Kolejna powieść Mieville’a na naszym rynku to bardzo przystępne, bogate, wciągające urban fantasy, przy którym nie nudziłem się wcale, chociaż utwór nie przełamuje żadnych barier gatunkowych. Fani dzikiej wyobraźni, jakiej pokaz dał autor w „Dworcu Perdido”, czy „Bliźnie” będą bez wątpienia zawiedzeni. „Kraken” to powieść tak typowa dla urban fantasy, że nie miałem wątpliwości co do przynależności gatunkowej. Oczywiście, nie oznacza to kopiowania stylu, czy chodzenia na łatwiznę, aby dostarczyć szybko spożywalny produkt literacki. W mojej ocenie China Mieville osiągnął już taki poziom, że nie musi nikomu niczego udowadniać. A tym bardziej cieszy mnie, że nie stał się on zakładnikiem swojego własnego stylu i wyobraźni, których pokaz dał we wspomnianych wcześniej powieściach.

Read the rest of this entry »

“[…] Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tą skorupą i zstąpmy do głębi…”*

Drogi Czytelniku, zakładam, że czytałeś przynajmniej opracowania lektur szkolnych, i wiesz, że słowa Wysockiego z siódmej sceny III części Dziadów są metaforycznym wizerunkiem narodu polskiego, uśpionego, aprobującego poczynania caratu, narodu czekającego jednak na dogodny moment, aby dać upust wewnętrznemu, żarliwemu patriotyzmowi. Nie martw się jednak, nie będę tu rozprawiać o Powstaniu Listopadowym, martyrologii narodowej, ani o polskich romantykach. Spójrz tylko ze mną na ten cytat u góry. Spójrz przewrotnie, choćby nas mieli uznać za bluźnierców, szargających się na narodowe świętości. Read the rest of this entry »

Fantastyka, a zwłaszcza science fiction, upowszechniła się głównie dzięki opowiadaniom. Krótka forma była możliwa do zaprezentowania w piśmie literackim, fanzinie. Nic więc dziwnego, że przynajmniej w świecie anglojęzycznym wysokim prestiżem cieszyli się niektórzy redaktorzy antologii. Don Wolheim, Gardner Dozois, Isaac Asimov – te nazwiska kojarzono nie tylko z pracami własnymi, ale także z popularyzowaniem cudzych osiągnięć. W Polsce moda na antologie trwa – wydawane są coroczne Kroki w nieznane, wyszła cała masa antologii tematycznych (Tempus Fugit, Hurra, Robimy Rewolucje, Małodobry, Demony, Deszcze Niespokojne, Bajki dla dorosłych…). Ale na rynku pojawiło się coś jeszcze – Rakietowe szlaki. Read the rest of this entry »

Pierwsze dwa tygodnie września za nami. Czy wydarzyło się w tym czasie coś ciekawego? Zapewne, ale my do tych informacji nie dotarliśmy. Zamiast tego postanowiliśmy przypomnieć o tym, co się w najbliższej przyszłości wydarzy. Wiemy, że w głowie Wam już tylko nauka, ale mamy cichą nadzieję, że znajdziecie czas i dla fantastyki. W końcu, jak już wcześniej zaznaczyliśmy: nie zawsze nauka i zdobywanie kwalifikacji są w życiu najważniejsze. Read the rest of this entry »

„Koło Czasu obraca się, a Wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda staje się mitem, ale nawet mit jest już dawno zapomniany, kiedy nadchodzi Wiek, który go zrodził. W jednym z Wieków, zwanych przez niektórych Trzecim Wiekiem, Wiekiem który dopiero nadejdzie, Wiekiem dawno już minionym, wokół alabastrowej iglicy zwanej Białą Wieżą zerwał się wiatr. Wiatr ten nie był prawdziwym początkiem. W obrotach Koła Czasu nie istnieją ani początki ani zakończenia. Niemniej był to jakiś początek”.

Ten charakterystyczny, nieco modyfikowany w każdym tomie, urokliwy wstęp wprowadza nas w kolejną odsłonę jednego z najdłuższych (może i najdłuższego) cykli fantasy na świecie, który bodaj od 1990 r. elektryzuje wielu fanów. Większość z nich, jak podpisany, zdążyła w tym czasie skończyć podstawówkę, liceum, studia i zacząć karierę zawodową. Popularność cyklu nie pospieszała Roberta Jordana, który zapewne chciał ją wykorzystać komercyjnie do końca. Paradoksalnie, choć skutkowało to kilkoma naprawdę słabymi tomami prowadziło jednocześnie do monumentalnej, literackiej rozbudowy wykreowanego świata. Któż potrafi zliczyć wszystkich (poza oczywistymi głównymi) bohaterów tej powieści, których losy wplatały się w obroty tytułowego Koła Czasu? Robert Jordan umarł i nie doczekał finału swojej sagi, a zakończenie cyklu spadło na barki Brandona Sandersona, który musiał się uporać z olbrzymim wyzwaniem, jakim było ogarnięcie fabuły i skierowanie jej na finałowe tory. „Pomruki Burzy” to pierwszy z trzech ostatnich tomów. I rzec trzeba krótko: jest to tom bardzo udany. Read the rest of this entry »

Marek Doskocz: Napisałeś ponad 20 humorystycznych powieści fantasy, z czego dwie ukazały się do pory w Polsce. Jak zaczęła się twoja przygoda z fantastyką?

Tom Holt: Nie byłem świadomy tego, że to, co pisałem, to było fantasy, dopóki nie powiedział mi tego mój wydawca. Traktowałem to, jako coś, co po prostu mnie bawiło, odwoływało się do mojego poczucia humoru. Podejrzewam, że wielu dobrych pisarzy tego gatunku postrzega siebie jako po prostu pisarzy, a nie pisarzy fantasy, tak jak na przykład Tolkien czy J.K. Rowling. Fantasy jest współczesnym określeniem, jakie nadaje się jednej z tej najstarszych form fikcji. Najstarsza z zachowanych komedii – „Acharnejczycy” Arystotelesa to stuprocentowa humorystyczna fantasy, zgodnie z tym, jak rozumiemy to pojęcie dzisiaj. Read the rest of this entry »

– Co kadet zrobiłby, natrafiwszy w patrolu na statek obcej planety? Kadet Pirx otworzył usta, jakby w ten sposób chciał wygonić znajdującą się w nich odpowiedź. Wyglądał jak ostatni na świecie człowiek, który wie, co trzeba robić, spotykając rakiety obcych planet.
-Zbliżyłbym się – powiedział głuchym, dziwnie zgrubiałym głosem.*

W najbliższy poniedziałek mija dziewięćdziesiąta rocznica urodzin Stanisława Lema. O zasługach tego pana dla rozwoju fantastyki można by mówić bardzo, bardzo długo, a i tak nie wyczerpałoby się całego tematu. Dlatego też zbliżając się do wrześniowego numeru Nowej Fantastyki, miałem cichą nadzieję na choć niewielki artykuł dedykowany wspomnianemu pisarzowi. Niestety, nadzieja okazała się płonna. Read the rest of this entry »

Z Danem Simmonsem przyjaźnię się wprawdzie od niedawna, ale jest to już z mojej strony więź dość mocna i mam nadzieję – stała. Zachwyciłam się jego najgłośniejszym i jak do tej pory chyba najlepszym dziełem, czyli Hyperionem. Potem przyszedł czas na kontynuacje tej genialnej powieści, które również bardzo mi się podobały, choć może nie spowodowały zawrotu głowy. Nie zmienia to faktu, że znalazłam u autora kilka elementów, które mi osobiście w literaturze bardzo odpowiadają – świetnie opowiedzianą historię, dotyczącą bardzo istotnych spraw i najważniejszych dla człowieka wartości, dodatkowo okraszoną licznymi nawiązaniami literackimi, filozoficznymi oraz oczywiście naukowymi, bo przecież Simmons to autor science fiction. Jego utwory są dla mnie niezbitym dowodem na to, że dobrze napisana fantastyka może z powodzeniem mierzyć się z literaturą z tak zwanej „górnej półki”, a raczej po prostu powinna się na niej znaleźć, bo jej miejsce jest w głównym nurcie, a nie w getcie gatunkowym.

Read the rest of this entry »

Jeden z bohaterów powieści Toma Holta „Ziemia, powietrze, ogień i… budyń” naucza: „(…) skończyłem studia, zdobyłem kwalifikacje, ludzie mieli wobec mnie oczekiwania, którym musiałem sprostać, i tak dalej. Przez to straciłem najlepsze lata mojego życia, odwalając kretyńską, podłą robotę, której nienawidziłem. Lepiej wyruszyć w świat, przeżywać przygody, odkrywać nieznane nowe lądy i w ogóle”.* Patrząc na wszystko z perspektywy lat, dochodzę do wniosku, że ma facet rację, a przynajmniej jakąś jej część. Od maleńkości słyszałem śpiewkę o skończeniu wyższej uczelni, o możliwościach, jakie wówczas się przede mną otworzą, o dostatnim życiu. Takie były wymagania moich rodziców wobec mnie i polskiej rzeczywistości. Super! Dzięki tej rodzicielskiej mantrze poznałem przyszłą żonę, ale gdzieś po drodze zapomniałem, że w życiu są również rzeczy ważniejsze niż oczekiwania familii. Dla mnie już za późno, jednak Wy pamiętajcie o słowach Toma Holta. Nie zawsze nauka i zdobywanie kwalifikacji są w życiu najważniejsze. W natłoku rodzinnych oczekiwań warto znaleźć czas na przygody i dobrą fantastykę. Read the rest of this entry »

Nie będę ukrywał, że do „Czarnej Kompanii” żywię wielką sympatię. Poznanie całej serii zajęło kilka lat podchodów i poszukiwań, zwieńczonych w końcu sukcesem. Nie obyło się to jednak bez pomocy znajomych i Internetu (oby nigdy więcej, jestem ze starej generacji przyzwyczajonej do zapachu i dotyku papieru, elektroniczne literki mnie męczą). Dlatego bardzo mnie ucieszyła decyzja Rebisu o wznowieniu cyklu, w dodatku w zbiorczym wydaniu. I tak w skład pierwszego rozdziału przygód najemników wchodzą tomy: „Czarna Kompania”, „Cień w ukryciu” i „Biała Róża”, składające się na Księgi Północy.

Read the rest of this entry »