Przy okazji recenzji Robokalipsy Wilsona ponarzekałem nad zmarnowanym potencjałem powieści i jej „scenariuszowością”. Justin Cronin najwidoczniej również pisał powieść z myślą o jej sprzedaży do kina. Wnoszę to po podziękowaniach, w których pojawia się Ridley Scott, który – jak się okazało – rzeczywiście kupił prawa do ekranizacji tej powieści. Jednak Justin Cronin nie zmarnował potencjału fabuły i nie poszedł w skróty, uproszczenia i szybką akcję, aby powieść łatwo dało się zaadaptować do scenariusza filmowego. Świadczy choćby o tym obszerność Przejścia – grubo ponad 700 stron. Ponadto cała fabuła została zaplanowana na trylogię, której dalsze części dopiero powstają (drugi tom planowany jest na 2012 rok). Świadczy to o tym, że pisarz postanowił nie zawierać zbyt wielkich kompromisów wobec wizji potencjalnej ekranizacji powieści. Chyba żyjemy w takich czasach, że trzeba być za to wdzięcznym (przypomnijmy sobie wspomniany casus „Robokalipsy”, czy zamówienia, które wydawca złożył u Jamesa Pattersona). Read the rest of this entry »

Dziś szósty grudnia. Dzień Świętego Mikołaja. Wypadałoby zatem zasypać Was prezentami, ale niestety… nie ma tak dobrze. Zamiast nich otrzymacie garść informacji – głównie marketingowych – które przydadzą się w trakcie robienia mikołajkowych prezentów. Przynajmniej taką mamy nadzieję. Read the rest of this entry »

„Bar dla potępionych” (oryginalny, znacznie trafniejszy tytuł „Currency of Souls”) został wydany przez wydawnictwo Prószyński i S-ka w nowej serii zatytułowanej „Strefa Mroku”. Dało mi to od razu pierwszy pogląd na to, jak gatunkowo zakwalifikować powieść. Dla mnie fakt, że mam mieć do czynienia z horrorem w ogóle nie był zachwycający. Przede wszystkim dlatego, że nie pamiętam, abym od czasu pierwszej lektury „Lśnienia”, „To”, czy innych klasycznych już powieści Stephena Kinga, miał na plecach ciarki w trakcie lektury innej powieści z tego gatunku. Dodatkowo liczne filmowe horrory chyba już zabiły we mnie jakąkolwiek ekscytację tym gatunkiem. Zatem przestraszyć mnie trudno i kiedy zaczynałem czytać „Bar dla potępionych” to raczej towarzyszyło temu uczucie zniechęcenia, niż entuzjazmu. Read the rest of this entry »

Kilka dni temu, tj. 21 listopada 2011 roku, zmarła Anne McCaffrey, osoba odpowiedzialna w fantastyce za cykl Jeźdźcy Smoków z Pern. Początki smoczego uniwersum amerykańskiej pisarki sięgają 1968 roku, kiedy to wspomniana autorka opublikowała opowiadanie Weyr Search, tekst będący wstępniakiem do powieści Jeźdźcy Smoków. Powieści uhonorowanej nagrodą Hugo. Warto dodać, że była to pierwsza tego typu nagroda przyznana kobiecie za literaturę science fiction. Dlaczego o tym wspominamy? Bo tak trzeba. Choć twórczość Anne McCaffrey trudno zaliczyć do tej ‚wysokich lotów’, to jednak dla wielu osób była to jedna z pierwszych styczność z literaturą fantastyczną. Read the rest of this entry »

O tym pisarzu mogę napisać, że jest czarodziejem nastroju. Pierwsza część jego najnowszej książki to „Podróże” – zbiór opowiadań, w których MacLeod efektownie czaruje czytelnika, uwodząc go swoim stylem i nadzwyczajną umiejętnością tworzenia poetyckiego nastroju. Już okładka daje pogląd na to, jakie barwy będą dominować w opowiadaniach. Smutek, melancholia, przemijanie – i świata, i ludzi a także idei. Splecione ze sobą losy bohaterów w „Opowieści młynarza” pokazują, jak żarna postępu mielą wspomniany stary porządek i jak bezcelowy jest opór przeciwko naturalnym procesom. Brak zwycięzców i wygasłe emocje, zawód miłosny – wszystko dziejące się gdzieś na prowincji, na obrzeżach wielkich zmian, których echa jednak docierają i tam, burząc ustalony porządek. Read the rest of this entry »

Ten tydzień obrodził nam w zapowiedzi na nowy rok. Bo i Ars Machina, i wydawnictwo Mag przedstawiło swoje wstępne plany na przyszły rok. Pojawiło się też parę innych informacji, które warto odnotować. Bez zbędnych wstępów, zaczynamy. Do dzieła! Read the rest of this entry »

Niektórzy ostrzegają przed ocenianiem książki po okładce. Mają rację. W owej praktyce ciężko znaleźć oznaki zdrowego rozsądku. Niemniej, niepomny przestróg, po najnowszą powieść Chucka Palahniuka sięgnąłem właśnie z powodu jej szaty graficznej i zachęcającego blurbu. Trawestując słowa wydawcy, byłem ciekaw, na ile amerykański pisarz faktycznie poszedł śladami Dantego i Dostojewskiego. Ciekaw, jak do tak poważnego zagadnienia, za które uchodzi temat winy i odkupienia, podszedł pisarz znany z języka ciętego i dowcipnego.

Podobnie jak i pozostałe książki Palahniuka wydane przez Niebieską Studnię, tak i tę skrywa okładka autorstwa Pawła Jońcy. Okładka prosta, psychodeliczna, idealnie obrazująca to, z czym spotkamy się podczas lektury Potępionych. Autor Podziemnego kręgu – sztandarowa powieść Palahniuka – przyzwyczaił czytelników do bezkompromisowego wywlekania własnych spostrzeżeń odnośnie natury ludzkiej oraz kruchości świata doczesnego. Pod tym względem Potępieni nie odbiegają od poprzednich książek w dorobku pisarza, momentami mogą nawet uchodzić za ich kalkę. Widoczne są chociażby nawiązania do wspomnianego Podziemnego kręgu. Read the rest of this entry »

Kolejne podsumowanie czas zacząć. Tym razem będzie jednak bez zbędnych formalność, bez przynudzających wstępów, bez formalności… Zaczniemy od razu, od rzeczy najważniejszej, czyli… autoreklamy. Tuż po obchodach dnia Św. Mikołaja, tj. 10 grudnia roku bieżącego odbędzie się pierwsza odsłona Wrocławskich Spotkań z Fantastyką. Impreza, której organizatorami jesteśmy wspólnie z portalem internetowym Fantasta.pl, będzie miała miejsce we wrocławskiej kawiarni Literatka (Rynek 56/57) a pierwszą książką, z którą postaramy się zmierzyć będzie Rozgwiazda Petera Wattsa. Oficjalnym patronatem spotkania jest wydawnictwo Ars Machina. Więcej informacji znajdziecie tutaj; serdecznie zapraszamy. Read the rest of this entry »

Tym razem zaczniemy bez wydumanych wstępów. Czwarty numer tegorocznego Wydania Specjalnego Fantastyki to przede wszystkim dwa świetne teksty zagraniczne oraz wciąż zaskakujący Wit Szostak. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, chciałbym poinformować, że omówienie listopadowego numeru Nowej Fantastyki ukaże się, z przyczyn technicznych, w terminie późniejszym.

Dumanowski. Wybrane fragmenty o polskich wieszczach Wita Szostaka to przedsmak tego, czego wypada oczekiwać po najnowszej powieści wspomnianego autora. Wierzę, że nikt nie będzie miał mi za złe, jeżeli w stosunku do Szostakowego tekstu użyję określenia ‚historyjka’ – między Bogiem a prawdą krakowska opowieść sprowadza się właśnie do krótkiej i lekkiej historyki. Romantycznej? Momentami owszem. Uważny czytelnik romantyczne ślady rozpozna w poglądach nadwornych polskich wieszczy i w ich patriotycznej wrażliwości. Opowiadanie jest bardzo przystępne, z jego odbiorem nie powinien mieć kłopotów nikt, kto choć trochę koncentrował się na lekcjach języka polskiego. Nocne popijawy, wyprawy na świtezianki – czytaj: krakowskie życie towarzyskie – i smutki nierozumianych poetów, rywalizujących ze sobą na każdym niemalże kroku, to największe zalety fragmentów Dumanowskiego. A przynajmniej tak odbieram to ja – autor pracy magisterskiego pod tytułem Życie codziennie artystów dwudziestolecia międzywojennego. Patrząc na Kraków oczyma Wita Szostaka dostrzegam to wszystko, co kręciło mnie, gdy czytałem chociażby o Skamandrytach spotykających się na półpiętrze w kawiarni na Ziemiańskiej. Read the rest of this entry »

Pierwsze wrażenie z lektury „Wiru”: powieść o końcu świata, do którego (w finale „Rozgwiazdy”) „wraca” z oceanu Lennie Clarke. Paradoksalnie jednak, zarówno ona, jak i Behemoth „przychodzą” na gotowe. Ten świat i tak się rozpada, z nimi czy bez nich. Podzielony, rozdrapany, z przeformowanymi granicami państw, których w większości już nie ma, bo pożarł je potwór jakiejś postekonomii – technologicznej i ekonomicznej dominacji korporacji. Jak stwierdza jeden z nowych bohaterów powieści, Achilles Desjardins, mimo że ludzkość nie dysponuje zbiorową świadomością, to z „wybuchających” w Wirze (taki meta-internet) tu i ówdzie aktywności przebija tęsknota ludzkości za końcem świata. I trudno jej nie podzielać, bo rzeczywistość w świecie przyszłości Wattsa nie jest zachęcająca. Może taka perspektywa wynika z faktu, że czytelnik śledzi akcję z punktu widzenia specyficznych bohaterów. O samej Lennie pisać nie trzeba, bo czytelnicy „Rozgwiazdy” zdążyli ją już poznać. Dodać wystarczy, że Watts przygotował dla swojej bohaterki jeszcze trochę przykrych niespodzianek, ale – znowu paradoksalnie – im bardziej parszywe było jej życie dotychczas, tym bardziej jest ona odporna na rzeczywistość i w końcu z manipulowanej ofiary staje się podmiotem. Read the rest of this entry »