Im dłużej wczytuję się w poszczególne powieści ukazujące się w Uczcie Wyobraźni Wydawnictwa Mag, tym bardziej upewniam się, że na polskim rynku nie ma obecnie lepszej serii fantastycznej. Literatura odkrywcza, wychodząca poza utarte ścieżki, trudna do zakwalifikowania, ale na pewno doskonała warsztatowo. To już jest swoista marka. I chociaż nie każda proponowana odbiorcom pozycja musi ich tak samo zachwycać, bo przecież mamy do czynienia z różnymi autorami, konwencjami, stylami, to seria na pewno gwarantuje spotkanie z utworami nietuzinkowymi i na swój sposób niezwykłymi. Tak można również zakwalifikować najnowszą pozycję z serii, a mianowicie Trojkę Stepana Chapmana. Read the rest of this entry »

Akcja drugiego tomu „Namiestniczki” przenosi czytelników nieco do przodu w czasie. Teraz Namiestniczką jest Salome, następczyni Enrissy, bohaterki tomu pierwszego. W przeciwieństwie do swej poprzedniczki nie jest ona silną i niezależną kobietą. Jest marionetką w rękach Wielkiej Rady. A w Imperium Anryjskim dzieje się sporo. Znowu rosną spiski, komplikują się intrygi. Ostrze wielkiej polityki skupia się na elfach i rosnącym zagrożeniu z ich strony. Stają się (zasłużenie) widocznym, zbiorowym czarnym charakterem. Wydawać mogłoby się, że wszystko zwiastuje nieuchronną katastrofę, która musi nadejść prędzej, czy później. I jest jeszcze pewna kluczowa przepowiednia…

Read the rest of this entry »

Sięganie po autora debiutującego powieścią na polskim rynku czytelniczym zawsze niesie ze sobą ryzyko. A jeżeli pisarstwo Pana X nie będzie tym, na co czekaliśmy przez ostatnie tygodnie? W końcu opowiadanie rządzi się innymi prawami niż książka. Medialny szum zrobił swoje i zapowiada się dobrych trzystu sześćdziesięciu stron tekstu, lecz między Bogiem a prawdą nikt nie może być niczego pewien. Nawet najlepiej rozreklamowana historia może okazać się literackim bełkotem, za który – gdybyśmy wiedzieli – nie zapłacilibyśmy złamanego grosza. Szczęśliwie dla czytelników i wydawcy powyższy scenariusz nie dotyczy pierwszej księgi Virgi. Przy lekturze Słońca Słońc Karla Schroedera bawiłem się znakomicie i tym samym mam cichą nadzieję, że Andrzej Jakubiec nie poprzestanie na jednym, ale pokusi się także o kolejne teksty kanadyjskiego pisarza.
Read the rest of this entry »

Siedemdziesiąt dwie litery Teda Chianga stanowią doskonałą ilustrację tezy, że nie należy oceniać książki po okładce, bowiem, niczym w baśni, za odpychającą fasadą kryć się może wartościowe wnętrze. W tym wypadku jedenaście opowiadań nagrodzonych łącznie dwunastoma (nie licząc nominacji) nagrodami. Tak liczne wyróżnienia dowodzą, że warto zainteresować się owym autorem. Przemawia za tym również jego dorobek – chociaż na przestrzeni dwudziestu lat opublikował zaledwie dwanaście opowiadań, ich poziom dobitnie wskazuje, iż pisarz stawia na jakość, a nie ilość.

Read the rest of this entry »

Zacznijmy od informacji technicznych – z uwagi na okres letni i związane z tym wakacje oraz urlopy, przegląd wydarzeń będzie ukazywał się co dwa tygodnie. Pozwoli to również bez większych problemów, zapełnić ciekawą treścią kolejne wpisy. A co ciekawego wydarzyło się podczas minionych dwóch tygodni? Zaczynamy.

Read the rest of this entry »

Lubię spotkania z autorami z dalekich, egzotycznych zakątków świata. A takim odległym krajem jest na pewno dla mnie Japonia. Nawet jeśli mam za sobą kilka powieści Murakamiego, z tego co słyszałam – mało japońskiego, czytałam Kobietę z wydm Abe Kobe, a także Zimny płomień Yukio Mishimy, to nie jestem w żaden sposób znawczynią literatury z tego egzotycznego państwa. Co więcej, wydaje mi się, że zdecydowanie za mało wiem o kulturze Dalekiego Wschodu – jej mitologii, symbolice, tradycjach, by odebrać w pełni nadawany komunikat. Nie zmienia to faktu, że od czasu do czasu trafia w moje ręce kolejna pozycja japońskiego autora i staram się ją zrozumieć oraz przyswoić.

Tym razem padło na niewielki zbiorek trzech utworów autorstwa Hiromi Kawakami Nadepnęłam na węża. Wydany przez Karakter, dość głośno i pochlebnie komentowany, okazał się rzeczywiście świetną literaturą. Trudno go zakwalifikować gatunkowo. Jest pełen onirycznych, fantazyjnych obrazów, prezentuje rzeczywistość gdzieś z pogranicza jawy i snu, realizmu i świata pełnego nieistniejących stworzeń oraz miejsc.

Read the rest of this entry »

Tym razem, już tradycyjnie przegląd wydarzeń tylko z minionego tygodnia. Z tego względu nowych wieści może i mniej, ale jak zwykle coś dla Was znaleźliśmy. W poprzednim było dużo o zagranicznych wizytach, w dzisiejszej edycji dla odmiany będzie o spotkaniach z polskimi pisarzami.

Read the rest of this entry »

Są książki, które zachwycają mnie od pierwszej strony, są takie, do których przekonuję się stopniowo, podczas lektury, są też takie, które w trakcie czytania nie robią na mnie wielkiego wrażenia, ale po ich zakończeniu okazuje się, że jakoś we mnie utkwiły, nie mogę przestać o nich myśleć, prowokują, dręczą, uwierają. Taką pozycją okazało się dla mnie Miasto szaleńców i świętych Jeffa VanderMeera. Sięgnęłam po nie, gdyż nie chciałam zaczynać spotkania z Ambergris od środka, a w kolejce czekało Shriek:Posłowie; w międzyczasie ukazała się też kolejna pozycja osadzona w tym samym uniwersum, a mianowicie Finch. Obie wydane w ukochanej przeze mnie serii Uczta Wyobraźni.

Read the rest of this entry »

Kolejne tygodnie z obsuwą i ciszą na blogu – czy ulegnie to zmianie? Dobre pytanie, odpowiedź przyjdzie w najbliższych tygodniach, bo i uzależniona jest od kilku czynników. Ale będąc mimo wszystko dobrej myśli, czas na zbiorcze podsumowanie – tym razem z trzech tygodni. Fakt, że rozpoczyna się leniwy okres wakacji i nie ma ich aż tak wiele, ale ja nie miałam problemu z zapełnieniem tego wpisu. Będzie trochę o zapowiedziach Powergraphu na jesień, obcięciu planów wydawniczych w Magu oraz o wizytach zagranicznych gości w naszym kraju.

Read the rest of this entry »

„Terminal World” to, jak dotąd, ostatnia powieść Alastaira Reynoldsa, która się ukazała (i jedna z kilku, które nie mają widoków na polską premierę, póki co). To kolejna samodzielna historia nieosadzona w stworzonym przez autora uniwersum znanym polskim czytelnikom z „Przestrzeni Objawienia” i pozostałych powieści wydanych w Polsce. Akcja dzieje się na Ziemi, ale w bardzo dalekiej przyszłości. Tak dalekiej, że pamięć o tym, iż ludzkość kiedyś zdobywała gwiazdy, traktowana jest z przymrużeniem oka, jako alegoryczna, religijna przypowieść o moralności i ludzkim duchu. Tak samo traktowane są nieliczne przekazy pisemne na ten temat. Wiadomo, że kilka tysięcy lat wcześniej planetę i całą ludzkość dotknął pewnego rodzaju kataklizm. Wiedza i nauka przestały być poważnie traktowane, Ziemia powoli umiera, staje się coraz chłodniejsza i uboższa w zasoby, z których najcenniejsze jest drewno. Ludzkość żyje w ogromnym mieście, Spearpoint, które ma to do siebie, że rozpościera się nie tylko w sposób… hmm… horyzontalny, ale również „rośnie” w górę, dzieląc się na ogromne poziomy. Na najniższym zamieszkują „zwykli” ludzie, na wyższych ludzie bardziej rozwinięci – na przykład anioły, które są postludzką, „wyższą” formą życia. Choć wyglądają, zasadniczo, jak ludzie (lecz mają skrzydła), to są wypełnieni i wspomagani nanotechnologią. To nie wszystko – świat jest podzielony na strefy, z których nie wszystkie nadają się do życia dla człowieka i postludzi. A nawet podróżowanie między nimi wymaga zażywania medykamentów. Dotyczy to zarówno ludzi, jak i aniołów. Istnieją na Ziemi jeszcze dwa inne miasta, które według legend tworzą podstawowe miejsca egzystencji gatunku ludzkiego. Ale ich nie poznajemy w trakcie powieści bezpośrednio. Pojawią się tylko w opowieściach, których natura sprowadza się nie do opisania ich, ale do pokazania czytelnikowi z jak daleką przyszłością ma do czynienia.

Read the rest of this entry »