Jak w poprzednim tygodniu najważniejszym jego newsem był konwent Pyrkon, tak w tym jest nią wizyta Jeffa VanderMeera w Polsce. Która nota bene jeszcze trwa, jutro będzie mieć miejsce jej ostatni dzień. Około godziny 07:00 autor będzie gościem programu „Kawa czy herbata” TVP 1, później o 14:00 weźmie udział w widoeczacie Wirtualnej Polski. Poza tym jednym głośnym wydarzeniem, w tym tygodniu niewiele znajdziemy innych równie interesujących informacji.
W 2010 r. MAG wydał powieść Brandona Sandersona, którą, nie ukrywam, zamierzałem ignorować. Za twórczością pisarza, oględnie mówiąc, nie przepadałem za sprawą „Elantris” i „Z mgły zrodzonego”. Do tego jeszcze „Siewca wojny” posiada okładkę, która również sprawiła, że po poprzednich doświadczeniach, miałem co do powieści niezbyt wygórowane oczekiwania. I pewnie w ogóle bym jej nie przeczytał do dziś, gdyby nie recenzja Adama „Tigany” Szymonowicza w serwisie Katedra. Po ostatnich spotkaniach z fantasy (Wiera Szkolnikowa, Brent Weeks) byłem już nieco zniechęcony i przekonany, że w tym gatunku muszą mi wystarczyć tylko mistrzowie ciągnący swoje cykle (Erikson, Martin). Kiedy jednak zacząłem czytać „Siewcę wojny”, pierwszą poważną reakcją związaną z lekturą było „o, rety”.
Dan Simmons zachwycił mnie swoim „Hyperionem”. Dlatego wysoko zawieszona poprzeczka podczas lektury kontynuacji budziła pewne obawy. Niepotrzebnie. „Upadek Hyperiona” jest inny niż tom pierwszy i rzeczywiście, zgadzam się z powszechnie panującą opinią, bliżej mu do przygodowej space opery niż pełnego gier intertekstualnych zbioru opowieści pielgrzymów. Nie zmienia to faktu, że książka trzyma poziom i czyta się ją z ogromną przyjemnością.
Akcja utworu zaczyna się dokładnie w momencie zakończenia tomu pierwszego. Jednak poza pielgrzymami do Grobowców Czasu na plan pierwszy wysuwają się inni bohaterowie. Read the rest of this entry »
Dziś kończy się Pyrkon, i to było chyba najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia. Choć obfitował on w różnego rodzaju informacje, to naprawdę niczego interesującego pośród nich znaleźć, nie można było. Może poza jedną, kolejną książką Arthura C. Clarke’a. Niestety sam na konwencie w Poznaniu nie byłem więc i krótkiej relacji zdać nie mogę. Read the rest of this entry »
Brent Weeks powinien być znany polskim czytelnikom, ponieważ w zeszłym roku MAG wydał u nas jego Trylogię Cienia („Droga Cienia, „Na Krawędzi Cienia”, „Poza Cieniem”), której wprawdzie nie czytałem (jeszcze), ale i na naszym blogu i w sieci spotkała się ona z pozytywnym przyjęciem. Niedawno na polskim rynku ukazała się kolejna powieść tego autora, „Czarny Pryzmat”, będąca pierwszym tomem nowej trylogii – Powiernik Światła. Jej tytuł brzmi nieco pretensjonalnie i uważałem, że może zwiastować jakąś słabą fantasy. Okazało się jednak, że to dosyć przyzwoita, solidna powieść, w której – po raz kolejny, jeśli chodzi o moje spotkania z fantasy – ilość pretensjonalnych, banalnych, czy infantylnych wręcz chwytów została sprowadzona do prawie niezauważalnego minimum.
Kolejny tydzień dobiegł końca i czas na zebranie z niego najważniejszych wydarzeń. Niestety znowu z małym opóźnieniem, pozostaje dołożyć starań, żeby nie weszło to nam w nawyk. Będzie mowa o nowym numerze Fantasy & Science Fiction, które w piątek pojawiło się w sprzedaży, znajdzie się parę zapowiedzi nowych książek oraz wieści innego rodzaju. Zaczynamy.
„Szklany dom” jest drugą wydaną w Polsce powieścią Charlesa Strossa, angielskiego autora science fiction. Miejmy nadzieję, że nie ostatnią, o ile bowiem wydane w serii Uczta Wyobraźni „Accelerando” ma pewne wady natury, nazwijmy to, technicznej (o czym będzie jeszcze mowa dalej), o tyle „Szklany dom” jest ich pozbawiony i jest powieścią zdecydowanie lepszą, chociaż operującą na nieco innej płaszczyźnie.
Pomysł wyjściowy to wariant dosyć popularnego motywu amnezji głównego bohatera – w fantastyce jednym z najbardziej znanych przykładów jest zapewne cykl „Amber” Rogera Zelaznego. Poznajemy więc narratora, Robina, który z nieznanych czytelnikowi (z początku) powodów poddał się operacji czyszczenia pamięci i pozbawiony wiedzy o własnej przeszłości przebywa w klinice rehabilitacyjnej. Dostaje propozycję udziału w specyficznym socjologicznym eksperymencie: oto w orbitujących wokół brązowych karłów walcowatych habitatach zostaje odtworzone ludzkie społeczeństwo z lat 1950 – 2040, z tzw. „ciemnych wieków” sprzed nadejścia technologicznej osobliwości. Uczestnicy eksperymentu są dobierani właśnie spośród pacjentów kliniki rehabilitacyjnej. Ponieważ Robinowi grozi niebezpieczeństwo ze strony nieznanych wrogów, którzy mają z nim na pieńku jeszcze od czasów sprzed operacji, decyduje się wziąć udział w eksperymencie i trafia do symulowanej społeczności jako kobieta o imieniu Reeve.
Choć, jak już wspominaliśmy, do osób przesądnych nie należymy, to jednak zbieg okoliczności, który dziś się mi przytrafił i przy okazji uniemożliwił opublikowanie podsumowania w terminie, może ową wiarą w brak przesądów zachwiać. Gdy już jednak udało się pokonać wszystkie przeciwności losu, można na spokojnie zabrać się za podsumowanie tygodnia. A w tym tygodniu trochę się wydarzyło. Read the rest of this entry »
Zanim zasiadłam do zebrania najważniejszych informacji z minionego tygodnia znowu pojawiła się częsta przy tej okazji myśl, że kolejny raz będzie niejaki problem z zapełnieniem tego wpisu. Jak się jednak okazało, nie było tak tragicznie, a w pojawiających się zapowiedziach można znaleźć coś ciekawego. Dodatkowo pojawiła się elektryzująca informacja dla fanów cyklu „Pieśni lodu i ognia” w postaci konkretnej daty „Tańca ze smokami”. Tylko czy na pewno 12 lipca 2011 dla premiery angielskiej jest prawdziwie żelaznym terminem? Doświadczenie uczy, żeby do takich deklaracji podchodzić z dystansem.
„Biali ludzie byli w stanie od czasu do czasu wymyślić coś dobrego”. Trudno przeczyć temu stwierdzeniu, gdy się czyta antologię „Steampunk”. Jej redaktorzy bowiem – Ann i Jeff VanderMeer – podeszli do zadania bardzo profesjonalnie. Oprócz przemyślanego wyboru opowiadań, wzbogacili wspomniany zbiór tekstami publicystycznymi. Zabiegi te pozwalają postrzegać antologię „Steampunk” jako książkę skierowaną nie tylko do starych steampunkowych wyjadaczy, ale także do czytelników, którzy z mechanicznym wszechświatem nie mieli jeszcze do czynienia.

















