Wiadomą rzeczą jest, że jeśli książka odniesie sukces, to autorzy literatury rozrywkowej wykorzystają okazję, by stworzyć kolejne odsłony przygód bohaterów. W ten sposób na przykład w fantasy mamy całe mnóstwo trylogii i tetralogii, a czasem ilość kolejnych tomów rozrasta się niepomiernie. Ci sami bohaterowie pierwszoplanowi, podobny schemat, tylko sceneria odrobinę zmieniona, kilka nowych postaci drugiego planu i można kontynuować przygody. Ja się z reguły daję wciągnąć i jeśli spodoba mi się tom pierwszy, to będę cykl czytała w całości, chyba że poziom drastycznie się obniży. W przypadku „Wybranki Kusziela”, czyli drugiego tomu przygód Fedry nó Delaunay de Montrève, poziom nie zmienia się jakoś specjalnie. Otrzymujemy znów produkt rzemieślniczo dobrze wykonany. Jedyny problem z powieścią i stąd płynąca słabsza ocena, to jeszcze większa przewidywalność i schematyczność niż w przypadku tomu pierwszego. Krótko mówiąc – dość często zapalała mi się lampka „ale to już było”, lub pojawiało się hasło „wiem jak to się dalej potoczy”.

„Wybranka Kusziela” rozgrywa się rok po wydarzeniach przedstawionych w Strzale Kusziela i kontynuuje oczywiście wątek zawarty w zakończeniu poprzedniczki. Intryga skupia się wokół tajemniczego zniknięcia Melisandy Szachrizaj w noc przed egzekucją, które Fedrze, związanej skomplikowaną więzią ze swą przeciwniczką, nie dawało spokoju. Kiedy otrzymuje przesyłkę z własnym płaszczem w kolorze sangoire (głęboka czerwień granicząca z czernią, której barwy ma prawo nosić tylko anguisette) rozumie, że rzucono jej wyzwanie. I zamierza podjąć rękawicę. Nie podoba się to oczywiście Joscelinowi, który wprawdzie jest „towarzyszem doskonałym”, ale jak wielu mężczyzn jest też zwyczajnie zazdrosny i trudno mu pogodzić się z mroczną stroną natury swej ukochanej. Spora część intrygi dotyczy więc wzajemnych relacji pary kochanków. Jeśli w tomie pierwszymi mieliśmy przedstawione nieuniknione zbliżanie się do siebie tych tak różnych osobowości, to w tomie drugim napięcie budowane jest wokół ich oddalania się.

Czytelnik drugiego tomu znów otrzymuje sporą dawkę erotyki, gdyż Fedra podczas swojego śledztwa wchodzi ponownie w świat dworskich intryg w roli sługi Naamy. Mamy też zmieniające się krajobrazy – tym razem autorka umieściła akcję w krajach będących odzwierciedleniem południa Europy. Mamy więc pełną intryg La Serenissimę, będącą odpowiedniczką Wenecji, Ilirię przypominającą częściowo Grecję a częściowo Bałkany, czy Kriti, której nazwa sama wskazuje na pierwowzór. Szereg postaci drugiego planu ponownie ubarwia karty powieści. Z ciekawszych można wymienić ekscentryczną Favrielę nó Dzika Róża – utalentowaną szwaczkę, która projektuje dla Fedry niepowtarzalne kreacje, dowódcę piratów – Kazana Atrabiadesa, obłożonego klątwą przez własną matkę czy Nicolę L’Envers y Aragon, jedną z klientek Fedry. Postaci to wielka zaleta cyklu Carey, potrafi bowiem budować ona barwne i żywe portrety, nawet jeśli mamy do czynienia z rolami epizodycznymi.

O wiele więcej miejsca niż w tomie pierwszym w „Wybrance Kusziela” zajmuje religia, która w świecie stworzonym przez amerykańską autorkę jest dość ciekawym aspektem. Sama Terre d’Ange to ziemia pobłogosławiona przez Eluę – nieślubnego syna Boga, zrodzonego w łonie Matki Ziemi z łez Marii Magdaleny i krwi ukrzyżowanego Jeszui. Po tej krainie Elua wędrował w otoczeniu swych towarzyszy, aniołów, którzy odeszli od Boga i którzy razem z Eluą dali początek mieszkańcom Terre d’Ange. Stąd też bierze się niezwykła, anielska uroda mieszkańców tej ziemi. A ich podstawowym przykazaniem jest „Kochaj jak wola twoja”. W Terre d’Ange służba Naamie, jednej z towarzyszek Elui, polegająca na prostytucji, jest więc rodzajem kapłaństwa i budzi szacunek wśród mieszkańców. To sprytne wyjaśnienie pozwala autorce przemycić do powieści odpowiednią dawkę pikanterii. W tomie drugim mamy także rozbudowany wątek jeszuitów (połączenie religii żydowskiej i chrześcijańskiej), wśród których z powodu proroctwa następuje rozłam, pojawia się ciekawy wątek starych bogów Kriti, a także to, co mnie najbardziej zaciekawiło, czyli kult bogini Aszery z Morza w La Serenissimie, będącej jedną z wcieleń Matki Ziemi – żeńskiego bóstwa będącego swoistym dopełnieniem Boga Jedynego. Zasygnalizowana równowaga, ale też podział między Niebem i Ziemią, tym co twarde, mocne, męskie a tym co miękkie, uległe, żeńskie w kulturze ludzkości występuje właściwie od zarania wieków i ten motyw dość umiejętnie wykorzystuje Carey w swej powieści.

„Wybrankę Kusziela” czyta się przyjemnie, bohaterowie dają się oczywiście lubić i kibicujemy ich poczynaniom, przygoda goni przygodę, a wszystko to zaprawione jest mistycyzmem, intrygami oraz sporą dawką emocji. Sentymentalizm jest także częścią składową utworu, którego narratorką jest nadal Fedra. I mimo grymasów na powtarzalność, wtórność, oczywistość pewnych rozwiązań czy kiczowatość powieści nie mogę uznać jej za nieudaną. Nie zaskakuje wprawdzie niczym nowym, ale tego się raczej nie spodziewałam. Po co bowiem zmieniać formułę, jeśli się sprawdziła?

Autor: Monika „Urshana” Kałążna

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Kushiel’s Chosen
Tłumaczenie: Maria Frąc
Data wydania: 26 styczeń 2011
Wydanie: II
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202
Rok wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 624
Tom cyklu: 2

This entry was posted on poniedziałek, 23 maja, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.