Styczeń 7, 2011
No comment
„Najgłośniejsze procesy ostatniego 10-lecia” – taki jest podtytuł tej książki. Bez wątpienia jest on bardzo chwytliwy, zapowiada odpowiednią dawkę sensacji i emocji. I bardzo dobrze, bo to doskonały zbiór reportaży sądowych z rzeczywistych najgłośniejszych procesów, które miały miejsce w warszawskich sądach.
Żyjemy w czasach, kiedy największe, najpoważniejsze zbrodnie szybko trafiają na pierwsze strony tabloidów. Odpowiednio wyeksponowane, odpowiednio udramatyzowane historie mają budzić społeczne emocje, nie pozostawiać obojętnym. Zmuszają do wydania wyroku tylko na podstawie skrótowej informacji, szokującej, uderzającej w emocje, np. „Wyrodna matka kazała zamordować swoje dziecko”, „Dlaczego ten mały aniołek musiał tak okrutnie zginąć?”, i tak dalej i tak dalej. Czytelnik, który chwyta za gazetę, płonie z oburzenia i zgrozy. Żąda (słusznie) sprawiedliwości, ukarania winnych tej okrutnej zbrodni. A winni przecież są: wyrodna matka, wyrodny ojciec, wyrodny konkubent, jakiś nieszczęśnik z twarzą zakrytą czarnym prostokątem – już osądzony przez tłum na podstawie prasowej informacji. Jest już tylko jedna prawda i tylko ona się liczy. A kiedy sąd wydaje wyrok uniewinniający, wówczas: święte oburzenie ponieważ sąd wypuścił mordercę (morderczynię). Nikt nie interesuje się tym, że człowiek, który na pierwszej stronie gazety został jednocześnie oskarżony i skazany przez (zazwyczaj) głęboko niedouczonych dziennikarzy, piszących ku uciesze tłumów, jest niewinny. Prawda jest jedna, a przyznać się do tego, że zostało się zmanipulowanym, aby wydać 1,50 zł na kilka stron nic nie znaczących newsów – to przekracza czasami (a raczej: na ogół) zdolności, czy umiejętności auotorefleksyjne czytelników takich mediów. Dlatego taki zbiór reportaży sądowych może być nie tylko lekturą zaspokajającą głód sensacji (bo przecież, choćby autorka bardzo się starała, nie może uniknąć takiej motywacji czytelnika), ale i może spełniać istotną funkcję edukacyjną.
Read the rest of this entry »
Styczeń 5, 2011
No comment
Dla osób, które kupują bądź przeglądają czasopisma fantastyczne, większość autorów zagranicznych jest – mniej lub bardziej – rozpoznawalna. Dla całej reszty, czyli dużej części „fantastycznej” społeczności, pierwsze pozycje książkowe takich pisarzy to nieznane obszary literatury. Powiedzmy sobie szczerze – nawet z ekonomicznego punktu widzenia lepiej kupić jest książkę, a nie gazetę z paroma tekstami wątpliwej zazwyczaj jakości. Paolo Bacigalupi był już drukowany w takich czasopismach, ale na szczęście ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i z korzyścią dla leniwego (przeważnie) czytelnika zebrał jego teksty w jedną całość. „Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć” to zbiorcze wydanie opowiadań i pierwszej powieści wyżej wspomnianego amerykańskiego autora.
Read the rest of this entry »
Styczeń 3, 2011
No comment
Popularności literatury skandynawskiej w naszym kraju nie da się zaprzeczyć. Króluje oczywiście kryminał, ale inne gatunki również mogą zwrócić uwagę czytelnika. Osobiście dałam się skusić horrorowi autora reklamowanego jako szwedzki King. „Ludzka przystań” Johna Ajvide Lindqvista to według notatki okładkowej połączenie powieści psychologicznej z horrorem. Klimat tej północnej opowieści, choć większość akcji rozgrywa się latem, doskonale pasuje do panującej za oknem zimowej aury.
Tłem dla akcji utworu są wyspy Domarö. Główny wątek skupia się wokół tajemniczego zniknięcia dziecka, które wybrało się z rodzicami na zimową wycieczkę do latarni morskiej. Sześcioletnia Maja postanowiła sprawdzić intrygujący szczegół na lodowej pokrywie i ślad po niej zaginął. Zrozpaczeni rodzice – Anders i Cecylia, mimo szeroko zakrojonych poszukiwań z udziałem mieszkańców pobliskiej wioski nie trafili na żadną wskazówkę, jaki los spotkał ich dziecko. Doprowadziło to do rozpadu małżeństwa, a w przypadku ojca – wpadnięcia w szpony alkoholizmu. Przedstawione przeze mnie skrótowo wydarzenia to dopiero początek opowieści, której głównym bohaterem staje się Anders oraz jego determinacja, by rozszyfrować, co stało się z ukochaną córką.
Read the rest of this entry »
Styczeń 2, 2011
No comment
Wracamy po krótkiej przerwie, już za nami święta, skończył się też rok 2010. Ostatnie tygodnie przyniosły kilka ciekawych informacji. Największą sensację wzbudziło chyba nowopowstałe wydawnictwo Ars Machina. A dlaczego? O tym za chwilę napiszę. Będzie też o Huberacie, planach Prószyńskiego i Książnicy. Nie będzie (przynajmniej w tej chwili) żadnych podsumowań roku, ani tym bardziej dekady. Read the rest of this entry »
Grudzień 24, 2010
1 Comment
Jack Vance? Zupełnie obcy mi pisarz, który nie tak dawno odżył dzięki wydawnictwu Solaris. Podkreślę to jeszcze raz, głośno i wyraźnie: Wojciech Sedeńko i spółka odwalają kawał dobrej roboty. Gdyby nie inicjatywy podejmowane przez wspomniane wydawnictwo, młode pokolenie czytelników nie miałoby możliwości poznania cyklu „Umierająca Ziemia”. Z kolei na osoby zorientowane w temacie czekałyby problemy natury stricte technicznej, gdyż o egzemplarz pierwszego wydania zbioru opowiadań „Umierająca Ziemia” z 1960 roku bardzo trudno. Dlatego zanim przejdziemy dalej, warto zapytać: ilu jeszcze autorów wypadałoby przypomnieć? W dobie wydawania pisarzy będących „na topie” zapewne wielu. Mam tylko nadzieję, że ich liczba będzie systematycznie malała.
Read the rest of this entry »
Grudzień 20, 2010
1 Comment
Kontynuacja „Upadłych” z pewnością nie zawiedzie czytelników, którzy polubili pierwszą część tej, na razie chyba, trylogii. Odważę się nawet napisać, że „Udręka” jest znacznie lepsza od „Upadłych”. Mniej tu ociężałości stylu i nieporadności w dialogach, które momentami były bardzo infantylne (a teraz infantylności jakby mniej). I nie tłumaczył tego fakt, iż „targetem” książki był/jest infantylny odbiorca, lub – po prostu – infantylni są główni bohaterowie. Styl był kiepski, ale to już przeszłość. Lauren Kate podszlifowała warsztat i pisze teraz sprawniej.
Read the rest of this entry »
Grudzień 17, 2010
No comment
„Cryptonomicon” to jedna z tych niewielu powieści, do których mogę wracać w nieskończoność z taką samą frajdą i zapałem. Kiedy prawie 8 lat temu przeczytałem ją pierwszy raz, zaraz po skończonej lekturze zacząłem czytać od nowa. Powieść ta nie jest w stanie mi się znudzić.
Wszystko to za sprawą stylu Neala Stephensona. Każdy rozdział to niemal perełka narracyjna. Roi się w tej powieści od doskonałych, charakterystycznych i zapadających w pamięć postaci, nawet jeśli część z nich jest epizodyczna (np. Chester i Pekka). Bohaterowie zatem to ogromny atut tej książki. Randy, Lawrence, Avi, Bobby, Goto Dengo, Enoch Root – to oni są, moim zdaniem, siłą fabuły. Do tego stopnia, że nawet epizodyczność niektórych wydarzeń z nimi całkowicie przesłania główną oś fabuły. Read the rest of this entry »
Grudzień 13, 2010
1 Comment
Do świata Babuni Jagódki po raz pierwszy mogliśmy zajrzeć w 1998 roku, za sprawą opowiadania „Kochał ją, że strach”. Cztery lata później do sprzedażny trafiły „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”, pierwszy zbiorek tekstów, który na dobre przeniósł nas w świat owej Doliny. Na nowe historie, zebrane w jednym tomie, czekać musieliśmy tym razem jednak osiem lat. Wcześniej zaś zapoznać można było się z dwoma opowiadaniami. Pierwsze z nich, „Po prostu jeszcze jedno polowanie na smoka”, pojawiło się w antologii „Księga smoków”¹, drugie – „Babie lato” – premierę miało w 28 numerze SFFiH². Ten drugi tekst spowodował, że zacząłem się zastanawiać, jak ten czas wpłynął na świat wiedźmy wykreowany przez Annę Brzezińską? Czy w ogóle wpłynął? A jeśli tak, to w jaki sposób? Teraz, już po lekturze całości, mogę powiedzieć, że zmiana nastąpiła. A czy na dobre? Ocenicie sami.
Read the rest of this entry »
Grudzień 12, 2010
No comment
Zaczynając, jak to ostatnio mamy w zwyczaju, od pogodowego raportu, muszę zaznaczyć, że coś w tym tygodniu aura za oknem nie potrafiła się zdecydować. Były mrozy, sypał śnieg, ale też, nie wiedzieć czemu, padał deszcz, a dziś przez pół dnia wszystko próbowało się rozpuścić. Na szczęście nie zdążyło. A kończący się właśnie tydzień, wbrew moim obawom, obfitował w kilka ciekawych zapowiedzi. Read the rest of this entry »
Grudzień 10, 2010
No comment
Jak powszechnie wiadomo, pisarze science fiction zajmują się wymyślaniem fantastycznych wizji dotyczących przyszłości, inwazji obcych, jak też wieloma innymi atrakcjami (albo wszystkim jednocześnie). Wiedział o tym doskonale Józef Stalin, który w roku 1946 zebrał w oddalonej od cywilizacji daczy grupkę radzieckich pisarzy sf i nakazał im wymyślić wiarygodny scenariusz inwazji obcych, który można by przedstawić mieszkańcom ZSRR jako autentyczne wydarzenia. Wszystko po to, by lud radziecki mógł się zjednoczyć wobec zagrożenia, gdy już pokonani zostaną wszyscy prawdziwi przeciwnicy. Po kilku miesiącach projekt został gwałtownie zamknięty, a pisarzom nakazano milczenie. Czterdzieści lat później jeden z autorów biorących udział w tym tajnym programie, Konstantyn Skworecki, odkrywa, że zmyślona opowieść o inwazji kosmitów nagle staje się rzeczywistością.
Read the rest of this entry »