zmija_mini

Sylwetki twórczej, literackich dokonań Andrzeja Sapkowskiego nie trzeba prezentować, czy też raczej; nie trzeba ich przypominać. Zainteresowani tematem doskonale znają te dokonania, a osoby, które tematem dopiero zapragną się zainteresować, potrzebne informacje z łatwością znajdą w Internecie. Co do samej recenzowanej tu książki, gdy tylko ładny kawałek czasu temu usłyszałem o planach jej wydania, uzbroiłem się w cierpliwość i czekałem. I się w końcu doczekałem.

„Żmija” jest zdecydowanie inna od dotychczasowych tekstów Sapkowskiego. Inna nie znaczy wcale gorsza. Jeżeli miałbym porównywać ja do czegoś wcześniejszego, to na myśl mi przychodzi głownie opowiadanie „W leju po bombie” i to nie tylko ze względu na konwencję „współczesnej wojny” ale raczej o sposób prowadzenia narracji oraz stopień naszpikowania tekstu wojskowym socjolektem.

Read the rest of this entry »

zoran

Zapraszamy do lektury wywiadu z Zoranem Krušvarem, autorem książki „Wykonawcy Bożego Zamysłu”, która ukazała się w Polsce 30 września nakładem wydawnictwa Runa.  Z wykształcenia pyscholog,  obecnie pracuje jako pisarz, dziennikarz oraz menedżer projektów kulturalnych. Czterokrotny laureat chorwackiej nagrody z dziedziny fantastyki, „Sfera”. W Chorwacji „Wykonawcy Bożego Zamysłu” zostali przyjęci bardzo entuzjastycznie, a wokół książki zdążył wyrosnąć spory ruch fanowski. Autor prowadzi bloga w języku angielskim, który jest tłumaczony na polski.

English version

Zaginiona Biblioteka: „Wykonawcy Bożego Zamysłu” nie są twoją pierwszą książką, która miała premierę w Polsce. Dla mnie osobiście, fakt ten był sporym zaskoczeniem. Z pewnością sposób jej wydania jest dla ciebie o wiele bardziej satysfakcjonujący niż to miało miejsce za pierwszym razem, mam rację?

Zoran Krušvar: Tak jak powiedziałaś. „Wykonawcy” są moją drugą książką w Polsce. Pierwsza została wypuszczona w ograniczonej edycji i praktycznie bez żadnych dodatkowych działań. Cała promocja dla tej książki była wykonana przez jedną osobę, moją tłumaczkę, Agnieszkę Żuchowską-Arent. Włożyła w to wiele wysiłku, ale niestety niewiele możesz zrobić jeśli nie masz najlepszego wydawcy. Książka nie miała przyzwoitej dystrybucji, żadnego wsparcia medialnego i, mówiąc szczerze, nakład 500 sztuk w kraju, gdzie żyje 38 milionów ludzi, musi przejść niezauważony, to czysta matematyka. Ale ostatnio z przyjemnością dowiedziałam się, że „Najlepszego na świecie” mozna przynajmniej znaleźć w niektórych bibliotekach w Polsce.

Read the rest of this entry »

sup130_m

Rzadko kiedy zdarza się sytuacja, że sięgamy po konkretną książkę bez żadnych wobec niej oczekiwań. Często za sprawą recenzji czy krótkich opinii innych osób mamy już wcześniej wobec niej wygórowane wymagania. U mnie akurat zaszła sytuacja odwrotna, moje oczekiwania co do lektury było dość obniżone. Zupełnie bezzasadnie, bo do tej pory nie zdarzyło mi się przeczytać nic autorstwa Pawła Ciećwierza i powinnam zasiąść do jego książki bez uprzedzeń. Został jednak uruchomiony schemat, według którego określenie „dobra literatura” nie jest tożsame z polską fantastyką. Spotkała mnie miła niespodzianka, oby takich było jak najwięcej.

Read the rest of this entry »

wegner_opowiesci_PP_front_110

Stało się. W końcu, po przygodach, dotarł do mnie książkowy debiut Roberta M. Wegnera, czyli zbiór opowiadań pt. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Na tą książkową pozycję czekałem niecierpliwie, gdyż z każdej niemal strony spotykałem się z bardzo pozytywnymi opiniami na jej temat. Czekałem na dostawę i nie zawiodłem się. Ale po kolei.

Opowieści są zbiorem ośmiu opowiadań, które tworzą dwie oddzielne księgi, „Topór i skała” oraz „Miecz i żar”, a ich akcja toczy się w dwóch różnych częściach Imperium Meekhańskiego. Akcja pierwszej z nich ma swoje fabularne miejsce w surowych, pokrytych śniegiem górach i opowiada dzieje Szóstej Kompanii Górskiej Straży oraz ich dowódcy – porucznika Kennetha-lyw-Darawyta. Północ, gdyż o tej części mowa, klimatem najbardziej przypomina chyba „Grombelardzką legendę” Kresa ale także militarystyczne dark fantasy jak na przykład „Kroniki Czarnej Kompanii” Cooka, czy też cykl „Videssos” Turtledove’a. Klimatem, bo jakościowo moim zdaniem Wegner wspomniane dzieła przewyższa. Z innych odniesień popkulturowych, Północ kojarzyła mi się głównie z filmem „Trzynasty wojownik” i jego surowym, zimnym tłem skandynawskich fiordów oraz górskich wiosek. Jeszcze innym nasuwającym się delikatnym nawiązaniem jest ostatni film o Beowulfie w opowiadaniu „Krew naszych ojców” – jednak to może być nadinterpretacja z mojej strony. Cóż, takie moje prawo czytelnika. „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” nawiązuje głównie do bitwy termopilskiej, ale z filmem Millera nie szukałbym związku, u Wegnera – użyję może niefortunnego zwrotu – akcja była bardziej realistyczna, pozbawiona poetyki komiksu. Opowiadanie to niestety mi się dłużyło i z całego zbioru jest moim zdaniem najsłabsze – co wcale nie znaczy, że było złe. Zwyczajnie było za długie i mnie trochę zmęczyło. Przyznać muszę, że moim faworytem w księdze północy jest „Szkarłat na płaszczu” i dyplomatyczne zmagania hrabiny w sali Tahga. Oraz wszelkie wątki z orkopodobnymi Ag’heeri – szaman Borehed to jedna z moich ulubionych postaci.

Read the rest of this entry »

letni_deszcz_sztylet

Obawiałem się, że Anna Brzezińska ze swoim cyklem o zbóju Twardokęsku zamierza dołączyć do Roberta Jordana i – aktualnie – G. R. R. Martina, których cykle rozrosły się do niebotycznych rozmiarów i utknęły gdzieś w nieokreślonym miejscu, dalekim do finału. W przypadku Roberta Jordana to śmierć autora przerwała radosną produkcję kolejnych tomów, które poza opisywaniem kolejnych krain i zwyczajów oraz perypetii trzeciorzędnych postaci, do głównego nurtu akcji nie wnosiły niczego. W przypadku Martina, doszedł do tego – jak podejrzewam – co najmniej brak zainteresowania autora swoim cyklem i jego zaangażowanie w mnóstwo innych projektów. Ostatnim jest serialowa ekranizacja Pieśni Lodu i Ognia przygotowywana przez stację HBO.

Anna Brzezińska swój cykl pisała przez dziesięć lat. Pierwsze wydanie „Zbójeckiego gościńca” ukazało się w 1999 r., „Żmijowa harfa” stosunkowo niedługo później, obydwie w wydawnictwie Supernowa. Powieści te przyniosły Annie Brzezińskiej zasłużony szacunek. Dla mnie były ambitną próbą zmierzenia się z gatunkiem epickiej sagi fantasy, która – dodatkowo – starała się nie powielać zbyt dużo z zachodnich neverending stories tego rodzaju, a w naszym polskim wydaniu występuje w ilości śladowej (acz głośnej i popularnej, czego przykładem jest twórczość Andrzeja Sapkowskiego). Jednak po wydaniu drugiej części sytuacja się skomplikowała. Nie wnikając w szczegóły, których zresztą aż tak wnikliwie nie znam, Anna Brzezińska odeszła z Supernowej. Rozkręciła wydawnictwo Runa i rzuciła na rynek nową wersję „Zbójeckiego gościńca”, potem znowu „Żmijową harfę”, a na koniec „Letni deszcz. Kielich”, aby wreszcie, po 10 latach zakończyć cykl ostatnią częścią trzeciego tomu pt. „Letni deszcz. Sztylet”, która właśnie debiutuje na naszym rynku. W międzyczasie ukazywały się także inne jej utwory, które mogły wywołać wątpliwości, czy cykl zakończy się w jakiejś satysfakcjonującej perspektywie czasu, skoro autorka ma w głowie wiele innych, nie mniej pasjonujących pomysłów.

Read the rest of this entry »

okladka-180

Zrecenzować powieść należącą do klasyki science fiction nie jest zadaniem prostym. Dodatkowo poprzeczka podnosi się, jeżeli przyjmiemy, że o książce napisano dosłownie wszystko, co można było o niej powiedzieć. Będąc, zatem świadomym istnienia terminu „plagiat” ograniczę wypowiedź do kilkuzdaniowego zobrazowania, czym dla mnie było spotkanie ze światem Ricka Deckarda

Swego czasu Maciej Parowski wspominał ważną dla science fiction literacko-kinową przemianę robota niegroźnego, „wykonującego ruchy mechaniczne, kanciaste”* w antropomorficznego buntownika działającego przeciw ludzkości. Wskazywał na swoistą ewolucję zasadności istnienia stworzonych przez człowieka istot żyjących według praw Isaaca Asimova. Czy ktoś jeszcze pamięta, że „robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy”? Po sukcesach postaci Terminatora widzimy, że pokojowa koegzystencja człowieka i jego mechanicznego potomka nie mogła trwać wiecznie. Potencjał filozoficzny oraz komercyjny robota człekokształtnego musiał prędzej czy później zostać dostrzeżony. Czy zatem Philip K. Dick powieścią „Do androids dream of electric sheep?” zapoczątkował wspomniane przekształcenia? Na pewno był jednym z pierwszych. Pojawiające się w literaturze, fantastycznej i nie tylko, pytania odnośnie tożsamości człowieka oraz praw rządzących jego światem stale potrzebowały nowego odnośnika. Świeżego czynnika, dzięki któremu potencjalni odbiorcy przestaliby poruszać się w próżni i mogli w prosty sposób zobrazować istotę konfliktu człowieka z samym sobą. Czy napiętnowany i do tego zaborczy robot nie mógł okazać się strzałem w dziesiątkę?

Read the rest of this entry »

i_grombelarrdzka1-M

Wstyd przyznać, ale jest to mój pierwszy kontakt z prozą Feliksa W. Kresa, dlatego, siłą rzeczy, moja recenzja nie będzie nawiązywać do poprzednich oraz następnych części cyklu „Księgi Całości”. Na szczęście kompozycja dzieła w pełni na to pozwala, gdyż „Grombelardzka legenda” jest powieścią zamkniętą – a wstyd mi, ponieważ jest to nazwisko (pseudonim właściwie) na poletku polskiej literatury fantastycznej znane i cenione za dokonania literackie.

Powieść ta jest osadzona w Szererze, od początku do końca samodzielnie wykreowanym przez autora świecie fantasy. Szerer, w moim odczuciu starego erpegowca, byłby światem całkiem dobrze grywalnym. Dlatego też w sumie trochę dziwię się, że nikt nie zdecydował się na konwersję świata powieści na język i mechanikę gry fabularnej. Kto wie, może ktoś się kiedyś zdecyduje? W „Grombelardzkiej legendzie” brakuje co prawda soczystych, klimatycznych opisów otaczającej rzeczywistości świata przedstawionego, ale zastosowany w tym wypadku swego rodzaju minimalizm sprawia, że wyobraźnia czytelnika ma całkiem sporo pracy – tak jak w seansie gry fabularnej. I to oczywiście nie jest zarzut. Opisy, owszem, bywają oszczędne, ale mimo wszystko całkiem sugestywne. Autor po prostu pisze bez zbędnych ozdobników i eksperymentów – proza ta jest sucha, a jednak treściwa. Gdy zabrałem się do lektury, początkowo uderzył mnie trochę toporny język i dość sztywna stylistyka. W tym kontekście widać, że „Prawo sępów” było przeredagowane z wcześniej istniejącego tekstu. Szybko jednak sytuacja pod tym względem się poprawiła. Odnalazłem właściwy rytm lektury i czytało się już do końca bardzo przyzwoicie, bez większych zgrzytów.

Read the rest of this entry »

ofensywa_szulerow

O tym, że „Ofensywa szulerów” Jakuba Ćwieka ma się ukazać jeszcze w tym roku, wiadomo było od jakiegoś czasu. Autor kilku już książek, choćby takich jak cykl o Kłamcy, tym razem trafił pod skrzydła wydawnictwa Runa, a nie jak dotychczas Fabryki Słów. Choć ten fakt zapewne dla większości czytelników, ceniących sobie książki Ćwieka, pozostanie bez znaczenia. Zaś moją uwagę oprócz noty zwróciła także okładka, kojarząca się z plakatem filmowym „Bękartów wojny” Quentina Tarantino. Filmu jeszcze nie widziałem, więc nie będę próbował oceniać, czy między nim, a książką istnieją jeszcze jakieś podobieństwa. Zatem przejdźmy do książki.

Autor przenosi nas w lata sąsiadujące z okresem po zakończeniu II Wojny Światowej, wraz z bohaterami trafiamy do hotelu Concorde w Kairze, gdzie pan Brown, Joe Smith i Martha zostali zaproszeni na rozmowę o pracę. Gdy cała trójka trafiła w odpowiednie miejsce rozpoczyna się właściwa część książki. Bo to na dość nietypowej rozmowie „kwalifikacyjnej” opiera się znaczna część powieści. Każdy z trójki bohaterów ma teraz do opowiedzenia pewna historię ze swojego życia. W ten o to sposób Ćwiek wprowadza czytelnika w całą opowieść.

Read the rest of this entry »

Fizjonomika

New weird, czyli termin ukuty przez Chinę Mieville’a, a prekursorem którego miał być M. John Harrison, jest bardzo eksploatowany w przeciągu ostatnich dwóch lat w naszym kraju nad Wisłą. Coraz większą ilość książek wydawcy starają się podciągnąć pod ten szczególny rodzaj fantastyki. Czy istnieje czy też nie, spiera się wielu znawców, i jeszcze więcej czytelników. Solaris jakiś czas temu zaczął wydawać autorów, których można by zaliczyć do tego nurtu w literaturze fantastycznej. Wśród wydanych autorów znalazł się Jeffrey Ford i jego „Fizjonomika”, która na zachodzie została przyjęta wręcz entuzjastycznie, przyniosła mu Word Fantasy Award, a była jego debiutancką powieścią. U nas została wydana po 10 latach od premiery w USA.

Read the rest of this entry »

wykonawcy_bozego_zamysluObserwując ostatnie kreacje wampirycznych postaci, można zauważyć coraz częstszy proces ich uczłowieczania. Te, budzące wcześniej strach, kreatury niemal utraciły swoje zęby, przypominając bardziej kandydatów na modeli, niż potwory, które czają się w mroku i polują na człowieka, żeby wyssać z niego drogocenną krew. Z najnowszą modą na nowy typ wampira zrywa chorwacki pisarz, Zoran Krušvar, wracając do jego archetypu, przedstawia monstrum takim, jakim być powinno – budzącym strach krwiopijcą, któremu obce są ludzkie uczucia. Nie jest to może specjalnie nowatorski sposób jego przedstawienia, jednak w świetle sukcesu autorki „Zmierzchu”, z pewnością stanowi dość odświeżające spojrzenie.

Read the rest of this entry »