mistrz_gryDla Iwana Sierowa – młodego, zdolnego teologa, którego tematem badań naukowych była istota pojęcia zła – świat jednego dnia wywinął kozła i obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Zanim to się jednak stało Iwan utracił wiarę, a co za tym idzie, postanowił rzucić w diabły teologię i zająć się czymś innym, chociażby pisaniem artykułów do gazet czy też podrywaniem chętnych kobiet. Nagle w jego życiu pojawiają się trzy osoby, które wraz z nim są podmiotem pewnej gry. Prócz Iwana bezwiednie w grze uczestniczy Tiago Cruz, pochodzący z ameryki łacińskiej, torturowany uchodźca polityczny; Sonia zakochana w Iwanie kelnerka oraz jegomość, który każe siebie nazywać Lucjanem. Owego feralnego wieczoru Lucjan przedstawia się Iwanowi jako Bóg, czyniąc cuda daje temu dowód i składa propozycję naszemu bohaterowi by ten podjął z nim pewną grę. Bóg bowiem zanim stworzył świat okropnie się nudził, trwał w swojej egzystencji i bawiąc się doskonałością odkrył w niej niedoskonałość. Z niedoskonałości wyłonił się świat, a na tym świecie pojawił się człowiek. Bóg wymyślił pewną grę, która od zarania nie zmieniła zasad i która nigdy mu się nie nudzi – igranie z ludzkim losem.

Read the rest of this entry »

labirynty_front_110Zostać pisarzem to marzenie niejednego czytelnika. Od małego tworzenie niewiarygodnych historii, opowiadania o duchach, drobne romansidła czy też przygody niezwykle odważnych podróżników. Takie rzeczy wychodzą spod piór – teraz wypadałoby napisać jednak spod klawiatury – początkujący autorów. Startowanie w konkursach, samozaparcie, upór i wreszcie się udaje. Wtedy staje się przed dylematem, czy to jednak wystarczy do spełnienia marzenia, czy jednak chce się pisać dalej, lepiej, więcej. Czasami jednak życie prowadzi nas innymi ścieżkami i po drodze są jeszcze inne epizody, także związane z literaturą: publicystyka i redagowanie. Takim tropem poszedł Michał Cetnarowski, po wielu latach, kiedy to on pisał felietony, potem służył radami innym pisarzom, doczekał się własnej książki, własnego zbioru opowiadań.

Read the rest of this entry »

Matuszek1Pewien typ informacji zyskuje na znaczeniu, gdy publikuje się go w konkretnym czasie i sprzyjających ku temu okolicznościach. Tak też jest z pierwszą częścią wywiadu z Pawłem Matuszkiem, byłym już redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki. Postanowiliśmy przyśpieszyć publikację, dzieląc wywiad na dwie części. W pierwszej Paweł Matuszek odpowiada o swoim odejściu z NFu czy zdradza kilka informacji o nowym projekcie. Teraz też dopiero zdążyliśmy zacząć rozmowę o literaturze, do której wrócimy w dalszej części wywiadu.

Zaginiona Biblioteka: Ponad trzy lata temu zostałeś redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki, zapewne miałeś wtedy plan rozwoju pisma. Czy po tym okresie czasu możesz powiedzieć, że udało się go zrealizować? A jeśli tak, to jakie elementy tego planu sprawiły Ci największe problemy?

Paweł Matuszek: Tak, aż trudno uwierzyć. Nie wiem kiedy to minęło… Kiedy zaczynałem pracę w „NF” chciałem przerzucić pomost między starym pismem, tym z czasów Maćka i reszty klasycznej ekipy, a nowym, pod moimi rządami. Chciałem podnieść poziom publicystyki, urozmaicić dział prozy, rozbudować i pogłębić dział recenzji oraz ściągnąć do pisma jak najwięcej starych współpracowników, którzy zostali odsunięci przez mojego poprzednika, lub sami odeszli. Przy okazji warto tu wspomnieć, że proces podnoszenia poziomu pisma zaczął się tuż przed moim przyjściem i rozpoczął go Błażej Dzikowski.

Read the rest of this entry »

TB art

O powieści Charlaine Harris „Martwy aż do zmroku” napisałem, że jest jak danie fast food – przeznaczona głównie dla miłośników takich potraw. To samo można powiedzieć o  „U martwych w Dallas”, kontynuacji przygód kelnereczki Sookie Stackhouse, która w dalszym ciągu jest powieścią lekką, łatwą i przyjemną – jeśli ktoś lubi takie opowiastki, które wymagają tylko chwili wolnego czasu. Ale, w swej skromności, nawet czasu nie zabierają zbyt wiele.

Jak należało się spodziewać, Charlaine Harris ani na jotę nie zmieniła stylu swojej opowieści, której centralną postacią pozostaje rezolutna, ale niezbyt skomplikowana kelnerka, która słyszy myśli i ugania się ze swoim wampirem Billem i jego wampirzą kompanią. Tym razem musi udać się do Dallas, aby przeprowadzić coś w rodzaju śledztwa w sprawie związanej z wampirami i chrześcijańską organizacją je zwalczającą. Fabuła jest przewidywalna i trudno nawet ją streścić w sposób, który mógłby zaintrygować. I, nadal, nie wytrzymuje porównania z serialem HBO. Wprawdzie drugi sezon dopiero przede mną, bo startuje w Polsce z końcem listopada, ale poświęciłem się i przeczytałem streszczenia kolejnych odcinków. Szkielet fabularny jest wzięty z powieści – tu nie zmieniło się za wiele. Istotne jest jednak to, że twórcy serialu są zdolniejsi i odważniejsi niż Charlaine Harris, ponieważ w powierzchowną fabułę tchnęli więcej życia i klimatu. Sądząc po trailerach i zapowiedziach, drugi sezon nie obniża poziomu, wręcz przeciwnie, zdaniem fanów jest nawet lepszy od pierwszego: pełen seksu, dusznej atmosfery wilgotnej Luizjany, ciekawych i rozbudowanych postaci oraz wątków. Wszystko zaś ukazane bez żadnej poetyki, bez głębszego „ochania” i „achania” i ckliwego, acz odpychająco banalnego, sentymentalizmu. I, przede wszystkim, sporo jest w serialu naturalizmu. Wampiry nie są piękne, ich oddechy nie są pachnące, a okazywanie sobie uczuć (nazwane miłością) jest gwałtowne i niszczące a nie egzaltowane i czyste, sterylne jak sala operacyjna przez zabiegiem wycinania mózgu z niczego nieświadomego pacjenta – czytelnika.

Read the rest of this entry »

peanatema-small

Pisarz Neal Stephenson jest jak „kobieta pracująca” – żadnej konwencji się nie boi. Można go porównać przy tym do piłkarza, który wybiega na boisko i nie zmieniając w ogóle zasad gry, tak gra w piłkę nożną, że dotychczasowy sposób rozgrywki, do którego wszyscy są już przyzwyczajeni, traci po prostu sens. A potem idzie do domu, przebiera się i to samo robi z baseballem. I tak dalej – dopóki się nie znudzi. Tak odbieram jego pisarstwo i nie jestem chyba w tym wrażeniu osamotniony. Zastanawia mnie tylko, czy do tego „schematu” da się przypisać „Peanatemę”. Mimo upływu czasu od zakończenia lektury, to nadal dla mnie zagadka. Jednak nie spędza mi ona snu z powiek, bo to, że „Peanatema” to powieść doskonała, jest dla mnie oczywiste.

Read the rest of this entry »

ksiega_smokow-small

Smoki czyli, element sztandarowy klasycznego fantasy. Mieliśmy różne ich warianty w literaturze. Pierwsze z brzegu mej pamięci: bezmyślne behemoty w Conanie. Były dumne, inteligentne i nikczemne: Glaurung, Ankalagon i Smaug u Tolkiena. Mieliśmy niezależne smoki w Ziemiomorzu. Była jedna oszalała smoczyca w „Belgariadzie”, był w końcu Borch „Trzy Czarne Ptaki” u Sapkowskiego. Pojawiali się czciciele smoków, smokobójcy, wreszcie Smokowcy w adekowskim Krynnie. Mimo że powstawały dobre dzieła fantasy bez udziału bestii innych, niż te przyobleczone w ludzką skórę (np. „Tigana”), to jednak fantastycznym odpowiednikiem hic sunt leones są właśnie smoki na marginesach map.

„Księga Smoków” to przykład antologii tematycznej, co oznacza, że motywem przewijającym się w każdym utworze powinny być smoki. I są. Smoki potężne i groteskowe. Smoki będące dziedzictwem kulturowym oraz, może paradoksalnie, smoki, których tak naprawdę nie ma.

Read the rest of this entry »

martwe_swiatlo-smallO prozie Mariusza Kaszyńskiego niewiele jestem w stanie powiedzieć, z wyjątkiem tego, że jest. Kaszyński napisał dwa opowiadania do antologii „Księgi Strachu”, recenzowane właśnie „Martwe światło”, „Rytuał” oraz „Skarb w glinianym naczyniu”. Jednak literacko jest to sylwetka całkiem mi obca. Pewnie dlatego, że nie przepadam za horrorem, zarówno w filmie jak i literaturze. Za sobą mam tylko ścisłą klasykę, w tym ponoć geniusza gatunku – Stephena Kinga. Niemniej skłamałbym, gdybym napisał, że lektura „Martwego światła” nie sprawiła mi przyjemności.

Początek fabuły wygląda mniej więcej tak: Piotr Gradowski budzi się przywiązany pasami do szpitalnego łóżka. Ze strzępów rozmów, prowadzonych na sali i w korytarzu przez pielęgniarki, lekarza i pilnującego policjanta, mężczyzna wnioskuje, że ktoś bestialsko zamordował jego dzieci. O zbrodnię zaś jest obwiniany on sam. Wszyscy traktują go jak krwiożerczego potwora, ostatniego sukinkota. Z wyjątkiem może młodej prawniczki, która chciałaby się zawodowo wybić na jego sprawie. Gradowski po przebudzeniu jest w szoku, ma częściową amnezję. Ostatnie trzy miesiące to tabula rasa, wcześniej niedokładnie starta. Piotr zaczyna zagłębiać się w retrospekcję, stara się przypomnieć co się stało z nim oraz z jego dziećmi. Punktem wyjścia jest telefon ze szpitala, odebrany właśnie trzy miesiące wcześniej.

Read the rest of this entry »

droga-cieniaBrent Weeks to amerykański autor fantasy, który zdobył już sporą popularność cyklem, otwieranym powieścią „Droga Cienia”, wydaną właśnie w Polsce przez wydawnictwo MAG. Jest to historia chłopca Merkuriusza, członka dziecięcego gangu, brutalnie terroryzowanego przez starszego przywódcę grupy, Szczura. Drobny złodziejaszek jest małym trybikiem wielkiej machiny przestępczego świata, potężnej mafii zwanej Sa’kage, która sprawuje prawdziwą władzę w państwie, tolerowanej z przymusu przez kolejnych władców. Marzeniem Merkuriusza, a jednocześnie jedyną szansą na wyrwanie się z łap okrutnego przełożonego i zmianę swojego losu, jest terminowanie u Durzo Blinta, siepacza, czyli zawodowego mordercy o nadzwyczajnych umiejętnościach. Zgodnie ze schematem klasycznym dla fantasy chłopiec stanie przed szansą realizacji swojego marzenia, zostanie uczniem mistrza zabójstwa i sam wejdzie na ponurą drogę kariery siepacza.

Read the rest of this entry »

gildia_hordow

Debiut Magdaleny Salik nie jest powieścią udaną. Nie jest jednak katastrofą. Startuje ze stanów przeciętnych i szybuje w tych okolicach przez cały czas nie przynosząc żadnych zaskoczeń, czy niespodzianek. Autorka zamierzyła sobie cały cykl, co daje nadzieję, że w kolejnych tomach wzbije się na wysokość stanów dobrych. Mimo to wątpię, czy zabłyśnie kiedykolwiek tak jasno na firmamencie polskiej fantastyki, aby ją docenić na dłużej niż jedno przeczytanie. Po lekturze pierwszego tomu nawet z tym może być kłopot. Zatem prognozowanie odnośnie następnych części to, w gruncie rzeczy, myślenie życzeniowe, bo nie poparte zbyt mocnymi przesłankami.

Fabuła pierwszego tomu osadzona jest w klimatach fantasy, które nawet mnie kojarzą się ze scenariuszem (prologiem) jakiegoś rpg (i wcale nie zostałem zasugerowany tym, że autorka jest miłośniczką tych gier). Dopiero po chwili powieść zaczyna nabierać rumieńców, kiedy w zamku oddalonym od miejsca ataku przerażających istot gnębiących biedną krainę, książe czeka niecierpliwie na zaginioną wybrankę. Ale i on musi niedługo ruszyć w drogę, aby ją odnaleźć przy pomocy wygnańca z tytułowej Gildii Hordów, tajemniczego bractwa parającego się magią. Akcja w zasadzie do finału tomu rozgrywa się dwutorowo: z jednej strony samotna, zagubiona bohaterka Newia, z drugiej strony poszukujący jej bohater. Oczywiście, obydwoje mają swoje sekrety (acz nie są zbyt skomplikowane). Na razie na drugim planie występują równie tajemniczy bohaterowie, którzy wydają się – mimo drugoplanowej roli – ciekawszymi od postaci pierwszoplanowych, bo niejednoznacznymi jak oni.

Read the rest of this entry »

fantastyka_04_09Uczta Wyobraźni wydawnictwa Mag zyskała wielu fanów w kręgach czytelników fantastyki. Ta popularność zaowocowała ostatnio w Wydaniu Specjalnym Fantastyki, które zostało poświęcone serii. Na numer 4/2009 złożyły się cztery opowiadania autorów wydanych już w naszym kraju: K. J. Bishop, Charlesa Strossa, Jeffa VanderMeera oraz Hala Duncana.

„Sztuka umierania” K. J. Bishop otwiera wydanie. Jest to opowieść o postaciach przypominających bohaterów „Akwaforty”. Także miejsce akcji – miasto Galuth – jest podobne do Ashmoil, o czym autorka wspomina we wprowadzeniu. Samo opowiadanie jest próbką umiejętności Bishop, może jeszcze nie tych najwyższych, ale widać już potencjał na przyszłą pisarkę. „Sztuka umierania” była pierwszym utworem autorki, nie licząc prac związanych z nauką i szkołą. Łączy Dziki Zachód, powiew orientalizmu ale też odnosi się do kultury masowej, szukania sensacji, bezczelności prasy. Bishop rozmiłowuje się w nawiązaniach, ma wiele inspiracji, ale umieszczenie tak wielu rzeczy w jednym, i to dość krótkim, opowiadaniu sprawiło, że potencjał został tylko obietnicą czegoś wielkiego, co później przerodziło się w powieść, która tak autorkę rozsławiła. Tylko że może być tak samo jak po lekturze „Akwaforty”, którą zaczyna się doceniać dopiero po jakimś czasie.

Read the rest of this entry »