„Peanatema” – Neal Stephenson

peanatema-small

Powstał inteligentny, fascynujący i niesłychanie rozbudowany prequel „Cryptonomiconu” [Cykl Barokowy -przyp.wyd], który pozwolił Stephensonowi uporządkować i usystematyzować zdobycze ludzkiego intelektu oraz przygotował grunt pod następną książkę – „Peanatemę”. Najwyraźniej trzeba było zrobić krok do tyłu, żeby zrobić trzy kroki do przodu i odświeżyć klasyczny model powieści SF.

– Paweł Matuszek – Nowa Fantastyka 10/09

Niezmiernie rzadcy są pisarze, których podstawową zasadę stanowi zmiana i poszukiwanie.(…)Stephenson od „Diamentowego wieku” wyraźnie określił się jako pisarz należący do drugiej z powyższych kategorii, z każdą książką zmieniający konwencje, stawiający sobie inne cele i w ten sposób podnoszący poprzeczkę. Najnowsza „Anathem” [polski tytuł „Peanatema”] przychodzi po monumentalnym Cyklu Barokowym i większość czytelników zada od razu pytanie: czy przeskoczyła Cykl?

– Jacek Dukaj – Czas Fantastyki 1/09

Powieści Stephensona nierozerwalnie wiążą się z jego życiem. Jeśli przyjrzymy się im w kolejności chronologicznej to łatwo zauważyć, że odzwierciedlają stopniowy odwrót pisarza od nowoczesnych technologii na rzecz coraz większego ogniskowania uwagi na człowieku i przyrodzonych mocach jego umysłu. Na razie „Peanatema” jest ukoronowaniem tego procesu.Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowcy, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost – jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.

Tytuł „Peanatema” powstał z połączenia dwóch słów: pean (hymn pochwalny, lub pieśń dziękczynna) i anatema (klątwa, albo ostre potępienie), co razem daje słowo, które pięknie oddaje ambiwalentny stosunek człowieka do własnego umysłu, bo łączy w sobie pochwałę i przekleństwo jego możliwości. Oczywiście u Stephensona więcej jest tego pierwszego, w czym jego książka również przypomina klasyczną powieść SF, ale odartą z dawnej naiwności i zrestartowaną w nowej formule. Formule na miarę XXI wieku.

– Paweł Matuszek – Nowa Fantastyka

Recenzja książki autorstwa Romana Ochockiego

Recenzja książki autorstwa Pawła Świątka