podziemia_veniss-smallPrzed ukazaniem się konkretnej pozycji na rynku wydawniczym, często do czytelnika dochodzą strzępy informacji o tym, czego może się tym razem spodziewać. Odpowiednio dozowane mają zaostrzyć apetyt, szczególnie jeśli mowa o autorach wcześniej już poznanych. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Jeffa VanderMeera, twórcy miasta Ambergris, tym razem zapraszający czytelnika do metropolii noszącej nazwę Veniss, a przede wszystkim do jego podziemi. W powieści „dziejącej się w odległej przyszłości, łączącej obrazy Boscha i mit o Orfeuszu”, jak możemy dowiedzieć się od samego autora w jednym z wywiadów.¹ „Podziemia Veniss” nie są mimo to zwykłą interpretacją tego mitu, w powieści próżno szukać dokładnego jego odwzorowania. VanderMeer sięga do skarbnicy greckiej mitologii, nie czując się jednak specjalnie zobowiązany do wierności pierwowzorowi, przedstawiając go we własnym mikroświecie.

Read the rest of this entry »

harrisWampiry w literaturze popularnej są obecnie na fali wznoszącej (albo już dotarły na jej szczyt). Wszystko za sprawą popularności powieściowego cyklu Stephanie Meyer, podbijanej jeszcze równie wielką popularnością adaptacji kinowej pierwszej części tegoż. Na tej fali objawiła się po raz kolejny w Polsce i Charlaine Harris. Po raz kolejny – ponieważ powieść ta była już kiedyś u nas wydana. Teraz nadszedł podwójnie dobry moment na jej wznowienie. Po pierwsze, wspomniana popularność książek S. Meyer. Po drugie, „Martwy aż do zmroku” stał się podstawą świetnego pierwszego sezonu serialu stacji HBO pt. „True Blood”. Serial odniósł sukces w USA, zawitał także do Polski. Grunt pod ponowne, lepsze przyjęcie powieści został zatem przygotowany od strony marketingowej doskonale.

Read the rest of this entry »

roma_eterna_smallInwestowanie w twórczość Roberta Silverberga to pewne ulokowanie funduszy. Autor, debiutujący w 1954 roku opowiadaniem Gorgon Planet, od lat uważany jest za jedną z czołowych postaci współczesnej fantastyki. Dokonaniami na polu literatury pozyskał sympatię zarówno czytelników, jak i krytyków. Jakiś czas temu spotkałem się między innymi z tezą, że Silverberg jest pisarzem cenionym, gdyż nie boi się mówić o zjawiskach trudnych, niezręcznych dla ogółu społeczeństwa. Na potwierdzenie niniejszego stwierdzenia autor artykułu przytoczył powieść „Umierając żyjemy”, dopatrując się w niej omijanych do tej pory odniesień do wstydliwych relacji międzyludzkich. Z góry uprzedzam, że nie zagłębiałem się w fabułę wspomnianej książki i dlatego trudno mi jest zająć w tej kwestii jakieś konkretne stanowisko. Dla mnie, Silverberg to przede wszystkim cykl Majipoor.

Przyznam szczerze, że z wielką niecierpliwością oczekiwałem na polskie tłumaczenie ostatniej książki Roberta Silverberga. Dzieła, w którym autor zapowiadał wykreowanie całkowicie przekształconej historii cywilizacji europejskiej. Z racji wykształcenia i historycznych zamiłowań nie mogłem przejść obojętnie wobec takich deklaracji. Zwłaszcza, że w moim odczuciu autor porywał się na rzecz niebywale trudną. Zamierzał nie dopuścić do upadku państwa, które pomimo zapewnień Wergiliusza nie miało prawa wiecznie istnieć. Czy mu się udało?

Read the rest of this entry »

norwegian-woodHaruki Murakami to obecnie chyba najbardziej popularny w Polsce pisarz rodem z kraju kwitnącej wiśni. Jego książki sprzedają się bardzo dobrze, na półkach księgarń znaleźć je można wszędzie, a wydawnictwo Muza cyklicznie wznawia poszczególne tytuły. Popularność często nie idzie w parze z jakością, ale to akurat nie dotyczy twórczości Murakamiego, który na całym świecie zyskuje sobie przychylność zarówno czytelników, jak i krytyków.

„Norwegian Wood” to nostalgiczna opowieść rozgrywająca się w Tokio pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku. Poznajemy w niej losy Toru – początkującego studenta, który, po samobójczej śmierci swojego jedynego przyjaciela, zakochuje się w jego dziewczynie Naoko. Ich wzajemne relacje są osią, wokół której pisarz krąży opowiadając też historie ludzi bezpośrednio związanych z głównymi bohaterami.

Read the rest of this entry »

bohaterowieumierajamByć może, przed pisaniem tej recenzji, powinienem z obowiązku zajrzeć do bibliografii Matthew Stovera, ale już fakt, iż zajmował się pisaniem książek osadzonych w uniwersum Gwiezdnych Wojen zdumiał mnie wystarczająco. I doprowadził do konstatacji, że pisanie takiej pulpowatej literatury może prowadzić, przy inteligentnym autorze do rewelacyjnego wyćwiczenia warsztatu, albo być atrakcyjnym źródłem dochodów. Niby nic odkrywczego, ale poprzedni wyrobnik, z którym miałem do czynienia, operujący w innym uniwersum i próbujący następnie napisać coś w pełni samodzielnego (James Barclay) był przykładem, że nie wszystkim się ta sztuka udaje.

Z tego powodu, czytając opinię Scotta Lyncha na temat Stovera, podszedłem do niej z naturalną rezerwą. Wszak takie polecanki kolegów po fachu z natury swej, skoro umieszczane są na okładkach powieści, nie mogą być negatywne. Dla mnie na ogół pozostają tylko ozdobnikiem okładki. Ale w tym wypadku, po lekturze powieści trudno się ze Scottem Lynchem nie zgodzić w zakresie jego oceny powieści Stovera, który ponoć był jednym ze źródeł jego własnych inspiracji.

Read the rest of this entry »

zwiazek_zydowskich_policjantow-smallO Rossie Macdonaldzie, autorze powieści kryminalnych, jeden z krytyków (chyba z „New York Timesa”) napisał, że jest on lepszy od takich klasyków gatunku, jak Dashiell Hammett, czy Raymond Chandler, gdyż jego książki przekształciły powieść o niezłomnym prywatnym detektywie w medium zaludniane przez „postaci wystarczająco uczuciowe, by dać się zranić, i dość skomplikowane, by popełniać błędy”. Ta krótka charakterystyka, na którą natknąłem się w jakiejś zapomnianej już dla świata antologii czarnego kryminału, przypomniała mi się po przeczytaniu „Związku Żydowskich Policjantów” Michaela Chabona. Bo gdybym miał doszukiwać się najwięcej podobieństw do któregoś z klasyków czarnego kryminału, to chyba rzeczony Ross Macdonald byłby pierwszym, który przyszedłby mi na myśl, jeśli chodzi o kreację bohatera. Ostatecznie jednak takie porównywanie jest sztuką dla sztuki, ponieważ oddzielenie dziś, od kogo Michael Chabon (lub jakikolwiek bardziej osadzony w konwencji czarnego kryminału autor) czerpał najbardziej, jest całkowicie bez sensu. Bo równie dobrze i u Chandlera, i Hammetta, czy Macdonalda można doszukiwać się wpływów autorów jeszcze wcześniejszych, o których dziś już nikt nie pamięta. Ale moje pierwsze skojarzenie było właśnie takie.

Read the rest of this entry »

miastoParanormal romance, czyli podgatunek romansu, w fabułę którego wplecione zostają elementy fantasy czy science fiction. Przez dodanie członu „paranormal” otrzymujemy, wydawać by się mogło, nowy rodzaj literatury, ale sama technika kreacji świata nie różni się zbyt wiele od zwykłego romansu. Głównym bohaterem takich powieści jest oczywiście młoda (i piękna) kobieta czy dziewczyna. Jedynie z tą różnicą, że obiekt jej westchnień nie jest zwyczajnym przedstawicielem rodzaju ludzkiego.

Ten sposób zainteresowania czytelnika święci ostatnio triumfy w Stanach Zjednoczonych, a główną gwiazdą tego spektaklu była do tej pory Stephanie Meyer, autorka cyklu „Zmierzch”, który już doczekał się kinowej adaptacji. Nie trzeba było długo czekać, żeby na horyzoncie pojawiła się stosowna konkurencja – Cassandra Clare z cyklem „Dary anioła” została już okrzyknięta „młodszą rywalką” Meyer. Pierwszy tom, „Miasto kości” od 17 czerwca będzie można już znaleźć w polskich księgarniach, powstaje zatem pytanie czy na naszym rynku ta pozycja będzie cieszyć się równie wielką popularnością co w USA.

Read the rest of this entry »

na_szkarlatnych_morzach-smallWielu wydawców krzyczy, że odkryli nowy talent w literaturze, autora który powala czytelnika na łopatki dosłownie każdym aspektem swojego pisarskiego fachu. Szkoda tylko, że w starciu z brutalną rzeczywistością te wszystkie peany legają w gruzach. Czytelnicy to wredne osoby, które po takich reklamach oczekują bardzo wiele i zazwyczaj dany autor nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Dobrze, że zdarzają się wyjątki – jednym z nich był rok temu Scott Lynch autor „Kłamstw Locke’a Lamory”, pierwszego tomu cyklu o Niecnych Dżentelmenach. W tym roku ukazała się druga odsłona tego dzieła, książka pod tytułem „Na Szkarłatnych Morzach”.

Debiut Lyncha był niezwykle udany, jak na młodego, niedoświadczonego pisarza napisał książkę w stylu którego nie powstydziłby się autor z wieloletnim stażem. Język w powieści i tworzenie swoistego klimatu sprawiało, że czytelnik pochłaniał książkę jednym haustem. Locke i reszta jego kompanii chociaż to nie bohaterowie z rodzajów świętych i niepokonanych zdobywają sympatie czytelnika do razu. Podczas akcji trzyma się za nich kciuki aż knykcie zaczynają boleć, a podczas dialogów zanosi się człowiek ze śmiechu, bo humor to jeden ze sztandarowych aspektów cyklu. Po przeczytaniu pierwszego tomu zostawało pytanie: „Czy Lynch utrzyma poziom w kolejnym?”. Nie, nie utrzymał… on po prostu przeszedł samego siebie.

Read the rest of this entry »

koralinaPomysł na „Koralinę” u Neila Gaimana pojawił się w 1990 roku, gdy jego córka opowiedziała mu historię dziewczynki, która, wracając ze szkoły, zamiast swojej matki zastała w domu czarownicę, która zamknęła matkę w piwnicy. Ta, wydawałoby się, niewinna inspiracja doprowadziła do powstania – jak to czasami tę nowelę się określa – horroru dla dzieci, przez co autor na początku miał problemy ze znalezieniem wydawcy. Choć „Koralina” skierowana jest do młodszego czytelnika, nie raz słyszałem głosy, że i dorosły odbiorca znajdzie w niej coś dla siebie.

Koralina, tytułowa bohaterka, to mała, ciekawa świata dziewczynka. Poznajemy ją tuż po tym, jak wraz z rodzicami przeprowadziła się do nowego domu, który dzielą z innymi ludźmi. Jak już wspomniałem, jedną z cech Koraliny jest ciekawość, to właśnie ona oraz niepokorna dusza wpędzają ją w tarapaty. Dziewczynka odkrywa w nowym domu tajemnicze przejście i oczywiście z niego korzysta.

Read the rest of this entry »

opowiescisieroty„Oto Księga tysiąca i jednej nocy naszych czasów – napisana z rozmachem epopeja fantastyczna, która niepostrzeżenie rzuci na Was urok już od pierwszej strony…”

Taka nota pojawiła się na tylnej okładce powieści Catherynne M. Valente pt. „Opowieści sieroty: W ogrodzie nocy”, na tym można by było skończyć recenzję tej książki, ponieważ to jedno zdanie trafniej niż tysiąc słów opisuje zawartość utworu młodej amerykańskiej pisarki. Jednak z uczciwości recenzenckiej wypadałoby przybliżyć powieść czytelnikom, a więc o tym teraz.

Powieść rozpoczyna preludium i przedstawienie głównej bohaterki, a raczej bajarki, której opowieści będą nas bawić przez wszystkie strony książki. Mała dziewczynka, samotnie zamieszkująca wielki ogród sułtana, z powodu niezwykłych oczu uważana za demona, nie mająca nikogo i wyłączona z życia społeczności pałacu pewnego dnia zaprzyjaźnia się z jednym z synów władcy. Za jedzenie i picie oferuje mu opowieści snute pod baldachimem gwiazd, wprowadza go w świat niezwykłych historii, gdzie główne role grają ludzie, zwierzęta oraz potwory z baśni i z najgorszych koszmarów.

Read the rest of this entry »