bledny_krag-smallZaginięcie osoby to tragedia dla rodziny. To ciągła, przytłaczająca niepewność oraz lęk o losy zaginionego. Sprawę zgłasza się na policję, ta robi swoje, trwają jakieś mało zrozumiałe dla zwykłego człowieka procedury. Z filmów czy kryminałów wszyscy wiemy, jak to wygląda w teorii, ale co zrobić jeśli zaginiona istotą jest dziewczynka… martwa dziewczynka?

Mike Carey powraca z nowymi przygodami Feliksa Castora w powieści „Błędny Krąg”, egzorcysty, jednego z najlepszych w swoim fachu. Castor po udanej sprawie z duchem w Archiwum Bonningtona, postanawia dalej pracować. Pomaga policji w Londynie w sprawach wymykającym się standardom stróżów prawa, ale pieniądze z tego zajęcia nie starczają nawet na pokrycie czynszu. Kiedy zgłasza się do niego zamożna rodzina zaginionej dziewczynki, najpierw jest zaskoczony, że szukają pomocy właśnie u egzorcysty, jednak zostaje to szybko wyjaśnione – dziewczę już od jakiegoś czasu nie żyje, a zadaniem Castora będzie odnalezienie jej ducha.

Read the rest of this entry »

uznanskiZ literaturą tego typu, czyli połączeniem fantasy z zaawansowaną technologią, nie miałem zbyt często do czynienia. Nie liczę steam punka, ale to zupełnie inna bajka. Jednak w wypadku tej książki kontakt ten był dla mnie dość egzotycznym przeżyciem, takim trochę nietypowym. I całkiem przyjemnym. Uznański w swojej powieści w ciekawy sposób zderza dwa wszechświaty. Jeden ludzki, pełen mrocznej, zaawansowanej technologii, trochę w stylu gotyckiego, Warhammera 40k. Surowego w formie, pełnego przepychu w treści. Trochę w nim też ducha „Diuny”. Drugi – no właśnie czyj? Jest to wszechświat odmiennych praw fizyki, prawdziwej krainy dziwów, gdzie wojska piekieł walczą z zastępami niebieskimi, elfy – z braku lepszej nazwy – budują swe wspaniałe miasta, a orki służą swym demonicznym władcom. Największym plusem tej książki jest wyobraźnia autora. Upchane w niej motywy momentami aż zachwycają swoim pomysłem. Nawet nie fabuła, choć ta jest całkiem niezła, ale samo nagromadzenie przednich konceptów. Część książki, która dzieje się w wszechświecie kolizyjnym jest zdecydowanie najlepsza, a zawarty tam opis Otchłani to prawdziwa perła. Jedna z moich ulubionych.

Read the rest of this entry »

labirynt_odbic-smallCzytając wznowienie tej powieści, znanej już przecież szeroko w Polsce, nie sposób nie zastanowić się nad celowością ponownego jej wydania. Od 1997 r. minął szmat czasu a w kreacji wirtualnej rzeczywistości w literaturze fantastycznej te dwanaście lat może wydawać się całą epoką. Nie można jednak tracić z oczu faktu, że powieść ta to przede wszystkim literatura rozrywkowa, trochę przyprawiona rosyjskim smutkiem i melancholią. W tym zakresie potrafi obronić się mimo upływu lat.

Jeśli chodzi o scenografię, „Labirynt odbić” ma jednak charakter bardzo oldskulowy. Dla tych, którzy pamiętają, co to jest chociażby procesor 386, czy 486 (o wcześniejszych nie wspominając), wchodzenie do cyberprzestrzeni, czy parametry używanego sprzętu (przechowywanie danych na dyskietkach, czy śmieszna dziś pojemność twardych dysków) wydawać się może budzącym uśmiech politowania anachronizmem albo bajką (jak podróż na Księżyc poprzez wystrzał z armaty). Jednak ci, którzy sięgną po tę powieść pierwszy raz i nie są obarczeni (jak piszący te słowa) bagażem wspomnień z przedpotopowych niemal inicjacji komputerowych, detale te mogą być na tyle abstrakcyjne, że aż nieistotne. Zwłaszcza że Siergiej Łukjanienko nie zadręcza czytelnika szczegółami technicznymi na tyle mocno, aby się tym przejmować. Gdyby zatem nie bagaż wspomnień, to np. procesor 386 tak samo dla mnie, jak dla młodszego czytelnika, równie dobrze mógłby być oznaczeniem jakiegoś superszybkiego i efektywnego sprzętu. Jednak już wyprawa w Głębię (bo tak nazywa się ta wirtualna rzeczywistość) będzie, niezależnie od wieku, swoistą wyprawą w stylu retro. Wprawdzie nadal atrakcyjną, ale mimo wszystko czuć różnicę w kreacji tejże scenografii VR w stosunku do powieści późniejszych (pisanych głównie przez Zimnych Protestantów – czytaj anglosaskich autorów fantastyki). A kto nigdy nie grał w Doom… No cóż, nie doceni. Dla mnie, jako fana tamtej gry, szmat godzin spędzonych na bardziej skomplikowanych i rozbudowanych grach sprawił, że zadrgał gdzieś w środku sentyment do przeszłości.

Read the rest of this entry »

moj_wlasny_diabel-smallCiężko jest zmienić profesję gdy już jest się znanym i uważanym twórcą w jednej dziedzinie. Przejść na inny rodzaj przekazywania historii odbiorcom. Mike’a Carey’a jako twórcę komiksu nikomu przedstawiać nie trzeba. Scenarzysta serii o Lucyferze, czy odcinków od 175 do 215 Hellblazera, bierze się za pisanie powieści. Czy na starcie ma łatwiej jako postać sławna wśród czytelników komiksu, czy raczej trudniej, bo jego dzieła literackie będą porównywane do poprzednich form, które na przestrzeni lat serwował swoim fanom?

„Mój własny diabeł” jest debiutem powieściowym oraz pierwszym tomem rozpoczynającym serię przygód Feliksa Castora, egzorcysty, który chociaż porzucił swój stary zawód po wypadku podczas ostatniej sprawy, w końcu zmienia zdanie i decyduje się pomóc w usunięciu pewnego bardzo natrętnego ducha. Choć sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się łatwa, jak to w książkach ma drugie dno i komplikuje się z czasem. Castor ma swój styl, duchów i demonów pozbywa się za sprawą muzyki, grając na flecie. Jest prostym człowiekiem, bez dramatów moralnych, użalania się nad szklanką wódki czy szukania pocieszenia w ramionach kobiet. Szara myszka, która woli obcować z duchami niż z materialnymi, żywymi istotami.

Read the rest of this entry »

podziemia_veniss-smallPrzed ukazaniem się konkretnej pozycji na rynku wydawniczym, często do czytelnika dochodzą strzępy informacji o tym, czego może się tym razem spodziewać. Odpowiednio dozowane mają zaostrzyć apetyt, szczególnie jeśli mowa o autorach wcześniej już poznanych. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Jeffa VanderMeera, twórcy miasta Ambergris, tym razem zapraszający czytelnika do metropolii noszącej nazwę Veniss, a przede wszystkim do jego podziemi. W powieści „dziejącej się w odległej przyszłości, łączącej obrazy Boscha i mit o Orfeuszu”, jak możemy dowiedzieć się od samego autora w jednym z wywiadów.¹ „Podziemia Veniss” nie są mimo to zwykłą interpretacją tego mitu, w powieści próżno szukać dokładnego jego odwzorowania. VanderMeer sięga do skarbnicy greckiej mitologii, nie czując się jednak specjalnie zobowiązany do wierności pierwowzorowi, przedstawiając go we własnym mikroświecie.

Read the rest of this entry »

harrisWampiry w literaturze popularnej są obecnie na fali wznoszącej (albo już dotarły na jej szczyt). Wszystko za sprawą popularności powieściowego cyklu Stephanie Meyer, podbijanej jeszcze równie wielką popularnością adaptacji kinowej pierwszej części tegoż. Na tej fali objawiła się po raz kolejny w Polsce i Charlaine Harris. Po raz kolejny – ponieważ powieść ta była już kiedyś u nas wydana. Teraz nadszedł podwójnie dobry moment na jej wznowienie. Po pierwsze, wspomniana popularność książek S. Meyer. Po drugie, „Martwy aż do zmroku” stał się podstawą świetnego pierwszego sezonu serialu stacji HBO pt. „True Blood”. Serial odniósł sukces w USA, zawitał także do Polski. Grunt pod ponowne, lepsze przyjęcie powieści został zatem przygotowany od strony marketingowej doskonale.

Read the rest of this entry »

roma_eterna_smallInwestowanie w twórczość Roberta Silverberga to pewne ulokowanie funduszy. Autor, debiutujący w 1954 roku opowiadaniem Gorgon Planet, od lat uważany jest za jedną z czołowych postaci współczesnej fantastyki. Dokonaniami na polu literatury pozyskał sympatię zarówno czytelników, jak i krytyków. Jakiś czas temu spotkałem się między innymi z tezą, że Silverberg jest pisarzem cenionym, gdyż nie boi się mówić o zjawiskach trudnych, niezręcznych dla ogółu społeczeństwa. Na potwierdzenie niniejszego stwierdzenia autor artykułu przytoczył powieść „Umierając żyjemy”, dopatrując się w niej omijanych do tej pory odniesień do wstydliwych relacji międzyludzkich. Z góry uprzedzam, że nie zagłębiałem się w fabułę wspomnianej książki i dlatego trudno mi jest zająć w tej kwestii jakieś konkretne stanowisko. Dla mnie, Silverberg to przede wszystkim cykl Majipoor.

Przyznam szczerze, że z wielką niecierpliwością oczekiwałem na polskie tłumaczenie ostatniej książki Roberta Silverberga. Dzieła, w którym autor zapowiadał wykreowanie całkowicie przekształconej historii cywilizacji europejskiej. Z racji wykształcenia i historycznych zamiłowań nie mogłem przejść obojętnie wobec takich deklaracji. Zwłaszcza, że w moim odczuciu autor porywał się na rzecz niebywale trudną. Zamierzał nie dopuścić do upadku państwa, które pomimo zapewnień Wergiliusza nie miało prawa wiecznie istnieć. Czy mu się udało?

Read the rest of this entry »

norwegian-woodHaruki Murakami to obecnie chyba najbardziej popularny w Polsce pisarz rodem z kraju kwitnącej wiśni. Jego książki sprzedają się bardzo dobrze, na półkach księgarń znaleźć je można wszędzie, a wydawnictwo Muza cyklicznie wznawia poszczególne tytuły. Popularność często nie idzie w parze z jakością, ale to akurat nie dotyczy twórczości Murakamiego, który na całym świecie zyskuje sobie przychylność zarówno czytelników, jak i krytyków.

„Norwegian Wood” to nostalgiczna opowieść rozgrywająca się w Tokio pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku. Poznajemy w niej losy Toru – początkującego studenta, który, po samobójczej śmierci swojego jedynego przyjaciela, zakochuje się w jego dziewczynie Naoko. Ich wzajemne relacje są osią, wokół której pisarz krąży opowiadając też historie ludzi bezpośrednio związanych z głównymi bohaterami.

Read the rest of this entry »

bohaterowieumierajamByć może, przed pisaniem tej recenzji, powinienem z obowiązku zajrzeć do bibliografii Matthew Stovera, ale już fakt, iż zajmował się pisaniem książek osadzonych w uniwersum Gwiezdnych Wojen zdumiał mnie wystarczająco. I doprowadził do konstatacji, że pisanie takiej pulpowatej literatury może prowadzić, przy inteligentnym autorze do rewelacyjnego wyćwiczenia warsztatu, albo być atrakcyjnym źródłem dochodów. Niby nic odkrywczego, ale poprzedni wyrobnik, z którym miałem do czynienia, operujący w innym uniwersum i próbujący następnie napisać coś w pełni samodzielnego (James Barclay) był przykładem, że nie wszystkim się ta sztuka udaje.

Z tego powodu, czytając opinię Scotta Lyncha na temat Stovera, podszedłem do niej z naturalną rezerwą. Wszak takie polecanki kolegów po fachu z natury swej, skoro umieszczane są na okładkach powieści, nie mogą być negatywne. Dla mnie na ogół pozostają tylko ozdobnikiem okładki. Ale w tym wypadku, po lekturze powieści trudno się ze Scottem Lynchem nie zgodzić w zakresie jego oceny powieści Stovera, który ponoć był jednym ze źródeł jego własnych inspiracji.

Read the rest of this entry »

zwiazek_zydowskich_policjantow-smallO Rossie Macdonaldzie, autorze powieści kryminalnych, jeden z krytyków (chyba z „New York Timesa”) napisał, że jest on lepszy od takich klasyków gatunku, jak Dashiell Hammett, czy Raymond Chandler, gdyż jego książki przekształciły powieść o niezłomnym prywatnym detektywie w medium zaludniane przez „postaci wystarczająco uczuciowe, by dać się zranić, i dość skomplikowane, by popełniać błędy”. Ta krótka charakterystyka, na którą natknąłem się w jakiejś zapomnianej już dla świata antologii czarnego kryminału, przypomniała mi się po przeczytaniu „Związku Żydowskich Policjantów” Michaela Chabona. Bo gdybym miał doszukiwać się najwięcej podobieństw do któregoś z klasyków czarnego kryminału, to chyba rzeczony Ross Macdonald byłby pierwszym, który przyszedłby mi na myśl, jeśli chodzi o kreację bohatera. Ostatecznie jednak takie porównywanie jest sztuką dla sztuki, ponieważ oddzielenie dziś, od kogo Michael Chabon (lub jakikolwiek bardziej osadzony w konwencji czarnego kryminału autor) czerpał najbardziej, jest całkowicie bez sensu. Bo równie dobrze i u Chandlera, i Hammetta, czy Macdonalda można doszukiwać się wpływów autorów jeszcze wcześniejszych, o których dziś już nikt nie pamięta. Ale moje pierwsze skojarzenie było właśnie takie.

Read the rest of this entry »