historię czy pojawił się on dopiero jako produkt wtórny?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Od początku myślałem o tej historii, by podać ją czytelnikowi na zasadzie puzzli, które sam sobie ułoży. Natomiast to, że „Głową w mur&#8221; ma akurat taką a nie inną konstrukcję, w dużym stopniu wzięło się z tego, że pisząc kilka pierwszych opowiadań nie miałem pojęcia, czy kiedykolwiek będę miał szansę opublikowania całej książki.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Pełna odpowiedź brzmi więc &#8211; trochę tak i trochę siak.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Czy całość wciąż jest przewidziana na trzy tomy?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Tak. I to się raczej nie zmieni.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: W książce &#8222;Głową w mur&#8221; mamy do czynienia z wieloma nawiązaniami do religii, okultyzmu, kabalistyki. Skąd tego tyle w książce? Czy to sama fascynacja autora tymi sprawami się tu ujawnia czy też były to elementy niezbędne do powstania powieści?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Może nie tyle fascynacja, co swoiste obsesje na punkcie niektórych przejawów religii, okultyzmu itp. Z tym, że ja ich tutaj nie drążyłem, traktując je raczej instrumentalnie, jako powierzchowne symbole, powtykane tam, gdzie potrzebowałem jakiegoś skojarzenia, czy wywołania określonego nastroju.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Opowiadanie „Zemsta jednorożca&#8221; miało być „hołdem dla Conana&#8221;, jak sam stwierdziłeś. Na ile postać Byhtry ma w sobie z bohatera Howarda?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Ma jego siłę, posturę i sposób na rozwiązywanie konfliktów. Reszta to już złamanie schematu znanego barbarzyńcy, bo inaczej zamiast hołdu byłaby podróbka. Dlatego Byhtra starzeje się, jest zmęczony, miast przygód pragnie spokoju, pomału zżera go choroba. Byhtra upada i podnosi się, i znowu upada&#8230; Nie lubi siebie. Zaczyna odkrywać wewnętrzny konflikt, związany z jego podwójną naturą. Sam nie wie, czy jest tylko brutalnym prostakiem, co z pewnością ułatwiłoby mu życie, czy może tylko stara się taki być, etc. etc.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Hołd dla Conana (spowodowany wyjątkowym sentymentem, jakim darzę tę postać) polegał tu na uczynieniu dużego „barbarzyńcy&#8221; materiałem wyjściowym dla dwuznacznego bohatera. Takie było przynajmniej założenie, bo nie wiem, jak wyszło.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Jeśli już jesteśmy przy tej postaci, akcja pierwszego tomu toczy się głównie wokół Byhtry, czy w kolejnych odsłonach schemat ten zostanie utrzymany, a może na pierwszy plan wysuną się Eyra i Gebneh?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>W głównej mierze to Byhtra będzie ciągnął tę historię, choć nie on jeden. Ale to właśnie uciszyciel pozostanie postacią o największym wpływie na fabułę.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Czy, i jeśli tak to jaki wpływ na obraz miasta miało uniwersum WFRP, czyli wszechobecność spaczeń i skrywanych mutacji?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Świadomie żaden, nieświadomie być może całkiem duży. Grywałem kiedyś w WFRP, ale nie myślałem o tym świecie, tworząc Paramythię Vakkerby. Mnie po prostu zawsze ciągnęło do turpizmu. Ciało jest dla mnie zarówno źródłem piękna i przyjemności, jak i obrzydliwym workiem mięsa i chorób. Ciało bywa mocne, ale i podatne na okaleczenia. Poprzez ciało może uwidaczniać się nasz charakter, ale i ono samo w ogromnym stopniu wpływa na umysł, na osobowość. Chcę powiedzieć przez to, że każdy z nas &#8211; absolutnie każdy &#8211; skrywa jakieś spaczenie, jakąś mutację. I to zazwyczaj postępującą. Dosłownie i w przenośni. Ludzie mają obsesję na punkcie ciała, na punkcie urody. Po co inaczej tak obsesyjnie staraliby się je upiększać? Pod wyglądem &#8211; ulepszając go &#8211; często staramy się ukrywać różne niedoskonałości. I znowu &#8211; niedoskonałości ciała, ale i ducha. Taką ogólną szpetotę.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">To kolejna moja prywatna obsesja. Człowiek jako istota powstała ze zderzenia mięsa i ducha. Myślę, że akurat mutanci z Warhammera nie mieli większego wpływu na obraz Vakkerby i jego mieszkańców.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Wielu osobom Vakkerby kojarzy sie z Lususem Simmonsa i Ambergris VanderMeera . Można odnieść  wrażenie, ze VanderMeera poznałeś, kiedy twoje miasto juz powstało. Gdzie w takim razie są wspólne wzorce tych miast, toczonych zepsuciem, korupcją, brakiem perspektyw? Czy można je potraktować jako formy rozwojowe Metropolis i Gotham City?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Wizja zaprezentowana w Metropolis pozostawia niezatarte wrażenie, to pewne. W trakcie tworzenia Vakkerby swoje trzy grosze dorzuciły też różne książkowe, filmowe i komiksowe metropolie, ale zaczęło się od Nessus oraz od gibsonowskich wizji miast w Neuromacerze. A jeszcze wcześniej, w dzieciństwie, pojawiła się chęć „dopowiedzenia&#8221; sobie Mordoru i myślę, że tam należy szukać początków Vakkerby. Akurat miasta w rodzaju Nowego Crobuzon czy Ambergris pojawiły się zbyt późno, by stanowić dla mnie inspirację, choć z pewnością przyłączyłyby się do tego miejskiego korowodu, gdybym tylko poznał je nieco wcześniej.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Poza tym, ja żyję we Wrocławiu, a co za tym idzie, mam zakorzenioną świadomość, że miasto poniżej poziomu ulic ma jeszcze jakieś mroczne głębiny. Pracowałem też w różnych miejscach, między innymi na terenie starych, częściowo zrujnowanych fabryk i zabrałem z takich miejsc sporo „widokówek&#8221; wypalonych w wyobraźni. Nie ma więc prostego przełożenia: Vakkerby &#8211; miasto „wzięte&#8221; z książki czy filmu.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">A brak perspektyw, bieda, korupcja, zepsucie&#8230; wystarczy przecież spojrzeć za okno. Sam zresztą nigdy nie opływałem w luksusy i nie potrafię patrzeć w jutro inaczej, niż jak w ponurą ścianę do pokonania. Po prostu głową w mur.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Odejdźmy na chwilę od tematu twojego debiutu. W jakim kierunku twoim zdaniem zmierza fantastyka, w Polsce i na świecie? Masz jakieś hipotezy o trendach, które będziemy mogli obserwować, w którym kierunku będą zmierzać pisarze &#8211; fantasy, s-f, a może odchodzić do głównego nurtu?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO:</strong> Nie sądzę, żebym nadawał się do tego rodzaju dywagacji. Nie wiem, dokąd zmierza fantastyka. Być może jej część zatraci swoją „gatunkowość&#8221; i oderwie się nieco od reszty nurtu, wchodząc do mainstreamu, ale zachowując przy tym pewien charakterystyczny rys. I nie będzie to żadne odchodzenie; raczej dojrzewanie. Niewątpliwie jednak zostaną też czysto gatunkowe książki i to raczej one stanowić będą o fantastyce, jako o gatunku. Po prostu dlatego, że czytelnicy właśnie takiej fantastyki potrzebują, tak jak potrzebują kryminału, sensacji czy romansu. I tylko nieliczni pragną książek rozpierających te konwencje.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;">Zarówno w Polsce, jak i na świecie, mamy i takich i siakich autorów. Niektórzy wędrują skrajnościami, a inni środkiem. I dobrze.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Watts i Stross publikują swoje powieści w sieci na licencji Creative Commons, jak się na to zapatrujesz? Sądzisz, że i ty kiedyś byłbyś skłony do takiego sposobu publikowania?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Jestem jaskiniowcem. Dla mnie podział jest prosty jak konstrukcja gwoździa &#8211; albo pisanie traktuje się jako weekendowe hobby (ze szkodą dla samego pisania), albo jako zawód. Ja dążę do tego drugiego. I teraz&#8230; Mieszkam w Polsce i piszę po polsku. Jeśli więc miałbym kiedyś uczynić z pisania swój zawód, muszę publikować papierowe książki sprzedawane w księgarniach. Ale jestem jaskiniowcem; może się nie znam. Dla mnie książka to taka cegła z celulozy. Musi pachnieć. Da się ją ustawić na półce i podziwiać grzbiet.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:</strong> <strong>Jak sądzisz w którym kierunku pójdzie rozwój książek? Te papierowe staną się snobistyczną rozrywką a prym będą wiodły e-reader z e-bookami? Czy jeszcze w perspektywie najbliższy lat jest na to za wcześnie?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Mam nadzieję, że książki jak najdłużej przetrwają w obecnej formie, ale obawiam się, że moje nadzieje świat ma głęboko tam, gdzie nie pachnie fiołkami. Jeszcze nie dziś, może nie jutro, ale pewnie pojutrze elektronika zastąpi papier. To nie będzie książka dla mnie, nic na to nie poradzę.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:  Sam również prowadzisz bloga, czy traktujesz go jako nową (lepszą) formę kontaktu z czytelnikami?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Blog to dodatek. Zresztą nie mam czasu, żeby należycie o niego zadbać. Nie jest to lepsza ani gorsza forma kontaktu z czytelnikami. Po prostu jedna z wielu. Ma zarówno swoje zalety, jak i wady.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Jednocześnie dużo udzielasz się w sieci. Czy w samym buszowaniu w odmętach internetu szukasz pomysłów, czy raczej przyjmujesz postawę przeciętnego czytelnika. Szukasz lektur dla siebie? I co za tym idzie, pierw jesteś czytelnikiem czy pisarzem?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Jedno nie koliduje z drugim. To znaczy, czuję się najpierw czytelnikiem, a pisarzem (o ile w ogóle mogę na razie tak o sobie mówić) staram się być, ale w sensie patrzenia na świat, jako materię, którą można różnymi sposobami przetwarzać. W sieci jestem głównie czytelnikiem, fanem; szukam informacji, rozmawiam.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Jak widzisz rolę i funkcję pisarza? Dostarczyciel rozrywki, poruszyciel sumień i ważnych tematów, wstrząsacz, eksperymentator formy czy może jeszcze inaczej?</strong>/span&gt;</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Rolą i funkcją pisarza jest pisanie książek; przecież to proste. A czym może być owa książka i co ona porusza lub dostarcza, to już jest kwestia iskrzenia na styku pisarz &#8211; czytelnik. To taka forma partnerstwa: ja ci coś opowiem, a ty posłuchasz. A odbiór tej opowieści zależy od wrażliwości, bagażu doświadczeń, inteligencji, wiedzy, a także prywatnych potrzeb. I tyczy się to zarówno pisarza jak i czytelnika.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB:  Na sam koniec,<em> </em>uchyl rąbka tajemnicy i opowiedz nam o twoich dalszych planach pisarskich. Kolejne pomysły czekają na ujście?</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>RWO: </strong>Najpierw kontynuacja „Głową w mur&#8221;, czyli „Dziki Mesjasz&#8221; i „Oblężone miasto&#8221;. Później pewnie złożę zbiorek niepowiązanych ze sobą opowiadań i zabieram się za kolejną powieść. „Rok łagodnego światła&#8221; &#8211; taki będzie nosiła tytuł. Więcej nic nie powiem na jej temat, bo to jeszcze odległy projekt. Na razie muszę się skupić na Paramythii Vakkerby. Ale moje pomysły sięgają jeszcze dalej i są to miejscami dość konkretne szkice.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: 'Arial'; font-size: 12px;"><strong>ZB: Bardzo dziękujemy za rozmowę.</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p align="justify">


<p>Related posts:<ol><li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/03/31/glowa-w-mur-rafal-w-orkan/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan'>&#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2010/03/13/glowa-w-mur-rafal-w-orkan-2/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan'>&#8222;Głową w mur&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan</a></li>
<li><a href='http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2010/01/03/dziki-mesjasz-rafal-w-orkan/' rel='bookmark' title='Permanent Link: &#8222;Dziki Mesjasz&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan'>&#8222;Dziki Mesjasz&#8221; &#8211; Rafał W. Orkan</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/04/12/rafal-w-orkan-wywiad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
