Pisanie o ludziach zasłużonych dla szeroko rozumianej fantastyki nastręcza problemów. Czyż o wielkich tego gatunku nie powiedziano wszystkiego, co można było powiedzieć? W Polsce również nie brakuje pisarzy, których dokonania omawiano, modyfikowano i opisywano wielokrotnie. Wśród nich jest Janusz Zajdel, jeden z ojców science fiction oraz prekursor fantastyki socjologicznej, którego niniejszy zbiór tekstów postaram się zaprezentować. Dlaczego? Pozwólcie, że na to pytanie odpowie małżonka autora, Jadwiga Zajdel: „Bibliografia, którą sporządziłam, zawiera ponad osiemdziesiąt opowiadań. Od dawna niewznawiane, są warte przypomnienia – szczególnie młodszemu pokoleniu czytelników”.¹

Read the rest of this entry »

Z pewnością powieść ta nie zawiedzie czytelników, którzy wierzyli, że China Miéville nie jest więźniem tylko jednego wykreowanego świata i nie będzie go eksploatował w wielu kolejnych powieściach aż do znudzenia. „Miasto i Miasto” nie ma dzikiego, nieskrępowanego niczym rozmachu poprzednich powieści Mieville’a, akcja nie jest podporządkowana scenografii i nie ma już takiego przytłoczenia światem przedstawionym, jak w „Dworcu Perdido”.

Powieść nie odznacza się, na pozór, niczym oryginalnym. Fabuła dotyczy śledztwa w sprawie śmierci pewnej dziewczyny, które prowadzi inspektor policji miasta położonego gdzieś na południowym wschodzie Europy, na Bałkanach. Miasto jest dosyć niezwykłe. A właściwie są to dwa miasta, jakby „nałożone” na siebie dwa odrębne byty egzystujące na wyciągnięcie ręki a jednak – z powodu odrębności będące od siebie niewiarygodnie oddalone. Obywatele obydwu miast nie mogą zauważać siebie nawzajem. Od dzieciństwa uczeni są „przeoczania” (niedostrzegania rzeczywistości „po drugiej stronie ulicy”), a „nieprzeoczanie” grozi surowymi, budzącymi grozę sankcjami – spotkaniem z Przekroczeniówką, tajemniczą, wszechpotężną niemal służbą, zajmującą się utrzymywaniem dwóch istniejących bytów z dala od siebie.

Read the rest of this entry »

Jeśli spojrzeć na miniony tydzień pod kątem wariacji pogodowych, działo się i to sporo. Mróz chwycił, śnieg sypał niekiedy całymi dniami (i nocami), skutecznie utrudniając życie kierowcom. Dla niezmotoryzowanych oznaczało to marznięcie na przystankach, a później również tkwienie w korkach. Jednak mimo wyżej wymienionych trudności komunikacyjnych lubię, kiedy o tej porze roku jest biało. Skoro musi być zimno, niech przynajmniej będzie trochę ładniej, a biały puch niech na chwilę okryje zwykłą szarość. Czas jednak na cotygodniowe podsumowanie, a na tym polu o wiele mniej do przekazania niż w przypadku warunków pogodowych.

Read the rest of this entry »

Jestem pewna, że dawno, dawno temu, w czasach nastoletniej młodości czytałam przynajmniej część „Kronik Amberu”. Oczywiście wtedy nie istniało wydanie zbiorowe, a kolejne tomy przynosiłam z biblioteki, kiedy udało mi się je znaleźć na półce. Cóż z tego, skoro praktycznie nic z poprzedniego spotkania z utworami Zelaznego nie zapamiętałam? Owszem, imię Corwina – głównego bohatera, a jednocześnie narratora brzmiało dla mnie znajomo, tytuł drugiego tomu – „Karabiny Avalonu” – budził jakieś echa, sam Amber jako kraina i nazwa też spoczywał gdzieś na dnie pamięci, ale podobnie jak Corwin musiałam odzyskać pamięć, wspomnienia z podróży przez Cienie, do czego doskonałą okazję stworzył Zysk i S-ka, wznawiając w dwutomowym wydaniu całość cyklu. W tej chwili za mną tom pierwszy – zawierający tak zwane „Kroniki Corwina”, czyli pierwsze pięć powieści. Spotkanie okazało się bardzo udane, więc na pewno nie omieszkam sięgnąć po tom drugi.

Read the rest of this entry »

Trzeba oddać szacunek polskiemu wydawcy. Zastanawiam się, czy uda się utrzymać inwencję w przekładaniu na polski tytułów kolejnych powieści: „Martwy aż do zmroku”, „U martwych w Dallas”, „Klub martwych”, „Martwy dla świata”, „Martwy jak zimny trup” a wkrótce „Definitywnie martwy” i kolejne tytuły. Brzmią one jak zapowiedzi kolejnych filmów z Brucem Willisem w roli Johna McClaine’a. A to tylko prowincjonalne (z powodu scenografii) kryminały z dużą liczbą wampirów, łaków, wróżek, czarownic, zmiennokształtnych i – zapewne – jeszcze całego tabunu różnych istot, które główna bohaterka przyciąga do siebie, jak światło ćmy.

Read the rest of this entry »

Hasło „literatura turecka” budzi u mnie bardzo pozytywne skojarzenia. Od razu na myśl przychodzi piękna proza nagrodzonego Noblem Orhana Pamuka czy powieści zdobywającej ostatnio serca czytelników Elif Şafak. Nic więc dziwnego, że z zaciekawieniem sięgnęłam po „Ostatni pociąg do Stambułu” Ayşe Kulin, tym bardziej, że Albatros reklamuje ją jako „jedną z czołowych pisarek tureckich”. Niestety, jak to z reklamą bywa, hasło wyolbrzymia trochę talent autorki – jeśli miałabym szukać analogii, przypomina to stwierdzenie, że do najlepszych pisarek amerykańskich możemy zaliczyć Norę Roberts czy Danielle Steel, a czołówkę polską stanowią Katarzyna Grochola i Małgorzata Kalicińska.

Read the rest of this entry »

Starczył jeden wieczór,‭ ‬by widok z okna uległ zmianie.‭ ‬Zima,‭ ‬którą straszono nas już we wrześniu,‭ ‬nadeszła jednak dopiero pod koniec listopada i teraz prawdopodobnie cała Polska jest przykryta białym puchem.‭ ‬Lubię zimę,‭ ‬lubię ją jednak tylko‭ ‬wtedy,‭ ‬gdy kaloryfery grzeją,‭ ‬a ja jestem odgrodzony od niej murem.‭ ‬Lubię zimę,‭ ‬gdy mogę ją obserwować przez okno z kubkiem gorącej kawy/herbaty.‭ ‬Ta miłość kończy się jednak w momencie,‭ ‬gdy muszę wyjść na zewnątrz,‭ ‬ale że dziś jest niedziela,‭ ‬to pozostajemy w przyjaznych stosunkach.‭ ‬Niedziela to też oczywiście czas na kolejną już odsłonę naszego podsumowania. Read the rest of this entry »

Narrator to oczywiście immanentny element każdego dzieła literackiego. Zwykle jest trzecioosobowy, osadzony gdzieś poza światem, a czasem pierwszoosobowy, przebywający w świecie przedstawionym. Ten ostatni po prostu przedstawia swoją opowieść albo opowiada ją komuś z zewnątrz, jakimś „czytelnikom”, nadając swej historii bardziej gawędziarski ton, przeplatany różnymi przemyśleniami. Nic nadzwyczajnego, czyż nie? Co jednak z sytuacją, gdy narrator nie tylko jest bohaterem powieści, nie tylko opowiada swoją historię, nie tylko dodaje własny komentarz, ale też znakomicie zdaje sobie sprawę z tego, że jest zamknięty w książce i prowadzi coś w rodzaju rozmowy z czytelnikiem? Na przemian usilnie prosząc o spalenie powieści, opowiadając skąd właściwie wziął się w książce i grożąc, że zabije czytelnika jeśli ten nie spełni pokornie jego prośby?

Read the rest of this entry »

„Każda magia jest dobra”,  kolejna część przygód zaradnej czarownicy – prywatnej detektyw Rachel Morgan utwierdziła mnie w przekonaniu, że cykl ten nie spełni moich oczekiwań i nie rozwinie się w kierunku, w którym miałem nadzieję, że się rozwinie. Ale nie skreślę przez to tej powieści. Przede wszystkim dlatego, że – mimo wad – oferuje ona czytelnikowi sporo świetnej, rozluźniającej rozrywki.

Akcja skupia się w zasadzie na kolejnym epizodzie z życia i pracy Rachel Morgan, jej wspólniczki, wampirzycy Ivy, wszędobylskiego Pixy oraz całego kręgu przyjaciół i wrogów głównej bohaterki. Zastajemy ją niedługo po zakończeniu przygód z tomu drugiego. Wiemy zatem, że wpakowała się w niezłe tarapaty związane z pewnym wrednym demonem. Nadal ma kłopoty wynikające z rozprawienia się z przeciwnikiem z części drugiej (wampirem Piscarym). Wciąż także nieustalona jest relacja głównej bohaterki z Trentem Kalamackiem, któremu nie ufa, ale ją fascynuje (być może z racji swego pochodzenia, jak i pewnych zamiarów deklarowanych w stosunku do Rachel). Aby nie było za mało: komplikuje się także sytuacja z chłopakiem głównej bohaterki. Lecz rychło pojawia się pocieszenie. Oczywiście, groźne i fascynujące jednocześnie.

Read the rest of this entry »

Listopad powoli dobiega końca, a pogoda za oknem zmierza już bardziej w kierunku zimowej. Kiedy za oknem szaro i deszczowo jednym z lepszym pomysłów jest zaszycie się w fotelu z ciepłą herbatą i dobrą książką. Na brak propozycji do czytania narzekać nie można, gdy co tydzień pojawia się coś wartego czytelniczej uwagi. Z wcześniej zapowiadanych pozycji trzeba będzie wypisać książkę autorstwa Wojtka Sedeńki „Wszystko co wiem o fantastyce”. Informacja, która się pojawiła, okazała się być żartem pracowników księgarni Solaris. I chociaż dowcip się udał, pozostaje jakiś żal, że taka książka nie ujrzy jednak światła dziennego. Spojrzenie na fantastykę zarówno okiem wydawcy, jak i tak doświadczonego czytelnika byłoby niezwykle ciekawe.

Read the rest of this entry »